W piątek w premier lidze zainaugurowano osiemnastą kolejkę. Rozegrano jeden mecz. Na boisku w Tomsku na murawie pojawiły się jedenastki Tomu i Rubinu.
Starcie z Tomem miało dać odpowiedź na jedno pytanie: czy zwycięstwo odniesione przed tygodniem z Zenitem nie było dziełem przypadku, czy ich forma rzeczywiście zwyżkuje i czy doczekaliśmy się reaktywacji maszyny, która na początku sezonu wygrywała mecz za meczem. A na tym właśnie zależało prowadzącym w Premier Lidze, a zwłaszcza ich charyzmatycznemu trenerowi, Kurbanowi Bierdyjewowi. Ale i tomszczanie mieli wielką ochotę wygrać. Dzisiejsi gospodarze znajdują się blisko strefy spadkowej i każdy punkt jest dla nich wagę złota.
Mecz rozpoczął się od natarć Rubinu, a tymczasem to miejscowi objęli prowadzenie. Zaledwie po 240 sekundach gry w zamieszaniu podbramkowym największą przytomnością umysłu popisał się Djordje Jokić. Serbski stoper Tomu zachował zimną krew i posłał piłkę obok rozpoczliwie interweniującego Siergieja Ryżikowa. Gości trochę to poddenerwowało, ale po szybkim otrząśnięciu się z szoku po stracie gola ruszyli do odrabiania strat. Z początku szło im to ciężko, gdyż gospodarze robili wszystko, by nie dopuścić przeciwników so sytuacji podbramkowej. Jednak lider z każdą chwilą był coraz groźniejszy, aż w końcu dopiął swego. 20 minut później na tablicy świetlnej po ich stronie pojawiła się jedynka, a były golkiper CKSA, Wieniamin Mandrykin skapitulował po uderzenie Gruzina Dato Kvirkelii. Zdobyta bromka jeszcze bardziej umotywowała gości do lepszej gry. Zamknęli oni rywali we własnym polu karnym. Przycisnęli i wyszli na prowadzenie, a swoje trafienie w drugim kolejnym meczu zaliczył znakomity niegdyś pomocnik reprezentacji Ukrainy, Siergiej Rebrow. Do końca pierwszej połowy już nic się nie zmieniło.
Po przerwie jeszcze groźniej zaatakował Rubin. Im dłużej trwał mecz, tym częściej kazańczycy przebywali na połowie Tomu. Za to Tom z każdą chwilą opadał z sił i miał coraz mniej pomysłu na skonstruowanie ofensywnej akcji. Rubin za to miał coraz więcej okazji do podwyższenia wyniku. Swoją szansę między innymi zmarnował najskuteczniejszy w teamu z Kazania, Turek Gokdeniz Karadeniz. Mirosław Romaszczenko robił co mógł, starał się podopowiadać swoim zawodnikom, reagował zmianami. Jednak niewiele z tego było pozytywnego efektu. Jego vis a vis, Kurban Bierdyjew z możliwości zmian skorzystał dopiero w ostatnich dziesięciu minutach raczej na zyskanie czasu. Za grę na czas sędzia żółtą kartką ukarała jego bramkarza Ryżikowa.
Ostatecznie wynik z pierwszj połowy utrzymał się do końca spotkania. Tom poległ i punktów mogących zapewnić mu utrzymanie wśród elity musi szukać w następnych meczach. Zwłaszcza w najbliższej kolejce, kiedy zmierzy się z głównym kandydatem do spadku, Szinnikiem Jarosławl. Trzy oczka pozwoliły Rubinowi na umocnienie się na pierwszym miejscu w tabeli Premier Ligi. To oni ponownie rozdają karty. Widać po nich, że wracają do dobrej formy. W ten weekend już nie muszą bać się o to, czy spadną ze szczytu. Teraz to inni muszą postarać się dotrzymać im kroku. Jednak kazańczycy nie mogą jeszcze spocząć na laurach. Ich najgroźniejszy rywal – Dynamo Moskwa gra jutro ze Spartakiem Nalczik i jest wielce prawdopodbne, że jego strata do lidera nadal będzie wynosić tylko dwa punkty.










