Z dziennikarzem „Piłki Nożnej” oraz komentatorem ligi włoskiej w NC+ udało nam się porozmawiać o tym, czemu nikt nie dogoni Juventusu, kto zajmie trzecie miejsce na podium na koniec sezonu, dlaczego pomylił się, typując Inter na czarnego konia rozgrywek, i jaką ligę skomentowałby z Andrzejem Twarowskim.
Czy uważa Pan, że są jakieś szanse na to, aby Juventus nie wygrał w tym sezonie po raz czwarty z rzędu mistrzostwa Włoch?
Nie, tak jak przed startem sezonu byłem świadomy na 90%, że może po raz czwarty z rzędu zdobyć scudetto, tak w tej chwili myślę, że mogę to spokojnie podnieść do 95%. Musiałby się wydarzyć jakiś kataklizm, żeby stało się inaczej, załóżmy, roczna kontuzja Teveza i innych dwóch kluczowych graczy, jakaś negatywna zmiana w grze zespołu, w atmosferze w szatni i przede wszystkim metamorfoza i wejście na absolutnie najwyższe obroty Romy, bo ktoś „Starą Damę” musi gonić, i tylko ona jest realnym zagrożeniem dla zespołu Allegriego. Nawet fakt, iż „Juve” gra na wiosnę w Lidze Mistrzów w 1/8 finału z Borussią Dortmund nie powinien znacząco wpłynąć na rezultaty osiągane na włoskich boiskach, niezależnie od tego, czy wygra ten dwumecz czy przegra. Myślę, że wszystko w Turynie funkcjonuje tak, jak powinno, oni są superfaworytem i wątpliwe, by stała im się jakaś krzywda.
Czyli wbrew różnym opiniom przed sezonem, również tym nieprzychylnym, pozytywnie ocenia Pan pracę, jaką dotąd wykonał Massimiliano Allegri?
Tak, zdecydowanie, zresztą ja nie miałem dużych obaw w kontekście wyboru tej osoby na miejsce Conte. Raczej spodziewałem się, że on powoli będzie wprowadzał swoje metody i koncepcje, co ma miejsce, chociaż z drugiej strony, myślałem, że to nastąpi szybciej niż od rewanżowego meczu z Olympiakosem w Lidze Mistrzów, bo de facto to spotkanie należy uznawać za przełomowe. Wtedy Allegri zdecydowanie postawił na system z czwórką obrońców, bardzo podobny do tego, który z powodzeniem stosował w Milanie. I gdyby ten przełom nastąpił szybciej, to może zespół z Turynu nie musiałby przechodzić do kolejnej rundy w takich bólach. Wiadomo też było, że były trener Cagliari i Milanu nie mógł kopiować tego, co stworzył Conte, że potrzebne były nowe impulsy. I właśnie ta zmiana na czwórkę obrońców jest jego autorską zmianą, to odmłodziło tę drużynę,w takim sensie, że zyskała nowy impuls, widać po niej świeżość. Więc generalnie jest więcej plusów niż minusów. Największym rozczarowaniem jest ostatni mecz „Starej Damy” w 2014 roku, czyli superpuchar z Napoli, który został przegrany w dość nietypowych okolicznościach dla „Juve” ze względu na to, że Juventus, który znamy, nie zwykł przegrywać takich spotkań z rywalami z własnego podwórka.
Zostawiając już na boku kwestię walki o scudetto, trzeba przyznać, że frapująco zapowiada się walka o trzecie miejsce na podium, premiowane startem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i dające klubom solidne bonusy finansowe, tak potrzebne niektórym zespołom z Półwyspu Apenińskiego. W dalszym ciągu lista zespołów mających szanse na zajęcie tej lokaty jest długa, kogo by Pan typował, patrząc na ogólną dyspozycję wszystkich kandydatów w pierwszym półroczu?
