Liga będzie ciekawsza – osiem wniosków po 35. kolejce T-ME
Patryk Motyka, Michał Kołodko· 6 min czytania
Fot. Semir Stilić zawsze straszył obrońców Legii
Piąta kolejka rundy finałowej wciąż nie przyniosła pewnej odpowiedzi, kto z ligi spadnie i kto się w niej utrzyma. Emocje wciąż gwarantowane. To, co wydarzyło się w 35. kolejce T-Mobile Ekstraklasy, prezentujemy w tradycyjnym podsumowaniu.
1) Craxa w Bielsku-Białej
Dialiba Boubacar (fot. Grzegorz Rutkowski)
Już przed meczem się na to zanosiło. Do słabiutko grającego Podbeskidzia przyjechała nieprzegrywająca meczów Cracovia. Wynik jest jednak sporą niespodzianką, 3:0 to wysoki wymiar kary. Trener Zieliński znów miał nosa – na ławce trzymał prawdziwego asa, którego wyciągnął z rękawa w drugiej połowie. Boubacar Dialiba wszedł na boisko i tak po prostu, bez wysiłku wbił trzy gole. Szkoleniowiec Cracovii powinien pracować w jakiejś instytucji religijnej – to już trzeci zawodnik wskrzeszony przez Zielińskiego w ostatnim czasie. Wcześniej do świata żywych wrócili przecież Mateusz Cetnarski i Dariusz Zjawiński. Cracovia tym zwycięstwem zapewniła sobie utrzymanie – trener może pozwolić sobie na luksus przeglądu kadr w ostatnich kolejkach. Podbeskidzie zaczyna nerwowo spoglądać w dół. Zawodnicy i trener są bardzo krytykowani, o Kubickim mówi się, że nie potrafi zarządzać zespołem. Coraz częściej słychać głosy, że Podbeskidziu nie uda się utrzymać w lidze. Jeszcze kilka kolejek temu było to nie do pomyślenia.
2) Wraz z Golańskim wrócił spokój
Powrót kapitana Korony do składu to znakomita wiadomość dla trenera, drużyny i kibiców. W meczu z Piastem zagrał poprawnie, w grze Korony widać było spory postęp. Najlepszy mecz od dawna rozegrał Przemysław Trytko – nie tylko zdobył bramkę, imponował dynamiką i bardzo dobrym przyjęciem piłki. Często grał kombinacyjnie, do czego raczej nie przyzwyczaił kibiców Korony. Kielczanie pokazali, że warto wierzyć i walczyć do końca. Kibice również docenili napastnika, mianując go „Plusem meczu”. Piast teoretycznie może jeszcze spaść z ligi, szanse na taki obrót sprawy są jednak matematyczne. W Kielcach słabo zagrał lider, Kamil Wilczek. Spowodowane było to w dużej mierze urazem, którego nabawił się na samym początku meczu. Prawdopodobny król strzelców ekstraklasy zagra jednak w nadchodzących spotkaniach.
W Łęcznej bardzo ładną bramkę strzelił Kuświk. I to właściwie tyle. Wszystko przebiegło zgodnie z oczekiwaniami: mecz był nudny i nie dostarczył nam wielu emocji. Dzięki tej wygranej Ruch może już powoli zaczynać myśleć o nadchodzącym sezonie. Natomiast zespół z Lubelszczyzny bał się grać do przodu, a w defensywie zwyczajnie sobie nie radził. Sytuacja Górnika coraz bardziej się komplikuje. Podopieczni Jurija Szatałowa nie mogą na razie spać spokojnie: porażka w dwóch ostatnich spotkaniach niechybnie oznaczać będzie spadek do I ligi.
