Za nami druga kolejka dodatkowej fazy T-ME. Coraz mniej zespołów walczy o utrzymanie i coraz mniej o mistrzostwo. Gorąco natomiast zaczyna robić się na szczycie i na dnie tabeli. Oto osiem spostrzeżeń po 32. kolejce naszej rodzimej ligi.
1) Włoska perspektywa nie pomogła Koronie
W Bydgoszczy, zgodnie z naszą zapowiedzią, byliśmy świadkami bardzo ciekawego spotkania. Zawisza w bardzo dobrym stylu pokonał Koronę Kielce. Na dwie bramki Alvarinho i gola Barisicia odpowiedział tylko Piotr Malarczyk. Kielczanie zdecydowanie nie są w najwyższej formie, ciekawe, czy wpływ na ten stan rzeczy mogły mieć plotki o przejęciu zespołu. Jeśli w najbliższych spotkania „utrzymają” formę z piątku, może się zrobić gorąco. Taka gra kielczan z pewnością nie jest drogą prowadzącą do Rzymu. Znajdujący się na miejscu piętnastym Zawisza ma już tylko punkt straty do Korony (i Górnika Łęczna). W piątek widzieliśmy tego samego Zawiszę co na początku rundy. Pewny w obronie, potrafiący wyprowadzić piekielnie skuteczny atak. Defensywa gości dodatkowo pomagała gospodarzom – błędy stoperów, Klemenza i Sylwestrzaka, spowodowały utratę dwóch bramek, w kilku innych sytuacjach kielczan ratował Cerniauskas. Dla Zawiszy wygrana oznacza opuszczenie ostatniego miejsca w tabeli po raz pierwszy od… ósmej kolejki!
2) Przyjaźń na trybunach = mecz przyjazny widzowi
Miał być mecz przyjaźni i był: Lechia Gdańsk podzieliła się punktami z Wisłą Kraków. Sympatycznie było na trybunach, akcje przeprowadzane przez oba zespoły również były miłe (dla oka postronnego widza). O bramce Jeana Barrientosa mówiło się w całej Europie – kapitalne wykończenie znakomitej zespołowej akcji Wisły. Cały mecz obfitował w wiele sytuacji bramkowych, obu stronach wyraźnie zależało na komplecie punktów. Remis sprawia, że walka o miejsce czwarte, ostatnie premiowane awansem do europejskich pucharów, dotyczy w tej chwili czterech zespołów. Obecnie na czwartym miejscu jest „Biała Gwiazda” mająca punkt przewagi nad grupą pościgową, czyli Śląskiem Wrocław, Górnikiem Zabrze i Lechią Gdańsk. Wszystkie kluby punktują niezwykle równo i bardzo trudno wskazać faworyta tej walki.
3) Cracovia oddycha z ulgą, do Łęcznej powrócił niepokój
Górnik Łęczna stracił swój największy atut – jego domowy stadion przestał być twierdzą nie do sforsowania. W ostatniej kolejce wjechały na niego wszystkie działa Cracovii i zwyciężyły bitwę, nie ponosząc żadnych strat. Na uwagę zasługuje odkopanie kolejnego zawodnika przez trenera Jacka Zielińskiego. Niedawno dość niespodziewanie wypalił Dariusz Zjawiński, w meczu z Górnikiem z martwych powstał Mateusz Cetnarski. Piłkarz, który stracił na dobre miejsce w składzie po jedenastej kolejce (miał też poważne perypetie zdrowotne), po raz pierwszy tej wiosny wyszedł w podstawowej jedenastce „Pasów” i zdobył dwie bramki, prezentując dużą pewność i imponując boiskowym luzem. To był ten Cetnarski, którego uważano za jednego ze zdolniejszych polskich pomocników w czasach gry w Bełchatowie. Do dwóch bramek 26-latka trafienie dołożył Marcin Budziński i Cracovia zwyciężyła 3:0. Dzięki temu uciekła ona na cztery punkty od miejsca spadkowego i z dużym spokojem może czekać na rozwój wydarzeń. Górnik Łęczna jest już tylko punkt nad kreską.












