Lille idzie na mistrza


4 kwietnia 2011 Lille idzie na mistrza

Czołówka Ligue 1 się rozczapierza, coraz większe odległości punktowe zaznaczają się pomiędzy pierwszą piątką, która jeszcze do niedawna tłoczyła się w zaledwie pięciu punktach. Lille wygrało już czwarty mecz z rzędu, a dystans do niego straciły Lyon, Rennes oraz PSG. Tylko Marsylia, która dosyć szczęśliwie ugrała trzy punkty w Lens ma realną szansę powalczenia o tytuł. Czas na podsumowanie 29. kolejki.


Udostępnij na Udostępnij na

Magiczny tercet nie zwalnia tempa

Mowa oczywiście o trójce zawodników z Lille: Gervinho, Edenie Hazardzie oraz Moussie Sow. Każdy miał znaczący wpływ na obecną serię czterech zwycięstw, a na rozkładzie była również Marsylia. Siła magicznego tercetu polega nie tylko na indywidualnych umiejętnościach każdego z piłkarzy, ale przede wszystkim na wzajemnym zrozumieniu. Mówiąc kolokwialnie, ich akcje po prostu zawsze się kleją, a brak tych zawodników wyraźnie zmniejsza potencjał całego zespołu, co widać było w meczach Ligi Europejskiej. Obecnie zespół Rudiego Garcii ma cztery punkty przewagi nad wiceliderem z Prowansji, lecz pozostałe ekipy wykruszają się z wyścigu o pierwsze miejsce. Jeśli „Les Dogues” będą grać tak do końca sezonu, a nic nie zapowiada by było inaczej, to mistrzowski tytuł odebrać im może tylko kataklizm.

Marsylia wiary nie traci

Cherou dał cenne zwycięstwo Marsylii
Cherou dał cenne zwycięstwo Marsylii (fot. mercato365.com)

To zespół z Prowansji wciąż utrzymuje niewielki dystans do lidera. Choć styl zdobywanych punktów nie zawsze przyprawia o zawrót głowy, to jednak piłkarze Deschampsa wykazują niezwykłą efektywność. Trudno powiedzieć, że „Les Phoceens” utrzymują stały, wysoki poziom gry. Gdy wydawało się, że po świetnych meczach z Manchesterem United, Rennes czy w „Le Classique” z PSG bez większych problemów uporają się z Lens, to okazało się, iż zabrakło pomysłu na grę. Dosyć szczęśliwie Marsylia wywiozła z północnej Francji trzy punkty, a to tylko dzięki przebłyskowi geniuszu Benoit Cheyrou.

Zdecydowanie w meczu zawiedli reprezentanci Francji, Loic Remy oraz Mathieu Valbuena. Tego drugiego można rozgrzeszyć, gdyż zagrał dopiero pierwszy mecz w podstawowym składzie po poważnej kontuzji. Co się jednak tyczy byłej gwiazdy Nicei, to wyraźnie znalazła się ona w dołku swoich snajperskich umiejętności. Wpierw w towarzyskim meczu z Chorwacją na Stade de France Remy zmarnował wyśmienite okazje na zdobycie bramki i podobnie zdarzyło się wczoraj. Jeżeli wystawienie go od pierwszej minuty miało być zasłoną dymną trenera OM, to strategia wypaliła w 100%. Remy potrafił jedynie zabłysnąć indolencją strzelecką, zaś wprowadzony w drugiej połowie Gignac zagrał jakby nie był sobą. Udanie dryblował i co najważniejsze podawał do kolegów. Tak przecież padła jedyna bramka w meczu.

Potencjał piłkarski mistrzów Francji jest olbrzymi i nawet jeżeli zdarzy się słabszy mecz, to liczyć zawsze można na indywidualne umiejętności zawodników oraz szczęście, którego w Prowansji nie brakuje. Dlatego też to oni mają największe szanse, by do końca ścigać się z Lille.