Mecz przyjaźni – to określenie bardzo dobrze odzwierciedla to, co działo się na stadionie WKS-u. W swoich piłkarzy przestali wierzyć kibice, bo trybuny we Wrocławiu po raz kolejny świeciły pustkami. Co chwila zmienia się układ w tabeli, jeśli chodzi o miejsca 4-6, tym razem najbliżej pucharów znalazł się Śląsk. Śląsk, a właściwie bracia Paixao, bo w ostatnich meczach to oni byli głównymi bohaterami tego zespołu. Tym razem bramkarza rywali pokonał Flavio, który tym samym ponownie został wiceliderem klasyfikacji strzelców. W Lechii bardzo odczuwalny był brak Sebastiana Mili (w Śląsku zresztą też). Nietrudno było zauważyć, że w ekipie gdańszczan nie było komu rozgrywać. Na lewej stronie obrony słabo spisał się Piotr Grzelczak, który miał na tej pozycji zastępować kontuzjowanego Jakuba Wawrzyniaka. Europa oddala się od Lechii, tym bardziej że czekają ją jeszcze mecze z Legią i Jagiellonią.
Sebastiana Mili brakowało w sobotę w obu drużynach (fot. prw.pl)
5) P(i)ech GKS-u
Nie tak wyobrażali sobie powrót trenera Kieresia na ławkę trenerską stadionu w Bełchatowie kibice GKS-u. Wygrana w Chorzowie była miłą niespodzianką, w meczu przeciwko Zawiszy na własnym stadionie widzieliśmy, że dobra gra na Śląsku była jednak przypadkiem. Zawiódł ten, który miał być opoką zespołu, czyli Arkadiusz Piech. Nie dość, że nie wpisał się na listę strzelców, to jeszcze zmarnował kilka doskonałych okazji do zdobycia bramki. Po drugiej stronie podobnie sytuacje zaprzepaszczał Josip Barisić, tyle tylko, że dwa razy znalazł drogę do bramki. Wraz z Micą stanowili o sile zespołu. Taki zespół naprawdę nie powinien spadać z ligi. Los Zawiszy leży… wyłącznie w jego rękach. Wygrane w dwóch ostatnich spotkaniach na sto procent zapewniają utrzymanie – nie ma matematycznej możliwości, by wszystkie drużyny mające punkt przewagi nad Zawiszą zdobyły ich komplet.
6) Legia wciąż goni
Jakub Rzeźniczak dał Legii trzy punkty (fot. Grzegorz Rutkowski)
Gra Legii znowu nie rzucała na kolana i ponownie jedna bramka wystarczyła do tego, żeby to przeciwnicy schodzili z murawy pokonani. Pod nieobecność Orlando Sa odpowiedzialność za strzelanie bramek musiał przejąć ktoś inny. Tym kimś nie był Marek Saganowski (czego można się było spodziewać), ale Jakub Rzeźniczak. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Tomasza Brzyskiego jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) obrońców tego sezonu wpakował piłkę do siatki. Obok Igora Lewczuka był on najjaśniejszą postacią w zespole „Wojskowych”. Były piłkarz Jagiellonii wybronił strzał na pustą bramkę, z której wyszedł Kuciak. Wisła, a przede wszystkim Semir Stilić, może sobie pluć w brodę, bo nie wykorzystała kilka dogodnych sytuacji. Krakowianie słabo spisują się w rundzie finałowej, a puchary się od niej oddalają. Legia natomiast konsekwentnie swoje wygrywa i nadal czeka na potknięcie Lecha.
