Obecna sytuacja Arsenalu i Chelsea jest nie do pozazdroszczenia. Oba kluby rozczarowują w lidze, a ich szanse na miejsce gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów maleją z każdym tygodniem. W Londynie zrobiło się gorąco, ogień już płonie, a konsekwencje mogą być drastyczne.
Zgodnie z przewidywaniami ekspertów cztery miejsca gwarantujące awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów nadal zajmują zespoły z top 6. Jednak raczej nikt nie wyobrażał sobie, iż wśród nich nie będzie aktualnego mistrza Anglii – Chelsea Londyn.
uCONTEntowani i Wenger OUT
Powierzenie funkcji menedżera Chelsea Antonio Conte w lipcu 2016 roku miało podnieść poziom taktyczny zespołu oraz doprowadzić klub do sukcesów. Początek pracy włoskiego szkoleniowca na Stamford Bridge nie obfitował jednak w sukcesy. Tylko trzy zwycięstwa w pierwszych sześciu kolejkach oraz przegrane w prestiżowych spotkaniach z Liverpoolem i Arsenalem sprawiły, iż Conte zdecydował się na zmiany. Taktyczna korekta ustawienia poczyniona przez Włocha – przejście na system 3-5-2, przyniosła nadspodziewany efekt. Chelsea wygrała trzynaście kolejnych meczów ligowych, dzięki czemu podopieczni Conte zadomowili się w fotelu lidera Premier League.
Ostatecznie „The Blues” zwyciężając w trzydziestu meczach, sięgnęli po mistrzowski tytuł. Liczba 93 zgromadzonych punktów robiła wrażenie. Na Stamford Bridge Conte noszono wręcz na rękach. We włoskim szkoleniowcu fani Chelsea widzieli menedżera na lata.
Niecałą godzinę jazdy samochodem od Stamford Bridge na Emirates Stadium panowały zupełnie odmienne nastroje. Zajęcie piątego miejsca na koniec sezonu 2016/2017 przez Arsenal i brak awansu do Ligi Mistrzów – pierwszego od dwudziestu lat, uznano za kompromitację. Winą za porażkę obarczono menedżera zespołu Arsene’a Wengera. Jeszcze w trakcie sezonu fani „The Gunners” wynajmowali samoloty, które latając podczas meczu nad stadionem ciągnęły za sobą banery nakłaniające do zwolnienia francuskiego szkoleniowca. Co więcej, na każdym spotkaniu, także wyjazdowym, kibice Arsenalu prezentowali transparenty z wymownym hasłem „Wenger OUT”. Kontrakt Francuza wygasał już w czerwcu 2017 roku, więc fani „The Gunners” skreślali kolejne dni w kalendarzu.
Jednak pokonanie Chelsea 2:1 w finale i zdobycie Pucharu Anglii osłodziło życie władz Arsenalu na tyle, aby zaoferować Wengerowi nową umowę. Ku niezadowoloniu wielu kibiców pod koniec maja klub dumnie ogłosił, że francuski szkoleniowiec podpisał dwuletni kontrakt z klubem z Emirates Stadium.
– Kocham ten klub i patrzę w przyszłość z optymizmem. Wciąż patrzymy na to, co robimy dobrze i gdzie jeszcze możemy być silniejsi – nie krył zadowolenia francuski szkoleniowiec. Następne miesiące miały pokazać, jak optymizm Wengera zweryfikuje ligowa rzeczywistość.
Okno kontrowersji i tupanie nóżką
Letnie okno transferowe miało ustabilizować miejsce Chelsea na topie angielskiego futbolu oraz pokazać, czy Arsene Wenger nadal ma aspiracje, by walczyć o czołowe lokaty. Zamiast tego kibice obu klubów wysłuchali kontrowersyjnych wypowiedzi swoich gwiazd, które koniecznie chciały odejść.