To jest pytanie za sto punktów albo jak kto woli – za ładnych parę milionów euro. Ja cały czas wierzę, że prawdziwa piłkarska jakość w końcu weźmie górę, a najwięcej jakości widzę w dalszym ciągu w Napoli. Jeśli tam nie będzie przechyłów emocjonalnych, typowych dla południa Italii, że jak jest dobrze, to wszyscy są w niebie, a jak trochę gorzej, to wszyscy mają wizje katastroficzne, chcą wszystkich zwalniać i na Benitezie wieszają psy, jeśli umiar zostanie zachowany, to myślę, że Hiszpan z tymi piłkarzami, których teraz ma, i z tym,i którzy dojdą w styczniu, może wszystkim pozostałym pokazać plecy.
Trudno się spodziewać, aby Sampdoria i Genoa nie wróciły wkrótce do swojego szeregu, w Milanie chyba jeszcze nie ta pora, nie ten etap zmian. Już dawno straciłem wiarę w Fiorentinę, myślę, że to jest jedna wielka ściema ta Fiorentina i wszyscy się z nią obchodzą w białych rękawiczkach, a chyba trzeba ostrzej zabrać się do oceny tego klubu. Inter też zdecydowanie nie. Dlatego jeśli mam typować dwóch kandydatów, którzy stoczą ze sobą walkę o najniższe miejsce na podium, to typuję Napoli i mimo wszystko Milan. Ale ze zdecydowanym wskazaniem na Napoli.
Najbardziej pozytywnymi zaskoczeniami pierwszego półrocza są oba zespoły z Genui oraz Lazio. Jeśli nie wymienia Pan tych ekip w gronie tych, które powalczą o trzecie miejsce, to rozumiem, że typuje Pan ich zjazd w tabeli. Zatem kto z tej trójki utrzyma się najwyżej, kto ma największy potencjał?
Kadrowo i finansowo to mimo wszystko w dalszym ciągu najlepiej wygląda Lazio. Są świetni zawodnicy tacy jak Felipe Anderson czyKeita, który co prawda pierwsze pół roku miał stracone, ale nie ma wątpliwości, że to talent czystej wody.
Także letnie zakupy okazały się trafione, choćby wspomnieć Filipa Djordjevicia.
Tak, to prawda. Ale przede wszystkim udało się zatrzymać tych, którzy zawsze stanowili o sile Lazio, czyli dwaj skrzydłowi Candreva i Lulić, którzy są motorami napędowymi tego zespołu. Do środka pola doszedł jeszcze Marco Parolo, również bardzo dobry zawodnik, reprezentant Italii. W obronie świetnie sprawdza się Stefan de Vrij, również letni zakup. Tam trochę kaprysi, trochę narzeka, że nie dają mu grać na tyle ,ile on sam by chciał, na ile mu ambicja każe, Miroslav Klose, ale powiedzmy, że Klose jest w Lazio już bardziej ze względu prestiżowych, żeby klub z Rzymu mógł się chlubić tym przed całym światem, że ma w swojej kadrze rekordzistę mistrzostw świata pod względem liczby strzelonych goli. A gry na takim poziomie jak kiedyś już raczej nikt od niego nie oczekuje, więc płaci mu się bardziej za wizerunek niż za poczynania boiskowe.
Jestem bardzo ciekawy styczniowych derbów Rzymu, bo Roma przystąpi do nich mocno osłabiona odejściem paru zawodników na Puchar Narodów Afryki, choćby wspomnieć Gervinho. A Lazio prawdopodobnie przystąpi do tego spotkania bez żadnych osłabień i ta rywalizacja drugiego zespołu w tabeli z trzecim może być szalenie interesująca, bo ewentualne zwycięstwo Lazio może dać kopa tej ekipie na drugą fazę tego sezonu.
Przed startem obecnego sezonu udzielał nam Pan wywiadu o swoich prognozach dotyczących startującego sezonu 2014/2015, w których typował Pan Inter Mediolan jako kandydata na czarnego konia. Jak wiemy, dużo się od tamtego czasu pozmieniało, choćby na ławce trenerskiej, nie ma już Mazzariego, jest Mancini. Czy Mancini to człowiek, który w perspektywie dwóch sezonów jest w stanie przywrócić Inter w miejsce, w jakim był za jego pierwszej kadencji na San Siro?