7) Jagiellonia nadjeżdża
Po sobotnich wynikach rywali cel był jeden: wygrana z Górnikiem. W Białymstoku byliśmy świadkami jednego z najciekawszych spotkań tej kolejki. „Jaga” słabo weszła w mecz i zabrzanie przejęli nieco inicjatywę. Jedyne przez nich stworzone sytuacje były jednak strzałami z dystansu. Po jednym z nich jak struna wyciągnął się Bartłomiej Drągowski. Dwa zabójcze kontrataki dały białostoczanom komfortową przewagę, której do końca nie roztrwonili. Dobry występ zaliczył Karol Mackiewicz, który swoimi rajdami bokiem boiska nie dawał szans rywalom (a nawet czasami piłce) na dogonienie. Pewny w obronie jak zawsze był Michał Pazdan. Awans do pucharów „Pszczółki” opłaciły niestety kilkoma kontuzjami: więzadła w kolanie prawdopodobnie zerwał Jan Pawłowski, a po starciu z jednym z rywali jak kłoda padł Bartłomiej Drągowski, który po meczu został przewieziony do szpitala na dodatkowe badania. „Jaga” jest już pewna kwalifikacji do LE, a nie straciła jeszcze szans na mistrzostwo. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?
8) Lech na mistrzowskim kursie
Karol Linetty, Lech Poznań (fot. Grzegorz Rutkowski)
Dość wymęczona wygrana z Pogonią była Lechowi potrzebna jak rybie woda. Dzięki bramce Karola Linettego poznaniacy wrócili na utraconą kilkadziesiąt minut wcześniej pozycję lidera i spokojnie mogą przygotowywać się na dwa ostatnie mecze sezonu. Pokonanie Górnika i Wisły jest oczywiście w zasięgu Lecha, w obu meczach będzie faworytem. Jedynym czynnikiem, który może zniweczyć starania zespołu, jest presja – „Kolejorz” radzi sobie z nią dobrze, będzie ona jednak rosła z każdym dniem. W Pogoni znów widzieliśmy młode twarze, w tym twarz Marcina Listkowskiego po raz pierwszy w ekstraklasie. Utrzymujemy to, co mówiliśmy już nieraz – taka taktyka może być bardzo pomocna dla trenera Michniewicza w przyszłym sezonie. Jeden mecz w ekstraklasie daje więcej doświadczenia niż sto treningów z pierwszym zespołem. O spotkaniu Lech – Pogoń możecie przeczytać więcej w pomeczowej relacji: http://igol.pl/ekstraklasa/lech-pedzi-po-mistrza/
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Piąta kolejka rundy finałowej wciąż nie przyniosła pewnej odpowiedzi, kto z ligi spadnie i kto się w niej utrzyma. Emocje wciąż gwarantowane. To, co wydarzyło się w 35. kolejce T-Mobile Ekstraklasy, prezentujemy w tradycyjnym podsumowaniu.
1) Craxa w Bielsku-Białej
Dialiba Boubacar (fot. Grzegorz Rutkowski)
Już przed meczem się na to zanosiło. Do słabiutko grającego Podbeskidzia przyjechała nieprzegrywająca meczów Cracovia. Wynik jest jednak sporą niespodzianką, 3:0 to wysoki wymiar kary. Trener Zieliński znów miał nosa – na ławce trzymał prawdziwego asa, którego wyciągnął z rękawa w drugiej połowie. Boubacar Dialiba wszedł na boisko i tak po prostu, bez wysiłku wbił trzy gole. Szkoleniowiec Cracovii powinien pracować w jakiejś instytucji religijnej – to już trzeci zawodnik wskrzeszony przez Zielińskiego w ostatnim czasie. Wcześniej do świata żywych wrócili przecież Mateusz Cetnarski i Dariusz Zjawiński. Cracovia tym zwycięstwem zapewniła sobie utrzymanie – trener może pozwolić sobie na luksus przeglądu kadr w ostatnich kolejkach. Podbeskidzie zaczyna nerwowo spoglądać w dół. Zawodnicy i trener są bardzo krytykowani, o Kubickim mówi się, że nie potrafi zarządzać zespołem. Coraz częściej słychać głosy, że Podbeskidziu nie uda się utrzymać w lidze. Jeszcze kilka kolejek temu było to nie do pomyślenia.