Zdobywcy 20 bramek dla Chelsea w ligowym sezonie 2016/2017, Diego Coście, szybko znudził się pobyt w deszczowej Anglii. Wiedząc, iż klub ze Stamford Bridge raczej nie zgodzi się na transfer, Hiszpan zaczął wzniecać kolejne ekscesy. Relacja na żywo z imprezy na Instagramie rozzłościła Antonio Conte. Tym bardziej, że Costa paradował na niej w koszulce swojego byłego klubu, Atletico Madryt. Włoski szkoleniowiec miał już dość krnąbrnego napastnika. Za ponad 65 milionów euro sprowadził więc z Realu Madryt następcę Hiszpana, Alvaro Moratę. Diego Costa został odsunięty na boczny tor.
– Kiedy byłem z reprezentacją, siedziałem sam w pokoju, wtedy dostałem wiadomość. To był szok. Pokazałem to kolegom z drużyny, którzy nie mogli w to uwierzyć. Wtedy byłem bardzo zły, ale dziś się uspokoiłem. Nie usunąłem tej wiadomości i mogę pokazać ją każdemu, kto zarzuci mi, że kłamię. Wprost było napisane, że (Conte) nie może już na mnie liczyć i życzy mi powodzenia w przyszłości – żalił się Costa.
– W Chelsea potraktowano mnie jak kryminalistę. Każą mi trenować z rezerwami, nie mogę nawet wejść do szatni pierwszego zespołu i mieć kontaktu z kolegami. Nie uważam, że to sprawiedliwe po tym wszystkim, co zrobiłem dla klubu. Nie jestem kryminalistą i się na to nie zgadzam. Więc jeśli zamierzają mnie ukarać, niech mnie karzą. Co tydzień dostaję cios, ale mi nie chodzi o pieniądze. Chcę być szczęśliwy. Jeśli będę musiał, zostanę w Brazylii. Mogę i przez rok nie grać w piłkę. Nawet jeśli Chelsea wlepi mi karę i przestanie płacić – straszył Hiszpan.
Costa nie był jedynym czołowym graczem ligi, któremu znudziło się życie w Londynie. Alexisowi Sanchezowi także zamarzyła się zmiana otoczenia. Co stało się już niechlubną normą, swoimi planami i marzeniami podzielił się z całym światem.
– Chcę grać w Lidze Mistrzów. Podjąłem już swoją decyzję, teraz czekam na odpowiedź klubu. Na razie jednak jestem piłkarzem Arsenalu i mam tu ważny kontrakt jeszcze przez rok – oświadczył w lipcu ubiegłego roku Sanchez.
Jak nietrudno się domyślić, decyzja klubu była odmowna. Chilijczyk pomimo „tupania nóżką”, czyli robienia wszystkiego, by przeforsować transfer, nie otrzymał zgody na odejście. Wobec wydarzeń letniego okna Sanchez zdecydował się nie przemęczać, grając w barwach Arsenalu, co najwyżej na pół gwizdka.
Już nieuCONTEntowani i nadal Wenger OUT
Obecny sezon brutalnie weryfikuje działania obu szkoleniowców. Kadrowa minirewolucja, jaką przeprowadził latem Antonio Conte, zupełnie się nie sprawdziła. Morata oraz Bakayoko, kupieni za olbrzymie pieniądze, nie mogą się odnaleźć na angielskich boiskach. Costę oraz Maticia zastąpili jak na razie jedynie w kwestii pobieranej pensji. Tylko pozyskanie Rüdigera oraz Zappacosty można uznać za plusy letniego okna transferowego. Efektem nieudanych poczynań na rynku jest słaba lokata Chelsea w lidze. Jednak nie jest to jedyny powód. Ustawienie 3-5-2, które zaskoczyło rywali i zapewniło „The Blues” mistrzowski tytuł, przestało efektywnie działać. Co gorsza, poziom zaangażowania zawodników momentami bywa żenujący. Tak jakby czekali na dymisję Conte.
Wszystkie wymienione czynniki spowodowały, iż w ostatnich tygodniach Chelsea przegrywając cztery z sześciu spotkań, wypadła poza miejsce w tabeli gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. W obecnej dyspozycji podopiecznych Conte strata pięciu punktów do czwartego w zestawieniu Tottenhamu wydaje się mało realna do odrobienia. Tym bardziej, iż wszystkie zespoły w tabeli przed Chelsea prezentują równą, wysoka formę.