Ja się najpierw wytłumaczę z tych słów o czarnym koniu. Bardzo wierzyłem w Mazzariego, trudno powiedzieć, czemu nie udało mu się w Mediolanie, czy przeceniłem umiejętności Włocha, czy po prostu to był niewłaściwy człowiek na niewłaściwym miejscu. Nadal uważam, że jest to dobry trener, dobry fachowiec, który trafił na nieodpowiedni czas, może miał nieodpowiednich ludzi do pomocy? Fakty są takie, że jako całość jego projekt się nie zazębiał i cała otoczka go przerosła, nie poradził sobie z tym, stąd takie duże rozczarowanie.
Jeśli chodzi o Manciniego, to trzeba powiedzieć, że to jest właściwy człowiek we właściwym miejscu i klubie. W Mediolanie się już sprawdził, zna otoczkę klubu, wie, jak to wszystko działa, mimo że już trochę lat minęło, odkąd odszedł z San Siro. Zobaczymy, czy jest to właściwy człowiek na ten trudny czas, bo Inter za jego pierwszej kadencji był w zupełnie innej pozycji. A obecny proces dokonywania dogłębnych zmian nie osiągnął jeszcze półmetka. Plan jest taki, żeby w ciągu dwóch lat wrócić do Ligi Mistrzów i spróbować powalczyć o scudetto.
W drugim klubie z Mediolanu też mają spore kłopoty, tak jak w przypadku Interu, związane z brakiem poważnych inwestycji w drużynę na przełomie ostatnich paru lat, ale wydaje się, że tam perspektywy są bardziej kolorowe, że Milan jest na dalszym etapie w procesie zmian niż Inter.
Tak, zgadzam się, bo trudno tutaj, żebym dyskutował i podważał fakty. Mimo że lokata w tabeli jest nadal nie zadowalająca, to widać, że na przełomie ostatnich paru tygodni te klocki powoli układają się tak, jak należy, i całość zaczyna przybierać jakiś konkretny kształt. W meczach z Romą czy Napoli „Rossoneri” wyglądali naprawdę dobrze, nie widać było aż tak znaczącej różnicy poziomów. Porównując Inter z Milanem w tym momencie, trzeba przyznać, że w Interze jest trener z doświadczeniem, Milan zaś postawił na Inzaghiego, który dopiero to doświadczenie zdobywa i się uczy.
Ale przewagą Milanu nad lokalnym rywalem w tym momencie jest doświadczenie w górnych strukturach klubu. Silvio Berlusconi i jego prawa ręka, Adriano Galliani, to są ludzie, którzy świetnie wiedzą, jak poruszać się po bardzo złożonym świecie futbolu, po niuansach mercato i oni ze swojego doświadczenia i znajomości robią świetny użytek. Natomiast w Interze nie można takiej rzeczy powiedzieć o Ericu Tohirze czy jego współpracownikach, bo ci ludzie dopiero się uczą.
I to jest przewaga, z której Milan korzysta, co widać po transferach z lata 2014, które w większości były korzystnymi zakupami. A nawet jeśli takiego Torresa przyjdzie nam oceniać krytycznie, to Jeremy Menez w obecnej formie jest taką samą wartością dla klubu jak pięć innych transferów. W dodatku w Inzaghim widać taki ogień, wielką motywację do działania i mnóstwo energii. A przede wszystkim jest człowiekiem Berlusconiego i to jest podstawowa różnica między nim a Seedorfem, bo wiadomo, że Berlusconi za Holendrem nie przepadał.
W grudniu usłyszeliśmy, że w Parmie w końcu dojdzie do zmiany struktury właścicielskiej i do głębokich zmian kadrowych w strukturach klubu. Czy uważa Pan, że temu klubowi potrzebny jest krok w tył, jakim bez wątpienia byłby spadek do Serie B, żeby wtedy zrobić dwa kroki do przodu, czy jednak Parma jest w stanie się utrzymać?
Mam nadzieję, że nie będzie trzeba się uciekać do tak drastycznych środków w przypadku tego klubu. Przepaść do Serie B na pewno postawiłaby klub na nogi, ale pytanie, czy nie jest w stanie teraz tego zrobić, czy wydarzenia z grudnia nie będą pozytywnym impulsem dla drużyny. Na pewno będzie trudno, bo do tej ogromnej liczby kłopotów dojdą jeszcze kolejne minusowe punkty dla tego zespołu, które w zasadzie wiszą w powietrzu w tej chwili, czekamy tylko i wyłącznie na oficjalne potwierdzenie tej sprawy.