Zagrali dla Lille

Z czołowej piątki walczącej o europejskie puchary zawiodły aż trzy zespoły i to w spotkaniach, w których potknięć się nie spodziewano. Bezbramkowe remisy Paris Saint-Germain oraz Rennes z niżej notowanymi Lorient i Auxerre zaskoczyły, szczególnie, że przytrafiły się na własnym terenie. Jednak o pomstę do nieba wołać może wyczyn liończyków. Nie lada wyczynem przecież jest stracić dwubramkowe prowadzenie w doliczonym czasie gry, a mogło być jeszcze gorzej, bo wcześniej karnego nie wykorzystał Danijel Ljuboja. – Jesteśmy bardzo zdenerwowani na siebie, bo to my daliśmy rywalom nadzieję, gdy dominowaliśmy mecz i graliśmy bez presji – grzmiał po meczu Claude Puel. Trudno się nie zgodzić ze szkoleniowcem „Les Gones”, bo Lyon sam podał pomocną rękę leżącemu już na łopatkach rywalowi. Oczywiście, żalić się można, że bramka wyrównująca padła po ewidentnym błędzie sędziego, który nie dostrzegł ręki u obrońcy Nicei. „Les Gones” sami sobie są jednak winni, iż w kluczowym dla siebie momencie sezonu w tak prosty sposób gubią punkty. A jeżeli klub z Doliny Rodanu nie zdobędzie w tym sezonie mistrzostwa Francji, to nie będzie ratunku dla obecnego trenera. Czyżby wczoraj przesądziły się losy Puela?

Nie lada problem ma również Antoine Kombouare. Opiekun PSG sam przyznał na konferencji pomeczowej, że jego podopieczni zaprezentowali w sobotę granicę swych możliwości, a głównym mankamentem jest brak pewności siebie napastników. Płynie z tego najgorszy dla stolicy wniosek: – Nie ma co mówić o zakwalifikowaniu się do Ligi Mistrzów, jeżeli nie potrafimy wygrywać meczów ligowych – stwierdził Kombouare. Sytuacja jest naprawdę nieciekawa. Remis z Lorient był szóstym spotkaniem bez zwycięstwa, włączając do tej statystyki również mecze pucharowe. Widoczna jest słabość ławki paryżan, kluczowi zawodnicy nie potrafią dać drużynie tego, czego się od nich wymaga, a wprowadzani piłkarze nie wnoszą niczego lepszego. Trudno spodziewać się czegoś innego, gdy ratunkiem na problemy w ofensywie ma być dwójka bardzo młodych piłkarzy, Kebano i Bahebecka, którzy, choć utalentowani, na najwyższym poziomie wiele jeszcze sobie nie pograli. Obecnie klub ze stolicy martwić się musi nie tylko odskakującą czołówką, ale również goniącymi ich piłkarzami Montpellier, dla których piąte miejsce jest realnym celem.

Wyścig po europejski paszport

Właśnie piąte miejsce może wprowadzić zespół do upragnionych europejskich pucharów (zależy to również także od tego, kto wygra Puchar Ligi i Puchar Francji). Wydaje się, że jest ono realne dla kilku klubów, które do ścisłej czołówki się nie załapały w trakcie sezonu. Na pierwszy plan wysuwają się ekipy Saint-Etienne oraz Montpellier, które szansę na Ligę Europejską wciąż ma poprzez finał Coupe de la Ligue. Remis paryskiego klubu był nie lada szansą, by ta europejska szansa stała się realna. „La Pallade” zwyciężyło, grając bardzo efektywnie na Stade de Toulouse i traci już tylko cztery punkty do pogrążonego w kryzysie PSG. „Zielonym” już tak dobrze nie poszło. Jeden gol, ale tylko jeden punkt z broniącym się przed spadkiem Valenciennes. Boli to tym bardziej iż zdarzyło się to na własnym obiekcie, który zawsze był wielkim atutem podopiecznych Christophe’a Galtiera.

Zapominać również nie można, że wciąż matematyczne szanse na zakończenie sezonu w pierwszej piątce mają dalsze zespoły, takie jak Bordeaux, Lorient czy Sochaux. Warunkiem koniecznym jest regularność, czym te zespoły poszczycić się jednak nie mogą i wielkich czynów spodziewać się w ich przypadku nie można. Na ten sezon środek tabeli to granice ich możliwości.