2) Wraz z Golańskim wrócił spokój
Powrót kapitana Korony do składu to znakomita wiadomość dla trenera, drużyny i kibiców. W meczu z Piastem zagrał poprawnie, w grze Korony widać było spory postęp. Najlepszy mecz od dawna rozegrał Przemysław Trytko – nie tylko zdobył bramkę, imponował dynamiką i bardzo dobrym przyjęciem piłki. Często grał kombinacyjnie, do czego raczej nie przyzwyczaił kibiców Korony. Kielczanie pokazali, że warto wierzyć i walczyć do końca. Kibice również docenili napastnika, mianując go „Plusem meczu”. Piast teoretycznie może jeszcze spaść z ligi, szanse na taki obrót sprawy są jednak matematyczne. W Kielcach słabo zagrał lider, Kamil Wilczek. Spowodowane było to w dużej mierze urazem, którego nabawił się na samym początku meczu. Prawdopodobny król strzelców ekstraklasy zagra jednak w nadchodzących spotkaniach.
3) Ruch w kierunku utrzymania
W Łęcznej bardzo ładną bramkę strzelił Kuświk. I to właściwie tyle. Wszystko przebiegło zgodnie z oczekiwaniami: mecz był nudny i nie dostarczył nam wielu emocji. Dzięki tej wygranej Ruch może już powoli zaczynać myśleć o nadchodzącym sezonie. Natomiast zespół z Lubelszczyzny bał się grać do przodu, a w defensywie zwyczajnie sobie nie radził. Sytuacja Górnika coraz bardziej się komplikuje. Podopieczni Jurija Szatałowa nie mogą na razie spać spokojnie: porażka w dwóch ostatnich spotkaniach niechybnie oznaczać będzie spadek do I ligi.
Mecz przyjaźni – to określenie bardzo dobrze odzwierciedla to, co działo się na stadionie WKS-u. W swoich piłkarzy przestali wierzyć kibice, bo trybuny we Wrocławiu po raz kolejny świeciły pustkami. Co chwila zmienia się układ w tabeli, jeśli chodzi o miejsca 4-6, tym razem najbliżej pucharów znalazł się Śląsk. Śląsk, a właściwie bracia Paixao, bo w ostatnich meczach to oni byli głównymi bohaterami tego zespołu. Tym razem bramkarza rywali pokonał Flavio, który tym samym ponownie został wiceliderem klasyfikacji strzelców. W Lechii bardzo odczuwalny był brak Sebastiana Mili (w Śląsku zresztą też). Nietrudno było zauważyć, że w ekipie gdańszczan nie było komu rozgrywać. Na lewej stronie obrony słabo spisał się Piotr Grzelczak, który miał na tej pozycji zastępować kontuzjowanego Jakuba Wawrzyniaka. Europa oddala się od Lechii, tym bardziej że czekają ją jeszcze mecze z Legią i Jagiellonią.
Sebastiana Mili brakowało w sobotę w obu drużynach (fot. prw.pl)
5) P(i)ech GKS-u
Nie tak wyobrażali sobie powrót trenera Kieresia na ławkę trenerską stadionu w Bełchatowie kibice GKS-u. Wygrana w Chorzowie była miłą niespodzianką, w meczu przeciwko Zawiszy na własnym stadionie widzieliśmy, że dobra gra na Śląsku była jednak przypadkiem. Zawiódł ten, który miał być opoką zespołu, czyli Arkadiusz Piech. Nie dość, że nie wpisał się na listę strzelców, to jeszcze zmarnował kilka doskonałych okazji do zdobycia bramki. Po drugiej stronie podobnie sytuacje zaprzepaszczał Josip Barisić, tyle tylko, że dwa razy znalazł drogę do bramki. Wraz z Micą stanowili o sile zespołu. Taki zespół naprawdę nie powinien spadać z ligi. Los Zawiszy leży… wyłącznie w jego rękach. Wygrane w dwóch ostatnich spotkaniach na sto procent zapewniają utrzymanie – nie ma matematycznej możliwości, by wszystkie drużyny mające punkt przewagi nad Zawiszą zdobyły ich komplet.
