„Musimy zmienić się z wątpiących w wierzących. Teraz” – tymi oto słowami przywitał się z fanami Liverpoolu na całym świecie Jürgen Klopp. Oczekiwania wobec jego osoby i właśnie wiara w jego możliwości ponownego wyniesienia drużyny znad rzeki Mersey na europejski piedestał podsumowują w skrócie atmosferę, w jakiej przystąpił Niemiec do podpisania kontraktu z właścicielami klubu. A jest to kontrakt, o którym niejeden piłkarski trener mógłby tylko pomarzyć. W ciągu trzech lat pracy na Anfield były szkoleniowiec Borussii ma zarobić docelowo 30 mln euro.
Zacznijmy jednak od początku. O transferze Niemca do angielskiego klubu zaczęto już spekulować mniej więcej po porażce Liverpoolu w derbach północno-zachodniej Anglii z Manchesterem United przegranym przez „The Reds” 1:3. Wtedy też popularne stało się hasło wypromowane przez fanów zespołu szczególnie na Twitterze, czyli #KloppForTheKop.
https://twitter.com/LiverpoolGifs/status/652386933373554688
Amerykańska grupa Fenway Sports Group inwestująca w Liverpool po pewnym czasie dała ultimatum (z racji niezadowolenia z osiąganych rezultatów) byłemu już trenerowi klubu Brendanowi Rodgersowi, w którym to musiał wygrać on mecz Ligi Europy z FC Sion oraz derby Liverpoolu z Evertonem. Irlandczykowi nie udało się z niego wywiązać i po dwóch ostatnich remisach w jego trenerskiej przygodzie z utytułowanym angielskim klubem został zwolniony. Za kadencji byłego szkoleniowca Swansea Liverpool na 122 meczów wygrał 63, zremisował 30 i przegrał 29. Bilans bramkowy w tym okresie to 232 bramki zdobyte i 151 straconych. 52% meczów rozegranych pod jego wodzą przez „The Reds” należy do wygranych.
Nie ma co w tym momencie za bardzo rozwodzić się nad tym, czy była to do końca dobra decyzja czy też nie. Na pewno ostatnia forma Liverpoolu przelała czarę goryczy. Fani „The Reds” mają jednak mu sporo do zawdzięczenia, ale jednocześnie wiele rzeczy będą mu zapewne wypominać.
https://www.youtube.com/watch?v=WDlEec71OOI
Do sukcesów Rodgersa na pewno będzie należeć zarówno wykreowanie Luisa Suareza na napastnika strzelającego bramki dla drużyny w tempie wystrzału serii z kałasznikowów (przypominam tylko, że za kadencji Kenny’ego Dalglisha Suarez nie osiągnął tak wiele, wpływ na jego rozwój chociażby minimalny musiał mieć więc Irlandczyk z Północy), jak i sprowadzenie z Chelsea Daniela Sturridga, którzy to w sezonie 2013/2014 razem stworzyli zabójczy duet napastników.
Największymi wpadkami, które można łatwo wypomnieć Rodgersowi, są rozstanie ze Stevenem Gerrardem (podobno między innymi z jego powodu), pozwolenie na odejście Danielowi Aggerowi oraz wiele poważnych transferowych wpadek (tj. Lovren, Allen, Aspas, Balotelli, Lambert) czy też niewykorzystywanie w pełni potencjału takich zawodników jak Lazar Marković czy Adam Lallana.