Zobaczymy również, jak potoczy się kwestia Antonio Cassano, czy będzie chciał odejść w styczniu, czy zaciśnie zęby i pokaże wszystkim, że potrafi wyciągnąć klub z nie lada tarapatów. Jeśli zostanie, to dobrze wpłynie na drużynę i wtedy to jest ekipa, która może się utrzymać, ale na zasadzie walki do ostatniej kolejki, nie bez kłopotów.
Na koniec pytanie o zupełnie inną kwestię, nie o ligę włoską, ale o wypowiedź Pańskiego kolegiredakcyjnego, Andrzeja Twarowskiego. Mianowicie w swojej rubryce w „Meczu”, zapytany o to, jaką ligę by komentował, gdyby nie mógł angielskiej, wskazał włoską i to najchętniej w duecie z Panem. Jak się Pan odniesie do tych słów i jaką Pan by wybrał ligę, gdyby nie było możliwości komentowania calcio?
(śmiech) Dziękuje mu za te słowa, bo to miła niespodzianka, że wybrał ligę włoską, choć trzeba przyznać, że interesuje się nią, zawsze mnie podpytuje o wydarzenia z tej ligi i chwali szczególnie za jakość strzelonych goli. Ja z Andrzejem Twarowskim mógłbym skomentować nawet ligę azerbejdżańską, bo ja myślę, że z nim można skomentować wszystko. Nigdy jeszcze nie komentowaliśmy razem meczu, zawsze się mijaliśmy, może będzie taka okazja przy rozgrywkach europejskich, przy starciu angielsko-włoskim. Mnie zawsze ciągnęło w stronę ligi francuskiej, bo to jest taka liga trochę zapomniana, trochę stojąca na uboczu, i przede wszystkim taka, którą na bieżąco śledzę, więc myślę, że mógłbym skomentować mecz tych rozgrywek.
Z dziennikarzem „Piłki Nożnej” oraz komentatorem ligi włoskiej w NC+ udało nam się porozmawiać o tym, czemu nikt nie dogoni Juventusu, kto zajmie trzecie miejsce na podium na koniec sezonu, dlaczego pomylił się, typując Inter na czarnego konia rozgrywek, i jaką ligę skomentowałby z Andrzejem Twarowskim.
Czy uważa Pan, że są jakieś szanse na to, aby Juventus nie wygrał w tym sezonie po raz czwarty z rzędu mistrzostwa Włoch?
Nie, tak jak przed startem sezonu byłem świadomy na 90%, że może po raz czwarty z rzędu zdobyć scudetto, tak w tej chwili myślę, że mogę to spokojnie podnieść do 95%. Musiałby się wydarzyć jakiś kataklizm, żeby stało się inaczej, załóżmy, roczna kontuzja Teveza i innych dwóch kluczowych graczy, jakaś negatywna zmiana w grze zespołu, w atmosferze w szatni i przede wszystkim metamorfoza i wejście na absolutnie najwyższe obroty Romy, bo ktoś „Starą Damę” musi gonić, i tylko ona jest realnym zagrożeniem dla zespołu Allegriego. Nawet fakt, iż „Juve” gra na wiosnę w Lidze Mistrzów w 1/8 finału z Borussią Dortmund nie powinien znacząco wpłynąć na rezultaty osiągane na włoskich boiskach, niezależnie od tego, czy wygra ten dwumecz czy przegra. Myślę, że wszystko w Turynie funkcjonuje tak, jak powinno, oni są superfaworytem i wątpliwe, by stała im się jakaś krzywda.
Czyli wbrew różnym opiniom przed sezonem, również tym nieprzychylnym, pozytywnie ocenia Pan pracę, jaką dotąd wykonał Massimiliano Allegri?
