Swoje pierwsze mecze T-Mobile Ekstraklasy w obecnym sezonie rozegrały drużyny Lecha Poznań i Ruchu Chorzów. Spotkanie ostatecznie zakończyło się wysoką wygraną Lecha 4:0. Bardzo dobre spotkanie rozegrał Gergo Lovrencsics.
Mecz rozpoczął się od razu po myśli „Kolejorza”. Już w 11. minucie spotkania na listę strzelców wpisał się nowy nabytek Lecha Poznań – Kebba Ceesay. Luiz Henriquez dograł piłkę z prawej strony w pole karne, a debiutujący w lidze Ceesay pewnie pokonał Perdijicia, kierując piłkę prawą nogą do bramki rywala.

W kolejnych minutach nadal atakował poznański Lech. Nowy zawodnik poznaniaków bardzo dobrze wszedł w mecz, bo co chwila zagrażał rywalom z Chorzowa. Kolejne sytuacje również wypracowywał Lech, a goście nie mogli poradzić sobie w środku pola, przez co tracili wiele piłek. Gospodarze mogli prowadzić już 3:0 po 25 minutach gry, jednak z opresji ratował golkiper gości.
W 35. minucie jednak nie dał rady wybronić bardzo dobrego strzału głową, którego autorem był Bartosz Ślusarski. Doświadczony napastnik otrzymał wspaniałe podanie zewnętrzną częścią stopy od Gergo Lovrencsicsa i nie dał najmniejszych szans na obronę strzału.
Niespełna dziesięć minut później Ślusarski odwdzięczył się podaniem Lovrencsicsowi. Wypożyczony z Lombardu Papa skrzydłowy wykorzystał nieporadność Marka Szyndrowskiego, wyszedł na pozycję i uderzył po długim rogu bramki bezradnie interweniującego Matko Perdijicia.
Tomasz Fornalik starał się szybko interweniować. W przerwie meczu wprowadził na plac gry dwóch nowych zawodników. Zieńczuka i Sadloka zastąpili Kuświk i Lewczuk. Kolejne minuty to zdecydowany spadek tempa gry. Lech nie spieszył się zbytnio, czekając tym samym na otworzenie się Ruch Chorzów. Mając tak korzystny wynik, nikt nie oczekiwał, że Lech Poznań po przerwie rzuci się znów rywalom do gardeł.
Akcje „Niebieskich” przypominały bicie głową w mur. Na niespełna kwadrans przed końcem meczu stuprocentowej okazji na zdobycie gola nie wykorzystał wprowadzony w przerwie meczu Grzegorz Kuświk.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tym razem dzieła zniszczenia dopełnił Vojo Ubiparip. Napastnik Lecha najpierw nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem Ruchu, ale chwilę później po rzucie rożnym głową skierował piłkę do bramki rywali.