Jedynym pocieszeniem dla kibiców „The Blues” może być (nie)dyspozycja Arsenalu. Postawa „The Gunners” tworzy swoisty syndrom brzydkiej koleżanki, stawiając graczy Chelsea w lepszym świetle. Choć część niepowodzeń zawodników Wengera można tłumaczyć toksyczną atmosferą, którą wobec braku pozwolenia na odejście tworzył Sanchez, to jednak oczekiwania były większe. Chilijczyka od styczniowego okna w klubie już nie ma, jednak szatnia jakby jeszcze nie wywietrzała. Gra w kratkę i aż dziesięć ligowych porażek sprawiły, iż szanse „The Gunners” na miejsce dające kwalifikację do następnej edycji Ligi Mistrzów są czysto iluzoryczne.
Wbrew przewidywaniom sytuacji Arsenalu (od razu) nie poprawiły znacznie styczniowe transfery. Zamiana Sancheza na Mkhitaryana wprowadziła co prawda normalne relacje między graczami w szatni, jednak Aubameyang jakby w pełni nie uświadomił sobie, iż gra obecnie w lepszej lidze. Obaj gracze potrzebują zapewne czasu na zgranie z nowym zespołem. Jednak trzeba postawić pytanie, czy Arsenal stać na ten luksus? Pewny jest tego Arsene Wenger.
Parę dni temu gazeta „The Times” poinformowała, iż Francuz w obliczu słabych rezultatów nie myśli o złożeniu dymisji. Nawet mimo wciąż narastającej niechęci własnych kibiców do swojej osoby, która przybrała już nowe stadium i jest wszechobecna.
Konsekwencje zderzenia z rzeczywistością
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Chelsea i Arsenalu zabraknie w następnej edycji Ligi Mistrzów. Oczywiście zespół Wengera ma jeszcze szansę na triumf w Lidze Europy, który bocznymi drzwiami wprowadziłby „The Gunners” do elitarnych rozgrywek, lecz droga do triumfu będzie długa i wyboista. Konsekwencje braku udziału w najlepszych klubowych rozgrywkach Starego Kontynentu mogą być dla obu klubów drastyczne.
Pierwszym etapem zmian będzie zapewne roszada na stanowisku menedżera, nawet mimo niezachwianej wiary Arsene’a Wengera we własny projekt czy taktycznych zdolności Antonio Conte. Jednak potencjalni następcy ze względu na brak udziału w Lidze Mistrzów będą mieli duże problemy w pozyskaniu klasowych graczy. Czynnik finansowy jest obecnie w piłce marginalizowany, gdyż wszystkie czołowe kluby (w szczególności te z Premier League) dysponują wielkimi pieniędzmi. To powoduje, iż głównym wyznacznikiem dla gracza jest pozycja danego klubu w europejskiej hierarchii i możliwość gry w Lidze Mistrzów.
Jednak tym, co może zaboleć oba kluby najbardziej, byłoby odejście najlepszych zawodników. Już od zakończenia zimowego okna transferowego hiszpańskie oraz angielskie media spekulują o potencjalnych przenosinach gracza Chelsea, Edena Hazarda, do Realu Madryt. „Los Blancos” są ponadto także zainteresowani innym piłkarzem z niebieskiej części Londynu – Thibaut Courtoisem. Gdyby spekulacje okazały się prawdą, zespół Chelsea zostałby pozbawiony swoich najważniejszych graczy, co w dużej mierze przełożyłoby się zapewne na wyniki klubu w następnych sezonach.
Plotki dotyczące transferów z klubu nie omijają oczywiście również Arsenalu. Według doniesień medialnych tacy gracze jak Aaron Ramsey, Jack Wilshere oraz Hector Bellerin mają czekać na oferty z lepszych drużyn.
Przed Arsenalem i Chelsea trudne czasy. W obu klubach popełniono błędy, które są przyczyną obecnej sytuacji, w jakiej znajdują się oba zespoły. Sytuacja jest trudna, gdyż ogień został rozpalony już dawno temu. Londyn płonie. Pytanie czy albo kiedy zostanie ugaszony i jakie będą straty.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Obecna sytuacja Arsenalu i Chelsea jest nie do pozazdroszczenia. Oba kluby rozczarowują w lidze, a ich szanse na miejsce gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów maleją z każdym tygodniem. W Londynie zrobiło się gorąco, ogień już płonie, a konsekwencje mogą być drastyczne.
