Ruch Chorzów uległ przed własną publicznością Wiśle Kraków 1:2. Chociaż gola w tym spotkaniu strzelił Igor Lewczuk, to arbiter go nie uznał. Po meczu były gracz Jagiellonii Białystok nie ukrywał konsternacji z tego powodu.
Ruch Chorzów przegrał trzeci mecz z rzędu w T-Mobile Ekstraklasie. Po tym, jak wcześniej górą w spotkaniach z „Niebieskimi” były Lechia Gdańsk i Pogoń Szczecin, teraz przyszła pora na Wisłę Kraków. Chociaż wicemistrz Polski z poprzedniego sezonu rozegrał według wielu jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie, to dzięki kilku kontrowersyjnym decyzjom sędziego opuszczał murawę na tarczy. Wisła Kraków w starciu z podopiecznymi Jacka Zielińskiego mocniej zagroziła bramce strzeżonej przez Peskovicia tylko w pierwszym kwadransie gry. Potem inicjatywę przejęli gospodarze, którzy dwoili się i troili, aby zdobyć upragnionego gola, lecz w niedzielny wieczór nie było im to dane.

Szczególnie widoczny był Filip Starzyński, który w spotkaniu z „Białą Gwiazdą” grał na takim luzie, jakiego u niego jeszcze chyba nigdy nie widziano. Na nic się to jednak zdało, bo po końcowym gwizdku sędziego humory piłkarzy chorzowskiego Ruchu były – delikatnie to oceniając – nie najlepsze. Co potwierdzają poniższe słowa obrońcy 14-krotnych mistrzów Polski – Igora Lewczuka.
– Dwie decyzje sędziego nie mogły mieć, tylko miały wpływ na mecz. Gdyby goście grali w dziesięciu, to trudno byłoby im odrobić straty. W osłabieniu, jak wiadomo, jest trudniej. Co więcej dodać? Jesteśmy wkurzeni, bo myślę, że czerwona kartka miała być. Natomiast nasz gol był prawidłowy – mówił Igor Lewczuk.
– Przegrywamy trzeci mecz z rzędu i jest źle. Wiemy, że nie punktujemy. Wiemy że przegraliśmy mecze. I co nam teraz pozostaje? Mam cały czas mówić o wyciąganiu wniosków? Wyciągamy je, ale cały czas przegrywamy – kontynuował.
– Wiemy, że graliśmy w tych ostatnich meczach słabiej – można powiedzieć, że graliśmy nawet bardzo słabo. Jednak strzelamy dziś bramkę, która prawdopodobnie dodałaby nam skrzydeł, być może byśmy się odkuli. Natomiast bramka jest nieuznana. Z perspektywy boiska wyglądało, że powinna być czerwona kartka. Czerwonej kartki nie ma. Potem Wisła strzela bramkę – jedną, drugą i przegrywamy kolejny mecz. Co tu dużo mówić… – zakończył zawodnik Ruchu Chorzów.
Z Chorzowa – Łukasz Pawlik/iGol.pl











