Ostatnia kolejka Lotto Ekstraklasy nie mogła nudzić. Dużo goli, niespodziewane rozstrzygnięcia i ciekawe momenty. Niestety jedno zdarzenie z meczu Jagiellonii z Wisłą Płock przyćmiło wszystkie wydarzenia boiskowe. To, co się wydarzyło w Białymstoku, mogło się wydarzyć wszędzie. To, co rzekomo spotkało Romanczuka ze strony Furmana, mogło spotkać każdego. Białego, czarnego, Ukraińca czy Polaka.
Ligowy Bigos to seria felietonów, w których będziemy skupiali się na najważniejszych wydarzeniach minionej kolejki naszej rodzimej ligi. Na pierwszy ogień nie wybraliśmy kapitalnego, przepełnionego dramatyzmem wczorajszego widowiska w Warszawie, nie skupiliśmy się na niespodziewanym zwycięstwie, skreślonego przez wszystkich Zagłębia Sosnowiec… Pierwsze wydanie postanowiliśmy poświęcić temu, co zdarzyło się niedługo po zakończeniu spotkania Jagiellonii z Wisłą Płock. Uznaliśmy, że tego incydentu przemilczeć nie można!
Frustracja rodzi nienawiść
Kiedy tracisz bramkę w ostatniej akcji meczu, chociaż przez większość czasu sprzyjało ci niesamowite szczęście, jedyne, co czujesz, to straszne rozczarowanie. Ale to tylko na początku. Następnie rozczarowanie to przeradza się w ogromny żal, który stopniowo zamienia się we frustrację. Zwłaszcza wtedy, kiedy widzisz cieszącego się przeciwnika. Powoli uświadamiasz sobie, że to nic złego. W końcu gdyby twoja drużyna zdobyła bramkę w takich okolicznościach, to z pewnością nie mógłbyś opanować dzikiej radości.
Jednakże nie każdy potrafi panować nad emocjami. Niektórym się wydaje, że są pępkiem świata i tylko im powinno to szczęście sprzyjać. Tacy delikwenci najczęściej mają problem z uświadomieniem sobie tego i swą frustrację zamieniają w zaczepki słowne. Być może nad tym nie panują – to też trzeba wziąć pod uwagę. Jednakże profesjonalny piłkarz, jeśli chodzi o panowanie nad emocjami, a zwłaszcza nad złością, powinien dawać przykład. Kibicom czy młodszym i mniej doświadczonym kolegom.
Smutne jest to, że na stadionach tworzy się swoisty łańcuch nienawiści. Piłkarze wyzywają sędziego, włącza się w to sztab trenerski, a do tego dochodzą jeszcze wyzwiska tysięcy gardeł na trybunach. To nie jest tylko polski problem. To dotyczy nie tylko futbolu. Aczkolwiek futbol eskaluje olbrzymie emocje. A one najczęściej są negatywne.
Ktoś powie, że to element gry, bo przecież zobacz, co się dzieje np. w sportach walki. Tam tak zwany trash talking jest na porządku dziennym. I co ważne – nikt nie robi z tego problemu.