Zgodnie z przewidywaniami ekspertów cztery miejsca gwarantujące awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów nadal zajmują zespoły z top 6. Jednak raczej nikt nie wyobrażał sobie, iż wśród nich nie będzie aktualnego mistrza Anglii – Chelsea Londyn.
uCONTEntowani i Wenger OUT
Powierzenie funkcji menedżera Chelsea Antonio Conte w lipcu 2016 roku miało podnieść poziom taktyczny zespołu oraz doprowadzić klub do sukcesów. Początek pracy włoskiego szkoleniowca na Stamford Bridge nie obfitował jednak w sukcesy. Tylko trzy zwycięstwa w pierwszych sześciu kolejkach oraz przegrane w prestiżowych spotkaniach z Liverpoolem i Arsenalem sprawiły, iż Conte zdecydował się na zmiany. Taktyczna korekta ustawienia poczyniona przez Włocha – przejście na system 3-5-2, przyniosła nadspodziewany efekt. Chelsea wygrała trzynaście kolejnych meczów ligowych, dzięki czemu podopieczni Conte zadomowili się w fotelu lidera Premier League.
Ostatecznie „The Blues” zwyciężając w trzydziestu meczach, sięgnęli po mistrzowski tytuł. Liczba 93 zgromadzonych punktów robiła wrażenie. Na Stamford Bridge Conte noszono wręcz na rękach. We włoskim szkoleniowcu fani Chelsea widzieli menedżera na lata.
Niecałą godzinę jazdy samochodem od Stamford Bridge na Emirates Stadium panowały zupełnie odmienne nastroje. Zajęcie piątego miejsca na koniec sezonu 2016/2017 przez Arsenal i brak awansu do Ligi Mistrzów – pierwszego od dwudziestu lat, uznano za kompromitację. Winą za porażkę obarczono menedżera zespołu Arsene’a Wengera. Jeszcze w trakcie sezonu fani „The Gunners” wynajmowali samoloty, które latając podczas meczu nad stadionem ciągnęły za sobą banery nakłaniające do zwolnienia francuskiego szkoleniowca. Co więcej, na każdym spotkaniu, także wyjazdowym, kibice Arsenalu prezentowali transparenty z wymownym hasłem „Wenger OUT”. Kontrakt Francuza wygasał już w czerwcu 2017 roku, więc fani „The Gunners” skreślali kolejne dni w kalendarzu.
Jednak pokonanie Chelsea 2:1 w finale i zdobycie Pucharu Anglii osłodziło życie władz Arsenalu na tyle, aby zaoferować Wengerowi nową umowę. Ku niezadowoloniu wielu kibiców pod koniec maja klub dumnie ogłosił, że francuski szkoleniowiec podpisał dwuletni kontrakt z klubem z Emirates Stadium.
– Kocham ten klub i patrzę w przyszłość z optymizmem. Wciąż patrzymy na to, co robimy dobrze i gdzie jeszcze możemy być silniejsi – nie krył zadowolenia francuski szkoleniowiec. Następne miesiące miały pokazać, jak optymizm Wengera zweryfikuje ligowa rzeczywistość.
Okno kontrowersji i tupanie nóżką
Letnie okno transferowe miało ustabilizować miejsce Chelsea na topie angielskiego futbolu oraz pokazać, czy Arsene Wenger nadal ma aspiracje, by walczyć o czołowe lokaty. Zamiast tego kibice obu klubów wysłuchali kontrowersyjnych wypowiedzi swoich gwiazd, które koniecznie chciały odejść.
