Z dziennikarzem „Piłki Nożnej” oraz komentatorem ligi włoskiej w NC+ udało nam się porozmawiać o tym, czemu nikt nie dogoni Juventusu, kto zajmie trzecie miejsce na podium na koniec sezonu, dlaczego pomylił się, typując Inter na czarnego konia rozgrywek, i jaką ligę skomentowałby z Andrzejem Twarowskim.
Czy uważa Pan, że są jakieś szanse na to, aby Juventus nie wygrał w tym sezonie po raz czwarty z rzędu mistrzostwa Włoch?
Nie, tak jak przed startem sezonu byłem świadomy na 90%, że może po raz czwarty z rzędu zdobyć scudetto, tak w tej chwili myślę, że mogę to spokojnie podnieść do 95%. Musiałby się wydarzyć jakiś kataklizm, żeby stało się inaczej, załóżmy, roczna kontuzja Teveza i innych dwóch kluczowych graczy, jakaś negatywna zmiana w grze zespołu, w atmosferze w szatni i przede wszystkim metamorfoza i wejście na absolutnie najwyższe obroty Romy, bo ktoś „Starą Damę” musi gonić, i tylko ona jest realnym zagrożeniem dla zespołu Allegriego. Nawet fakt, iż „Juve” gra na wiosnę w Lidze Mistrzów w 1/8 finału z Borussią Dortmund nie powinien znacząco wpłynąć na rezultaty osiągane na włoskich boiskach, niezależnie od tego, czy wygra ten dwumecz czy przegra. Myślę, że wszystko w Turynie funkcjonuje tak, jak powinno, oni są superfaworytem i wątpliwe, by stała im się jakaś krzywda.
Czyli wbrew różnym opiniom przed sezonem, również tym nieprzychylnym, pozytywnie ocenia Pan pracę, jaką dotąd wykonał Massimiliano Allegri?
Tak, zdecydowanie, zresztą ja nie miałem dużych obaw w kontekście wyboru tej osoby na miejsce Conte. Raczej spodziewałem się, że on powoli będzie wprowadzał swoje metody i koncepcje, co ma miejsce, chociaż z drugiej strony, myślałem, że to nastąpi szybciej niż od rewanżowego meczu z Olympiakosem w Lidze Mistrzów, bo de facto to spotkanie należy uznawać za przełomowe. Wtedy Allegri zdecydowanie postawił na system z czwórką obrońców, bardzo podobny do tego, który z powodzeniem stosował w Milanie. I gdyby ten przełom nastąpił szybciej, to może zespół z Turynu nie musiałby przechodzić do kolejnej rundy w takich bólach. Wiadomo też było, że były trener Cagliari i Milanu nie mógł kopiować tego, co stworzył Conte, że potrzebne były nowe impulsy. I właśnie ta zmiana na czwórkę obrońców jest jego autorską zmianą, to odmłodziło tę drużynę,w takim sensie, że zyskała nowy impuls, widać po niej świeżość. Więc generalnie jest więcej plusów niż minusów. Największym rozczarowaniem jest ostatni mecz „Starej Damy” w 2014 roku, czyli superpuchar z Napoli, który został przegrany w dość nietypowych okolicznościach dla „Juve” ze względu na to, że Juventus, który znamy, nie zwykł przegrywać takich spotkań z rywalami z własnego podwórka.
Zostawiając już na boku kwestię walki o scudetto, trzeba przyznać, że frapująco zapowiada się walka o trzecie miejsce na podium, premiowane startem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i dające klubom solidne bonusy finansowe, tak potrzebne niektórym zespołom z Półwyspu Apenińskiego. W dalszym ciągu lista zespołów mających szanse na zajęcie tej lokaty jest długa, kogo by Pan typował, patrząc na ogólną dyspozycję wszystkich kandydatów w pierwszym półroczu?