6) Legia wciąż goni
Jakub Rzeźniczak dał Legii trzy punkty (fot. Grzegorz Rutkowski)
Gra Legii znowu nie rzucała na kolana i ponownie jedna bramka wystarczyła do tego, żeby to przeciwnicy schodzili z murawy pokonani. Pod nieobecność Orlando Sa odpowiedzialność za strzelanie bramek musiał przejąć ktoś inny. Tym kimś nie był Marek Saganowski (czego można się było spodziewać), ale Jakub Rzeźniczak. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Tomasza Brzyskiego jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) obrońców tego sezonu wpakował piłkę do siatki. Obok Igora Lewczuka był on najjaśniejszą postacią w zespole „Wojskowych”. Były piłkarz Jagiellonii wybronił strzał na pustą bramkę, z której wyszedł Kuciak. Wisła, a przede wszystkim Semir Stilić, może sobie pluć w brodę, bo nie wykorzystała kilka dogodnych sytuacji. Krakowianie słabo spisują się w rundzie finałowej, a puchary się od niej oddalają. Legia natomiast konsekwentnie swoje wygrywa i nadal czeka na potknięcie Lecha.
7) Jagiellonia nadjeżdża
Po sobotnich wynikach rywali cel był jeden: wygrana z Górnikiem. W Białymstoku byliśmy świadkami jednego z najciekawszych spotkań tej kolejki. „Jaga” słabo weszła w mecz i zabrzanie przejęli nieco inicjatywę. Jedyne przez nich stworzone sytuacje były jednak strzałami z dystansu. Po jednym z nich jak struna wyciągnął się Bartłomiej Drągowski. Dwa zabójcze kontrataki dały białostoczanom komfortową przewagę, której do końca nie roztrwonili. Dobry występ zaliczył Karol Mackiewicz, który swoimi rajdami bokiem boiska nie dawał szans rywalom (a nawet czasami piłce) na dogonienie. Pewny w obronie jak zawsze był Michał Pazdan. Awans do pucharów „Pszczółki” opłaciły niestety kilkoma kontuzjami: więzadła w kolanie prawdopodobnie zerwał Jan Pawłowski, a po starciu z jednym z rywali jak kłoda padł Bartłomiej Drągowski, który po meczu został przewieziony do szpitala na dodatkowe badania. „Jaga” jest już pewna kwalifikacji do LE, a nie straciła jeszcze szans na mistrzostwo. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?
8) Lech na mistrzowskim kursie
Karol Linetty, Lech Poznań (fot. Grzegorz Rutkowski)
Dość wymęczona wygrana z Pogonią była Lechowi potrzebna jak rybie woda. Dzięki bramce Karola Linettego poznaniacy wrócili na utraconą kilkadziesiąt minut wcześniej pozycję lidera i spokojnie mogą przygotowywać się na dwa ostatnie mecze sezonu. Pokonanie Górnika i Wisły jest oczywiście w zasięgu Lecha, w obu meczach będzie faworytem. Jedynym czynnikiem, który może zniweczyć starania zespołu, jest presja – „Kolejorz” radzi sobie z nią dobrze, będzie ona jednak rosła z każdym dniem. W Pogoni znów widzieliśmy młode twarze, w tym twarz Marcina Listkowskiego po raz pierwszy w ekstraklasie. Utrzymujemy to, co mówiliśmy już nieraz – taka taktyka może być bardzo pomocna dla trenera Michniewicza w przyszłym sezonie. Jeden mecz w ekstraklasie daje więcej doświadczenia niż sto treningów z pierwszym zespołem. O spotkaniu Lech – Pogoń możecie przeczytać więcej w pomeczowej relacji: http://igol.pl/ekstraklasa/lech-pedzi-po-mistrza/