Każdy może mieć gorszy dzień, gorszy okres. Piłkarz również, bo (uwaga!) to też człowiek. Możesz się starać, próbować, ale po prostu nic ci nie idzie. Możesz też rozkładać ręce, robić miny i wzdychać. Drugą postawę przyjął w ostatnich meczach drużyny narodowej Robert Lewandowski, który ewidentnie ma słabszy czas. Kiedyś to w końcu musiało nadejść, ale jak długo potrwa?
Dwa ostatnie mecze w Bundeslidze, dwa ostatnie w reprezentacji – zero bramek autorstwa RL9. Czyli jednak to człowiek, nie kosmita.
Gdzie leży problem?
Nigdy nie jest tak, że wina leży wyłącznie po jednej stronie. Dlatego warto rozważyć, czy Robert Lewandowski naprawdę gra tak tragicznie, czy może winni są też jego partnerzy?
Prawda jest taka, że „Lewy” niesie reprezentację na barkach. Dyplomatyczne formułki o drużynie i graniu razem na razie rzućmy w kąt. Ok, sam meczu nie wygra, ale bez niego trudno o zwycięstwo. Gdy był w swoim szczytowym momencie, potrafił zdobyć bramkę z połowy sytuacji. Przedryblował rywali czy przebiegł hektar boiska, aby wyłożyć koledze do pustej albo samemu strzelić.
Wielu powie, że taki piłkarz, jak bardzo nie byłby pod formą, choćby z San Marino powinien poprawić sobie humor i ukłuć chociaż jednego gola. To prawda, tym bardziej że miał ku temu okazje. Nie typowe „setki”, ale dosyć klarowne sytuacje. Może problemem jest to, że ma wokół siebie źle dobranych partnerów?
Sfrustrowany Robert Lewandowski
Jak każdy cieszy się, że żyje w erze „Lewego” i czuje dumę, że Polak coś znaczy w wielkim futbolu, tak tych dwóch meczów w jego wykonaniu nie dało się oglądać. Wielu kibiców miało te same odczucia – to był inny Robert Lewandowski niż dotychczas. Wzdycha, macha rękoma, robi miny, gestykuluje. Czasem trzeba zrugać kumpla, który może w ten sposób się ogarnie, i on jako kapitan ma takie prawo, ale to nie było to. Mowa ciała napastnika była bardzo negatywna. Zupełnie niepotrzebne były nerwy i frustracja. To tylko bardziej spinało 33-latka i nie pomagało przy poszukiwaniach trafienia.












