Są takie dni, kiedy wystarczy jeden mecz, żeby wszystkie inne utonęły w cieniu szarości. Wówczas kolory tracą swoją wyrazistość i stają się przezroczyste. Właśnie taka była 25. kolejka TME – bezbarwna. Wszystkie barwy ukradł Górnik Zabrze.
Podbeskidzie – Zagłębie
Porośnięte wodorostami dno wciągało Podbeskidzie, jednak „Górale”, szamocząc się na wszystkie strony, nie chcieli dać się ponownie wciągnąć w otchłań. Wydawało się, że tym razem już zostaną tam na dobre, ale światełko, które wciąż pozostaje w zasięgu wzroku, jest tak kuszące… Podbeskidzie, będąc w sytuacji beznadziejnej, bo grało przecież w dziesiątkę, i to w dodatku bez dwóch podstawowych piłkarzy, którzy opuścili boisko z powodu kontuzji, zremisowało z silnym Zagłębiem Lubin! Tak, dla tych, którzy naprawdę chcą, wszystko jest możliwe.
A Lubin? W Cafe Futbol ktoś powiedział, że gdyby proces licencyjny był przestrzegany w stu procentach, to Zagłębie Lubin grałoby w lidze tylko z… Zagłębiem Lubin. A skoro w Lubinie jest tak dobrze, to chyba piłkarzom tego klubu nie chce się tak bardzo jak „Góralom”.
Korona – Polonia
Kto to jest Tomasz Wełna? Takie pytanie zadawali sobie kibice „Czarnych Koszul” przed spotkaniem z Koroną Kielce, bo Piotr Stokowiec niespodziewanie wystawił go w pierwszym składzie. Zagrał nie najgorzej, ale nie o tym mowa. Polonistom też już się nie chce i pewnie stąd decyzja o szansie dla młodego piłkarza, który miał zapewne większą motywację niż bardziej doświadczeni (czytaj – bardziej wkur… na zaległości finansowe) piłkarze.
A co z samym meczem? Był przeciętny. Jednak gdyby odbywał się w piątek, czyli po sobotnich i niedzielnych zmaganiach klubów TME, byłby zapewne odebrany jako całkiem solidne widowisko…
Widzew – Jagiellonia
Można? Można! Widzew pokazał, że mimo słabej dyspozycji i przeciętnego piłkarskiego potencjału można rozegrać dobre spotkanie i zwyciężyć wyżej notowany zespół 3:0. A dlaczego tak się stało? Bo łodzianie zagrali mądrze i obnażyli wszystkie braki Jagiellonii Białystok, a ich jest przecież całkiem sporo, szczególnie w defensywie.
Nie, na wynik nie miało wpływu to, że na ławce trenerskiej zabrakło Tomasza Hajty. To prawda, że jego przeszywający wzrok może działać motywująco na niektórych piłkarzy, ale oni i tak nie unikną jego gniewu.
I jeszcze plusik dla Widzewa. Wędruje on do 20-letniego Bartłomieja Kasprzaka, który rozegrał trzeci mecz w ekstraklasie, ale pierwszy od początku. Zaprezentował się solidnie, dzięki czemu kibice Widzewa po raz kolejny mają powód do optymizmu, kiedy spoglądają w przyszłość.
Bełchatów – Górnik
No i jest. Powód bezbarwności. Do tego meczu było nawet ciekawie. Dobry występ Widzewa, zryw Podbeskidzia i ta nieprzewidywalna Polonia. Po spotkaniu był tylko niesmak. Nie, smaku nie było w ogóle. Dlaczego?
Bo piłkarze Górnika nie mieli ochoty wygrać. Grali na alibi, podając do tyłu, zbliżając się do pola karnego, myląc się w prostych sytuacjach, kiedy była okazja do przeprowadzenia szybkiego ataku, podejmując złe decyzje, w momencie kiedy rozum podpowiadał tylko jedno możliwe rozwiązanie akcji. Czy to zachowanie było celowe? Nie wiadomo. Lepiej tego nie widzieć, nie dostrzegać barw…
Górnik przegrał, bo kiepski Bełchatów coś tam próbował zrobić, a zabrzańscy obrońcy nie za bardzo starali się mu w tym przeszkodzić. Jak mieli w tym przeszkodzić, skoro dwaj boczni obrońcy zmieniali położenie na bardziej ofensywne, dzięki czemu przeciwnik z łatwością stwarzał sobie przewagę liczebną. Jak mieli to zrobić, skoro pomocnicy wlepiali wzrok w defensorów, zastanawiając się, czy poradzą sobie bez ich wsparcia…
Trener Górnika też nagle przestał rozróżniać kolory. Po meczu powiedział coś takiego: – Bełchatów walczy o życie. Tymczasem nasi piłkarze, wychodząc na boisko, powinni sobie przypomnieć jesień, swoje zaangażowanie, wolę walki, kiedy to zdobywali punkty praktycznie z każdym. Zaangażowania nie brakuje, ale determinacji i poświęcenia tak. Można to powiedzieć inaczej: – Kartofli nie brakuje, ale nie mamy ziemniaków, jest też deficyt na pyry. Albo tak: – Zawartość masła w maśle maślanym jest wystarczająca, ale jednak masło maślane nie zawiera tyle masła, ile trzeba, by było ono wystarczająco maślane. Zero logiki. Wniosków nie wyciągamy, w końcu nie ma barw…
Przegląd sportowy ocenił występ piłkarzy Górnika na 5 w skali 1-10 (Kwiek, Jeleń i Zachara dostali 4). Im też barwy się trochę pomieszały. Noty powinny oscylować w okolicach 2 i 3, nie więcej.