Tak, zdecydowanie, zresztą ja nie miałem dużych obaw w kontekście wyboru tej osoby na miejsce Conte. Raczej spodziewałem się, że on powoli będzie wprowadzał swoje metody i koncepcje, co ma miejsce, chociaż z drugiej strony, myślałem, że to nastąpi szybciej niż od rewanżowego meczu z Olympiakosem w Lidze Mistrzów, bo de facto to spotkanie należy uznawać za przełomowe. Wtedy Allegri zdecydowanie postawił na system z czwórką obrońców, bardzo podobny do tego, który z powodzeniem stosował w Milanie. I gdyby ten przełom nastąpił szybciej, to może zespół z Turynu nie musiałby przechodzić do kolejnej rundy w takich bólach. Wiadomo też było, że były trener Cagliari i Milanu nie mógł kopiować tego, co stworzył Conte, że potrzebne były nowe impulsy. I właśnie ta zmiana na czwórkę obrońców jest jego autorską zmianą, to odmłodziło tę drużynę,w takim sensie, że zyskała nowy impuls, widać po niej świeżość. Więc generalnie jest więcej plusów niż minusów. Największym rozczarowaniem jest ostatni mecz „Starej Damy” w 2014 roku, czyli superpuchar z Napoli, który został przegrany w dość nietypowych okolicznościach dla „Juve” ze względu na to, że Juventus, który znamy, nie zwykł przegrywać takich spotkań z rywalami z własnego podwórka.
Zostawiając już na boku kwestię walki o scudetto, trzeba przyznać, że frapująco zapowiada się walka o trzecie miejsce na podium, premiowane startem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i dające klubom solidne bonusy finansowe, tak potrzebne niektórym zespołom z Półwyspu Apenińskiego. W dalszym ciągu lista zespołów mających szanse na zajęcie tej lokaty jest długa, kogo by Pan typował, patrząc na ogólną dyspozycję wszystkich kandydatów w pierwszym półroczu?
To jest pytanie za sto punktów albo jak kto woli – za ładnych parę milionów euro. Ja cały czas wierzę, że prawdziwa piłkarska jakość w końcu weźmie górę, a najwięcej jakości widzę w dalszym ciągu w Napoli. Jeśli tam nie będzie przechyłów emocjonalnych, typowych dla południa Italii, że jak jest dobrze, to wszyscy są w niebie, a jak trochę gorzej, to wszyscy mają wizje katastroficzne, chcą wszystkich zwalniać i na Benitezie wieszają psy, jeśli umiar zostanie zachowany, to myślę, że Hiszpan z tymi piłkarzami, których teraz ma, i z tym,i którzy dojdą w styczniu, może wszystkim pozostałym pokazać plecy.
Trudno się spodziewać, aby Sampdoria i Genoa nie wróciły wkrótce do swojego szeregu, w Milanie chyba jeszcze nie ta pora, nie ten etap zmian. Już dawno straciłem wiarę w Fiorentinę, myślę, że to jest jedna wielka ściema ta Fiorentina i wszyscy się z nią obchodzą w białych rękawiczkach, a chyba trzeba ostrzej zabrać się do oceny tego klubu. Inter też zdecydowanie nie. Dlatego jeśli mam typować dwóch kandydatów, którzy stoczą ze sobą walkę o najniższe miejsce na podium, to typuję Napoli i mimo wszystko Milan. Ale ze zdecydowanym wskazaniem na Napoli.
Najbardziej pozytywnymi zaskoczeniami pierwszego półrocza są oba zespoły z Genui oraz Lazio. Jeśli nie wymienia Pan tych ekip w gronie tych, które powalczą o trzecie miejsce, to rozumiem, że typuje Pan ich zjazd w tabeli. Zatem kto z tej trójki utrzyma się najwyżej, kto ma największy potencjał?
Kadrowo i finansowo to mimo wszystko w dalszym ciągu najlepiej wygląda Lazio. Są świetni zawodnicy tacy jak Felipe Anderson czyKeita, który co prawda pierwsze pół roku miał stracone, ale nie ma wątpliwości, że to talent czystej wody.
Także letnie zakupy okazały się trafione, choćby wspomnieć Filipa Djordjevicia.