Zdobywcy 20 bramek dla Chelsea w ligowym sezonie 2016/2017, Diego Coście, szybko znudził się pobyt w deszczowej Anglii. Wiedząc, iż klub ze Stamford Bridge raczej nie zgodzi się na transfer, Hiszpan zaczął wzniecać kolejne ekscesy. Relacja na żywo z imprezy na Instagramie rozzłościła Antonio Conte. Tym bardziej, że Costa paradował na niej w koszulce swojego byłego klubu, Atletico Madryt. Włoski szkoleniowiec miał już dość krnąbrnego napastnika. Za ponad 65 milionów euro sprowadził więc z Realu Madryt następcę Hiszpana, Alvaro Moratę. Diego Costa został odsunięty na boczny tor.
– Kiedy byłem z reprezentacją, siedziałem sam w pokoju, wtedy dostałem wiadomość. To był szok. Pokazałem to kolegom z drużyny, którzy nie mogli w to uwierzyć. Wtedy byłem bardzo zły, ale dziś się uspokoiłem. Nie usunąłem tej wiadomości i mogę pokazać ją każdemu, kto zarzuci mi, że kłamię. Wprost było napisane, że (Conte) nie może już na mnie liczyć i życzy mi powodzenia w przyszłości – żalił się Costa.
– W Chelsea potraktowano mnie jak kryminalistę. Każą mi trenować z rezerwami, nie mogę nawet wejść do szatni pierwszego zespołu i mieć kontaktu z kolegami. Nie uważam, że to sprawiedliwe po tym wszystkim, co zrobiłem dla klubu. Nie jestem kryminalistą i się na to nie zgadzam. Więc jeśli zamierzają mnie ukarać, niech mnie karzą. Co tydzień dostaję cios, ale mi nie chodzi o pieniądze. Chcę być szczęśliwy. Jeśli będę musiał, zostanę w Brazylii. Mogę i przez rok nie grać w piłkę. Nawet jeśli Chelsea wlepi mi karę i przestanie płacić – straszył Hiszpan.
Costa nie był jedynym czołowym graczem ligi, któremu znudziło się życie w Londynie. Alexisowi Sanchezowi także zamarzyła się zmiana otoczenia. Co stało się już niechlubną normą, swoimi planami i marzeniami podzielił się z całym światem.
– Chcę grać w Lidze Mistrzów. Podjąłem już swoją decyzję, teraz czekam na odpowiedź klubu. Na razie jednak jestem piłkarzem Arsenalu i mam tu ważny kontrakt jeszcze przez rok – oświadczył w lipcu ubiegłego roku Sanchez.
Jak nietrudno się domyślić, decyzja klubu była odmowna. Chilijczyk pomimo „tupania nóżką”, czyli robienia wszystkiego, by przeforsować transfer, nie otrzymał zgody na odejście. Wobec wydarzeń letniego okna Sanchez zdecydował się nie przemęczać, grając w barwach Arsenalu, co najwyżej na pół gwizdka.
Już nieuCONTEntowani i nadal Wenger OUT
Obecny sezon brutalnie weryfikuje działania obu szkoleniowców. Kadrowa minirewolucja, jaką przeprowadził latem Antonio Conte, zupełnie się nie sprawdziła. Morata oraz Bakayoko, kupieni za olbrzymie pieniądze, nie mogą się odnaleźć na angielskich boiskach. Costę oraz Maticia zastąpili jak na razie jedynie w kwestii pobieranej pensji. Tylko pozyskanie Rüdigera oraz Zappacosty można uznać za plusy letniego okna transferowego. Efektem nieudanych poczynań na rynku jest słaba lokata Chelsea w lidze. Jednak nie jest to jedyny powód. Ustawienie 3-5-2, które zaskoczyło rywali i zapewniło „The Blues” mistrzowski tytuł, przestało efektywnie działać. Co gorsza, poziom zaangażowania zawodników momentami bywa żenujący. Tak jakby czekali na dymisję Conte.
Wszystkie wymienione czynniki spowodowały, iż w ostatnich tygodniach Chelsea przegrywając cztery z sześciu spotkań, wypadła poza miejsce w tabeli gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. W obecnej dyspozycji podopiecznych Conte strata pięciu punktów do czwartego w zestawieniu Tottenhamu wydaje się mało realna do odrobienia. Tym bardziej, iż wszystkie zespoły w tabeli przed Chelsea prezentują równą, wysoka formę.
