Dokładnie na trzy tygodnie przed walentynkami brytyjski dziennik „Independent” zamieścił na swojej stronie internetowej tekst, w którym twierdził, że Jose Mourinho napisał „list miłosny” do włodarzy United, deklarując silną wolą, by poprowadzić klub. Ile w tym prawdy?
„Love letter” – takich słów w tytule tekstu użył Miguel Delaney, autor historii. Tekst ujrzał światło dziennie w niedzielę i wielu zaskoczył mimo tego, że od wielu tygodni łączy się nazwisko jednego z najbardziej znanych menedżerów w świecie piłki z jednym z najbardziej znanych klubów.
Dokładnego wyglądu wiadomości nie znamy, ale raczej nie wygląda tak, jak przedstawia go twitterowe konto firmy bukmaherskiej, Paddy Power…
Artykuł mówi zaś, że był to sześciostronicowy list, który zawierał: deklarację „Mou” o silnej chęci przejęcia roli menedżera, obietnicę dostosowania się do zasad, które panują na Old Trafford, i plan na rozwiązanie obecnej, niekorzystnej sytuacji zespołu.
Jak łatwo się domyślić, nie pomaga to Louisowi van Gaalowi w rozwiązaniu kryzysu, w jaki wpadł, tym bardziej że dzień wcześniej „Czerwone Diabły” poniosły kolejną w trwającej kampanii porażkę na własnym boisku, ulegając Southampton (0:1).
Zanim jednak zagłębimy się w rozważania o tym, w jakim stopniu ta sytuacja podważa (i tak nadwyrężony) autorytet Holendra, warto zaznaczyć, że jest jedno „ale”. Parę godzin po publikacji wspomnianej wyżej informacji do gry z przytupem wkroczył agent „The Special One”, Jorge Mendes.
W oświadczeniu Gestifute (agencja menedżerska Mendesa) napisano: „Jorge Mendes zaprzecza jakimkolwiek spekulacjom na temat Jose Mourinho. Nie sposób sobie wyobrazić, by taki trener jak Mourinho pisał listy do jakiegoś klubu. Jest to absurdalne i całkowicie niedorzeczne”.
Duncan Castle, dziennikarz „The Sunday Times”, na Twitterze również poparł wersję najbardziej znanego agenta piłkarskiego na świecie, stając w opozycji do „The Independent”.