Tak, to prawda. Ale przede wszystkim udało się zatrzymać tych, którzy zawsze stanowili o sile Lazio, czyli dwaj skrzydłowi Candreva i Lulić, którzy są motorami napędowymi tego zespołu. Do środka pola doszedł jeszcze Marco Parolo, również bardzo dobry zawodnik, reprezentant Italii. W obronie świetnie sprawdza się Stefan de Vrij, również letni zakup. Tam trochę kaprysi, trochę narzeka, że nie dają mu grać na tyle ,ile on sam by chciał, na ile mu ambicja każe, Miroslav Klose, ale powiedzmy, że Klose jest w Lazio już bardziej ze względu prestiżowych, żeby klub z Rzymu mógł się chlubić tym przed całym światem, że ma w swojej kadrze rekordzistę mistrzostw świata pod względem liczby strzelonych goli. A gry na takim poziomie jak kiedyś już raczej nikt od niego nie oczekuje, więc płaci mu się bardziej za wizerunek niż za poczynania boiskowe.
Jestem bardzo ciekawy styczniowych derbów Rzymu, bo Roma przystąpi do nich mocno osłabiona odejściem paru zawodników na Puchar Narodów Afryki, choćby wspomnieć Gervinho. A Lazio prawdopodobnie przystąpi do tego spotkania bez żadnych osłabień i ta rywalizacja drugiego zespołu w tabeli z trzecim może być szalenie interesująca, bo ewentualne zwycięstwo Lazio może dać kopa tej ekipie na drugą fazę tego sezonu.
Przed startem obecnego sezonu udzielał nam Pan wywiadu o swoich prognozach dotyczących startującego sezonu 2014/2015, w których typował Pan Inter Mediolan jako kandydata na czarnego konia. Jak wiemy, dużo się od tamtego czasu pozmieniało, choćby na ławce trenerskiej, nie ma już Mazzariego, jest Mancini. Czy Mancini to człowiek, który w perspektywie dwóch sezonów jest w stanie przywrócić Inter w miejsce, w jakim był za jego pierwszej kadencji na San Siro?
Ja się najpierw wytłumaczę z tych słów o czarnym koniu. Bardzo wierzyłem w Mazzariego, trudno powiedzieć, czemu nie udało mu się w Mediolanie, czy przeceniłem umiejętności Włocha, czy po prostu to był niewłaściwy człowiek na niewłaściwym miejscu. Nadal uważam, że jest to dobry trener, dobry fachowiec, który trafił na nieodpowiedni czas, może miał nieodpowiednich ludzi do pomocy? Fakty są takie, że jako całość jego projekt się nie zazębiał i cała otoczka go przerosła, nie poradził sobie z tym, stąd takie duże rozczarowanie.
Jeśli chodzi o Manciniego, to trzeba powiedzieć, że to jest właściwy człowiek we właściwym miejscu i klubie. W Mediolanie się już sprawdził, zna otoczkę klubu, wie, jak to wszystko działa, mimo że już trochę lat minęło, odkąd odszedł z San Siro. Zobaczymy, czy jest to właściwy człowiek na ten trudny czas, bo Inter za jego pierwszej kadencji był w zupełnie innej pozycji. A obecny proces dokonywania dogłębnych zmian nie osiągnął jeszcze półmetka. Plan jest taki, żeby w ciągu dwóch lat wrócić do Ligi Mistrzów i spróbować powalczyć o scudetto.
W drugim klubie z Mediolanu też mają spore kłopoty, tak jak w przypadku Interu, związane z brakiem poważnych inwestycji w drużynę na przełomie ostatnich paru lat, ale wydaje się, że tam perspektywy są bardziej kolorowe, że Milan jest na dalszym etapie w procesie zmian niż Inter.
Tak, zgadzam się, bo trudno tutaj, żebym dyskutował i podważał fakty. Mimo że lokata w tabeli jest nadal nie zadowalająca, to widać, że na przełomie ostatnich paru tygodni te klocki powoli układają się tak, jak należy, i całość zaczyna przybierać jakiś konkretny kształt. W meczach z Romą czy Napoli „Rossoneri” wyglądali naprawdę dobrze, nie widać było aż tak znaczącej różnicy poziomów. Porównując Inter z Milanem w tym momencie, trzeba przyznać, że w Interze jest trener z doświadczeniem, Milan zaś postawił na Inzaghiego, który dopiero to doświadczenie zdobywa i się uczy.