Pół ligi gra o utrzymanie

Bohater Lille i całej kolejki – Gervinho
Bohater Lille i całej kolejki – Gervinho (fot. losc.fr)

Właściwie trudno znaleźć granicę, która określa zespoły grające wciąż o ligowy byt. Symboliczne bezpieczeństwo czyli 42 punkty zapewniło sobie tylko sześć pierwszych zespołów. Jednak kolejnym czterem wiele do celu nie brakuje (dziesiąte Sochaux ma 38 oczek), a są to drużyny, którym zdobywanie mniej lub bardziej regularne punktów nie sprawia wielkich problemów. Niżej jest już znacznie gorzej. Jedenasta Tuluza w siedmiu ostatnich spotkaniach zgromadziła tylko cztery punkty. Sam opiekun TFC, Alain Casanova, przyznał, że jego podopieczni wciąż nie mogą czuć się bezpieczni.

Idąc w dół sytuacja jest jeszcze gorsza. O Arles Avignon, które gra już tylko o honor, nie ma co wspominać. Warto jednak zauważyć, iż kolejny zespół zaczyna odstawać od zagrożonej grupy. Zajmujące przedostatnie miejsce Lens ponownie przegrało na własnym stadionie i do 18. Monaco traci cztery oczka, co w tych rejonach tabeli jest niebagatelną różnicą. Za tydzień wielkich szans na odrobienie tych strat nie mają, bo jadą na Stade Gerland, by sprostać rozdrażnionemu Lyonowi. Następne osiem kolejek będzie już decydujące. Mecze z bezpośrednimi rywalami na drodze do utrzymania i ostatnia prosta, na której okaże się komu nie zabrakło sił i determinacji.

To najistotniejsze wydarzenia minionej serii spotkań na francuskich boiskach. W tym tygodniu rozegrane zostaną pierwsze mecze ćwierćfinałowe europejskich pucharów, lecz bez udziału klubów znad Sekwany, gdyż ich wyczyny w bieżących rozgrywkach możemy już tylko wspominać. W najbliższy weekend piłkarze Ligue 1 powrócą na ligowe stadiony, a wśród dziesięciu meczów na pierwszy plan wysuwają się derby Bretanii, Brest – Rennes, oraz potyczka Lyonu z Lens.

11. kolejki: T. Bosmel (Caen) – S. Aurier (Lens), M. Sakho (PSG), B. Ecuele Manga (Lorient), T. Taiwo (OM) – D. Payet (Saint-Etienne), F. Balmont (Lille), A. Mvuemba (Lorient), Gervinho (Lille) – M. Sow (Lille), B. Moukandjo (Monaco)

Zawodnik kolejki: Gervinho (Lille OSC)
Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej zagrał kolejny fantastyczny mecz w bieżącym sezonie. Był zawsze po grą, wiele razy mijał zwodami po kilku rywali, w odpowiednich momentach wychodził na czystą pozycję, a co najistotniejsze wiedział kiedy podawać do partnerów. Po faulu na nim podyktowana została „jedenastka” dla Lille, zaliczył jedną asystę, a mógł więcej, lecz nie zawsze skuteczny był Moussa Sow.

Gol kolejki: Benoit Cheyrou (Olympique Marsylia) w meczu przeciwko Lens
Gol wypracowany przez cały zespół, a właściwie przez trójkę piłkarzy. Andre-Pierre Gignac rozpoczął akcję podaniem do Lucho Gonzaleza i sam odciągnął obrońcę. Potem Argentyńczyk przyjął i natychmiast podał do Cheyrou. Jednak największy geniusz objawił się w zachowaniu tego trzeciego. Najpierw zmylił obrońcę zamiarem strzału i zaskoczył wszystkich, uderzając piłkę swoją słabszą prawą nogą. Majstersztyk tego trafienia udowadnia zachowanie Vedrana Runje, bramkarza Lens, który nie wykonał nawet ruchu w stronę lecącej piłki. Gol piękny jak i ważny, bo dał trzy punkty „Les Phoceens”, pozwalające utrzymać się w walce o mistrzostwo.

Proszę przewinąć filmik do 1:40.

Na sam koniec prezentujemy optymistyczną wypowiedź trenera OM:

Jeśli Lille będzie wciąż wygrywać, to my nic na to nie poradzimy.
Didier Deschamps

Najnowsze