Jedynym pocieszeniem dla kibiców „The Blues” może być (nie)dyspozycja Arsenalu. Postawa „The Gunners” tworzy swoisty syndrom brzydkiej koleżanki, stawiając graczy Chelsea w lepszym świetle. Choć część niepowodzeń zawodników Wengera można tłumaczyć toksyczną atmosferą, którą wobec braku pozwolenia na odejście tworzył Sanchez, to jednak oczekiwania były większe. Chilijczyka od styczniowego okna w klubie już nie ma, jednak szatnia jakby jeszcze nie wywietrzała. Gra w kratkę i aż dziesięć ligowych porażek sprawiły, iż szanse „The Gunners” na miejsce dające kwalifikację do następnej edycji Ligi Mistrzów są czysto iluzoryczne.
Wbrew przewidywaniom sytuacji Arsenalu (od razu) nie poprawiły znacznie styczniowe transfery. Zamiana Sancheza na Mkhitaryana wprowadziła co prawda normalne relacje między graczami w szatni, jednak Aubameyang jakby w pełni nie uświadomił sobie, iż gra obecnie w lepszej lidze. Obaj gracze potrzebują zapewne czasu na zgranie z nowym zespołem. Jednak trzeba postawić pytanie, czy Arsenal stać na ten luksus? Pewny jest tego Arsene Wenger.
Parę dni temu gazeta „The Times” poinformowała, iż Francuz w obliczu słabych rezultatów nie myśli o złożeniu dymisji. Nawet mimo wciąż narastającej niechęci własnych kibiców do swojej osoby, która przybrała już nowe stadium i jest wszechobecna.
Konsekwencje zderzenia z rzeczywistością
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Chelsea i Arsenalu zabraknie w następnej edycji Ligi Mistrzów. Oczywiście zespół Wengera ma jeszcze szansę na triumf w Lidze Europy, który bocznymi drzwiami wprowadziłby „The Gunners” do elitarnych rozgrywek, lecz droga do triumfu będzie długa i wyboista. Konsekwencje braku udziału w najlepszych klubowych rozgrywkach Starego Kontynentu mogą być dla obu klubów drastyczne.
Pierwszym etapem zmian będzie zapewne roszada na stanowisku menedżera, nawet mimo niezachwianej wiary Arsene’a Wengera we własny projekt czy taktycznych zdolności Antonio Conte. Jednak potencjalni następcy ze względu na brak udziału w Lidze Mistrzów będą mieli duże problemy w pozyskaniu klasowych graczy. Czynnik finansowy jest obecnie w piłce marginalizowany, gdyż wszystkie czołowe kluby (w szczególności te z Premier League) dysponują wielkimi pieniędzmi. To powoduje, iż głównym wyznacznikiem dla gracza jest pozycja danego klubu w europejskiej hierarchii i możliwość gry w Lidze Mistrzów.
Jednak tym, co może zaboleć oba kluby najbardziej, byłoby odejście najlepszych zawodników. Już od zakończenia zimowego okna transferowego hiszpańskie oraz angielskie media spekulują o potencjalnych przenosinach gracza Chelsea, Edena Hazarda, do Realu Madryt. „Los Blancos” są ponadto także zainteresowani innym piłkarzem z niebieskiej części Londynu – Thibaut Courtoisem. Gdyby spekulacje okazały się prawdą, zespół Chelsea zostałby pozbawiony swoich najważniejszych graczy, co w dużej mierze przełożyłoby się zapewne na wyniki klubu w następnych sezonach.
Plotki dotyczące transferów z klubu nie omijają oczywiście również Arsenalu. Według doniesień medialnych tacy gracze jak Aaron Ramsey, Jack Wilshere oraz Hector Bellerin mają czekać na oferty z lepszych drużyn.
Przed Arsenalem i Chelsea trudne czasy. W obu klubach popełniono błędy, które są przyczyną obecnej sytuacji, w jakiej znajdują się oba zespoły. Sytuacja jest trudna, gdyż ogień został rozpalony już dawno temu. Londyn płonie. Pytanie czy albo kiedy zostanie ugaszony i jakie będą straty.