Lech – Wisła
A Lech barwy rozróżnia znakomicie i wie doskonale, że na policzkach piłkarzy Legii już się pojawił wielki czerwony rumieniec – ze strachu. Lech wygrał z Wisłą po przeciętnym meczu, ale wygrał. Dzięki temu na chwilę stał się liderem. Pozornie to nic nie zmieniło, bo następnego dnia warszawianie znów wrócili na tron, ale pod kątem psychologicznym rozwaliło to legionistów w proch i pył.
Jak to się stało, że Lech tak dobrze sobie radzi? Trio Tonew – Hamalainen – Lovrencsics robi różnicę. Czasem robi ją dzięki współpracy, czasem dzięki pojedynczym popisom. Tym razem popisał się Gergo Lovrencsics, który nie tylko asystował przy trafieniu Teodorczyka, ale też przez cały mecz sprawiał wiele kłopotów piłkarzom „Białej Gwiazdy”.
Legia – Lechia
Stres, zgrzytanie zębów, paraliż stawów i chwilowy zanik szarych komórek – takie są objawy choroby piłkarzy Legii. A zachorowali oni na tajemniczą przypadłość, która nazywa się wicelider. Naprawdę trzeba winić szare komórki, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Legia Warszawa momentami chciała grać z Lechią Gdańsk długimi piłkami. Janowi Urbanowi też się to udzieliło, bo do pierwszego składu wstawił Kucharczyka. Kiedy go olśniło i wprowadził w jego miejsce Kubę Koseckiego, padł gol, dzięki któremu Legia wygrała 1:0. Ciekawe, że po tym trafieniu warszawianie nagle zaczęli grać w piłkę. O poziomie stresu świadczy wypowiedź Urbana na konferencji prasowej, ta o zawale serca.
Jeszcze trochę i mistrzostwo Legii będzie można rozbić o kant dupy. Oczywiście przeciętna ludzka dupa nie ma kantów, ale to jest bez znaczenia, bo w obecnej formie warszawskie jajeczko rozbije się z hukiem nawet na gąbczastej powierzchni.
Śląsk – Pogoń
Po meczu Górnika już nic nie robiło wrażenia. Chociaż piłkarze Śląska i Pogoni bardzo się starali, to nikt nie zwrócił na nich uwagę. Rekord absurdu już padł i w tym spotkaniu można było go tylko wyrównać.
Podsumowując: Śląsk wygrał, jest trzeci i trzeci zostanie. Ćwielong strzelił gola, więc nadal będzie opowiadał głupoty, że jak jest za ciepło, za zimno, za wilgotno, za sucho, za głośno lub za cicho, za ciemno czy za jasno, to on nie może grać na wysokim poziomie. Dziś nie było, więc strzelił gola i Śląsk wygrał. Tyle w temacie. Można więcej, ale od wspominania wydarzeń meczowych bolą zęby.
Ruch – Piast
I tu można by było napisać to samo. Do 60. minuty oczy błagały powieki o opadnięcie i niepodnoszenie się przynajmniej do końca spotkania. Obraz gry zmienił się jednak po pięknym golu Starzyńskiego. Obie ekipy zaczęły grać w piłkę, czego efektem było kolejne trafienie przedniej urody, tym razem Podgórskiego. Wcześniej bramkę wyrównującą strzelił Matras, więc gol Podgórskiego zadecydował o zwycięstwie Piasta.
Piast sprawia wrażenie, jakby chciał się dostać do Europy. Nawet kiedy przegrywa, jest w stanie rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść. Jeśli popatrzymy od tej strony, jest to jedyny zespół, który zasługuję na grę w europejskich pucharach.