Niedziela w Premier Lidze niewiele różniła się od piątku i soboty. Kibice zgromadzeni na stadionach nie oglądali wielkiej piłki. Ci, którzy zdecydowali się obejrzeć mecz na żywo, mocno się zawiedli. Szczególne pretensje mogą mieć do swoich pupili fani Spartaka.
Po zeszłotygodniowym zwycięstwie nad CSKA i odebraniu „Wojskowym” szans na mistrzostwo gracze „Miaso” mieli złapać drugi oddech i powalczyć o miejsce w europejskich pucharach. Kolejnym krokiem na ich drodze do Pucharu UEFA miało być pokonanie pogrążonego od dłuższego czasu w kryzysie Lokomotiwu. Podopieczni Raszida Rachmimowa po serii niepowodzeń chcieli odbudować swój wizerunek wśród kibiców. A najlepszą okazją do tego miało być starcie z lokalnym rywalem. Zawodnicy Michaela Laudrupa rozpoczęli bardzo niemrawo, czego efkty było widoczne już po sześciu minutach, kiedy gruziński pomocnik Davit Mujiri pokonał Stipego Pletikosę i to „Parowoz” objął prowadzenie. „Czerwono-biali” starali się odpowiedzieć, ale ich napastnicy zawodzili. Zdecydowanie poniżej swoich możliwości zaprezentował się Aleksandr Prudnikow. Ostatecznie do sędziowskiego gwizdka nic się nie zmieniło i na przerwę piłkarze zeszli przy prowadzeniu gości.
Trener Laudrup od początku drugiej połowy w miejsce słabiutkiego Prudnikowa wstawił Dzjubę. Zmiennik wniósł nieco ożywienia w poczynania ofensywne jego podopiecznych, ale na niewiele się to zdawało. Bramka Marka Cecha niczym twierdza pozostawała niezdobyta. Nie najmocniejsza defensywa Lokomotiwu dobrze radziła sobie z kolejnymi nieprzemyślanymi akcjami gospodarzy, którzy przeciwnikom zadania specjalnie nie utrudniali. Coraz bardziej rozpaczliwe próby wyrównania spełzły na niczym i Spartak to spotkanie przegrał. Jego sytuacja w tabeli trochę się skomplikowała. Wydaje się, że spotkanie ostatniej kolejki między nim i Zenitem, które miało zdecydować o mistrzostwie, wyłoni jedynie zdobywcę ostatniego miejsca w europejskich pucharach.
Również ustępujący mistrzowie Rosji dziś nie zachwycili. Ich głównym celem w starciu z rewelacją sezonu, Amkarem, były tylko i wyłącznie trzy punkty. Dick Advocaat zdecydowanie postawił na atak, wystawiając w pierwszej jedenastce trzech nominalnych napastników: Domingueza, Pogriebniaka i Arszawina. Jednak od samego początku taktyka obrana przez Holendra nie przynosiła pożądanych skutków. Defensorzy gospodarzy umiejętnie radzili sobie z atakami gości. Permianie tak, jak dobrze spisywali się w obronie, tak kiepsko w ataku. Wiaczesław Małafiejew w pierwszej części, zakończonej wynikiem 0:0,, był praktycznie bezrobotny.
Gra nieco ożywiła się w drugich 45 minutach. Przewagę w posiadaniu piłki mieli zdobywcy Pucharu UEFA, ale niewiele z niej wynikało. Gdy gospodarze wyczuli, że ich rywali dopada kryzys, sami zaatakowali, co im się opłaciło. W 70. objęli prowadzenie za sprawą Gieorgiego Piejewa. Zenit postawił wszystko na jedną kartę i za wszelką cenę starał się wyrównać. W 80. minucie uzyskał rzut karny, który na gola zamienił Anatolij Tymoszczuk. Jednak wciąż aktualnych mistrzów nie było stać na więcej. Wynik 1:1 sprawia, że walka o europejskie puchary będzie trwała do samego końca.