Ale przewagą Milanu nad lokalnym rywalem w tym momencie jest doświadczenie w górnych strukturach klubu. Silvio Berlusconi i jego prawa ręka, Adriano Galliani, to są ludzie, którzy świetnie wiedzą, jak poruszać się po bardzo złożonym świecie futbolu, po niuansach mercato i oni ze swojego doświadczenia i znajomości robią świetny użytek. Natomiast w Interze nie można takiej rzeczy powiedzieć o Ericu Tohirze czy jego współpracownikach, bo ci ludzie dopiero się uczą.
I to jest przewaga, z której Milan korzysta, co widać po transferach z lata 2014, które w większości były korzystnymi zakupami. A nawet jeśli takiego Torresa przyjdzie nam oceniać krytycznie, to Jeremy Menez w obecnej formie jest taką samą wartością dla klubu jak pięć innych transferów. W dodatku w Inzaghim widać taki ogień, wielką motywację do działania i mnóstwo energii. A przede wszystkim jest człowiekiem Berlusconiego i to jest podstawowa różnica między nim a Seedorfem, bo wiadomo, że Berlusconi za Holendrem nie przepadał.
W grudniu usłyszeliśmy, że w Parmie w końcu dojdzie do zmiany struktury właścicielskiej i do głębokich zmian kadrowych w strukturach klubu. Czy uważa Pan, że temu klubowi potrzebny jest krok w tył, jakim bez wątpienia byłby spadek do Serie B, żeby wtedy zrobić dwa kroki do przodu, czy jednak Parma jest w stanie się utrzymać?
Mam nadzieję, że nie będzie trzeba się uciekać do tak drastycznych środków w przypadku tego klubu. Przepaść do Serie B na pewno postawiłaby klub na nogi, ale pytanie, czy nie jest w stanie teraz tego zrobić, czy wydarzenia z grudnia nie będą pozytywnym impulsem dla drużyny. Na pewno będzie trudno, bo do tej ogromnej liczby kłopotów dojdą jeszcze kolejne minusowe punkty dla tego zespołu, które w zasadzie wiszą w powietrzu w tej chwili, czekamy tylko i wyłącznie na oficjalne potwierdzenie tej sprawy.
Zobaczymy również, jak potoczy się kwestia Antonio Cassano, czy będzie chciał odejść w styczniu, czy zaciśnie zęby i pokaże wszystkim, że potrafi wyciągnąć klub z nie lada tarapatów. Jeśli zostanie, to dobrze wpłynie na drużynę i wtedy to jest ekipa, która może się utrzymać, ale na zasadzie walki do ostatniej kolejki, nie bez kłopotów.
Na koniec pytanie o zupełnie inną kwestię, nie o ligę włoską, ale o wypowiedź Pańskiego kolegiredakcyjnego, Andrzeja Twarowskiego. Mianowicie w swojej rubryce w „Meczu”, zapytany o to, jaką ligę by komentował, gdyby nie mógł angielskiej, wskazał włoską i to najchętniej w duecie z Panem. Jak się Pan odniesie do tych słów i jaką Pan by wybrał ligę, gdyby nie było możliwości komentowania calcio?
(śmiech) Dziękuje mu za te słowa, bo to miła niespodzianka, że wybrał ligę włoską, choć trzeba przyznać, że interesuje się nią, zawsze mnie podpytuje o wydarzenia z tej ligi i chwali szczególnie za jakość strzelonych goli. Ja z Andrzejem Twarowskim mógłbym skomentować nawet ligę azerbejdżańską, bo ja myślę, że z nim można skomentować wszystko. Nigdy jeszcze nie komentowaliśmy razem meczu, zawsze się mijaliśmy, może będzie taka okazja przy rozgrywkach europejskich, przy starciu angielsko-włoskim. Mnie zawsze ciągnęło w stronę ligi francuskiej, bo to jest taka liga trochę zapomniana, trochę stojąca na uboczu, i przede wszystkim taka, którą na bieżąco śledzę, więc myślę, że mógłbym skomentować mecz tych rozgrywek.