Premiership wciąż zaskakuje. W 36. kolejce powody do radości kibicom dały dwa kluby z Liverpoolu, które pewnie wygrały swoje spotkania. Fanów uszczęśliwili też piłkarze Swansea i Wolves, którzy postanowili sobie urządzić festiwal strzelecki.
Norwich – Liverpool 0:3
Postawa Liverpoolu w bieżącym sezonie oscyluje gdzieś pomiędzy żałosną a żenującą. „The Reds” zawodzą na całej linii i nawet triumf w Pucharze Ligi nie powinien zaciemnić prawdziwego obrazu, w którym widzimy bezkształtny zespół, cierpiący na tyle różnych chorób, że trudno sobie wyobrazić postawienie go na nogi. Wystarczy powiedzieć, że do tej pory liverpoolczycy zaliczyli więcej porażek niż zwycięstw, co klubowi z taką tradycją i tak drogimi piłkarzami po prostu nie przystoi. Kibice drużyny z Anfield Road byli pełni obaw przed wyjazdem do Norwich, jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie.

Strategia szkoleniowca gospodarzy, Paula Lamberta, runęła już po kwadransie. Z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Adam Drury. Niedługo później plany szkockiego menedżera totalnie pokrzyżował Luis Suarez. Urugwajczyk dostał piłkę od Stevena Gerrarda i lewą nogą posłał ją w okienko bramki Norwich. Zaledwie cztery minuty później Suarez pogrążył zespół gości. Tym razem snajper Liverpoolu sam wypracował sobie sytuację strzelecką. Najpierw odebrał piłkę Wardowi, po czym wpadł w pole karne i strzałem w dolny róg pokonał Johna Ruddy’ego.
Liverpool absolutnie zdominował rywala. Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy mogła paść trzecia bramka. Po akcji Downinga na raty strzelali Suarez i Shelvey, po główce tego ostatniego piłka odbiła się od poprzeczki. Piłkarze Norwich również stwarzali sobie okazje, ale nie były one tak dogodne jak te, które wypracowali liverpoolczycy. O wszystkim decydowała jednak skuteczność, a na tym polu „The Reds” nie pozostawili złudzeń. O ile na dziesięć minut przed końcem gospodarze mogli jeszcze marzyć o odrobieniu dwubramkowej straty, o tyle w 82. minucie Suarez rozwiał wszelkie wątpliwości. Urugwajczyk otrzymał piłkę w okolicach środka boiska, przyjął ją i uderzył jak z armaty. Strzał był na tyle silny i precyzyjny, że Ruddy mógł tylko odprowadzić futbolówkę wzrokiem. Kapitalna bramka napastnika Liverpoolu, który ustalił wynik spotkania na 3:0.
Everton – Fulham 4:0
Everton nie zamierza odpuścić w końcówce rozgrywek, szczególnie, że ma ogromną szansę, by zakończyć sezon przed lokalnym rywalem. „The Toffees” w starciu z Fulham szybko rozwiązali worek z golami. Już w 7. minucie po rzucie karnym Nikicy Jelavicia wyszli na prowadzenie. Dziesięć minut później za sprawą Marouane Fellainiego wynik brzmiał 2:0. Jeszcze przed przerwą Everton zadał rywalom nokautujący cios dzięki Jelaviciowi. W drugiej połowie swoją cegiełkę dołożył jeszcze Tim Cahill, który ustalił wynik spotkania na 4:0. Warto zauważyć, że jedną z najjaśniejszych postaci w tym spotkaniu był Steven Pienaar, który zaliczył trzy asysty.











