Robert Lewandowski został zaprezentowany jako nowy piłkarz Bayernu Monachium. Choć przechodzi do „Bawarczyków” bez żadnego odstępnego, nie ulega wątpliwości, że dla monachijczyków to jeden z najcenniejszych transferów. Oprócz wzmocnienia własnego zespołu osłabili największego rywala.
Swoją przygodę z Borussią rozpoczął imponująco. Przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy sparing. Choć wtedy raczej mało kto spodziewał się, ile w przyszłości będzie znaczył dla tego zespołu.
Choć rozwój Lewandowskiego w Bundeslidze przebiegał bardzo właściwie, to nie zawsze było mu łatwo. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, zaczynał jako zmiennik, a do pierwszego składu wskoczył po kontuzji Shinjiego Kagawy, którego zastępował na pozycji ofensywnego pomocnika. Swojego pierwszego gola strzelił we wrześniu 2010 roku i to od razu w derbach Zagłębia Ruhry. Pokonał wtedy Manuela Neuera.
Niemieccy dziennikarze i kibice nie mieli dla niego litości, gdy nie trafiał w dogodnych sytuacjach. Kiedy jego zespół, głównie przez niego, zaledwie zremisował ze Stuttgartem, „Bild” pisał o „Lewandoofskim” („doof” – głupek), a internauci stworzyli taki oto prześmiewczy filmik. Wyobrażacie sobie coś podobnego po meczu reprezentacji?
https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=NcoCkOyuoYE
Dość szybko niemieckie media przeprosiły się z polskim napastnikiem, który zamiast synonimem nieskuteczności stał się „Lewantorskim” („tor” – gol). Nic dziwnego, bo w kolejnych sezonach trafiał do siatki z częstotliwością Kałasznikowa. Co ciekawe, bardzo upodobał sobie strzelanie bramek Bayernowi Monachium. Najpamiętniejsza to oczywiście gol piętką, który przypieczętował mistrzostwo BVB…
I oczywiście hat-trick w finale Pucharu Niemiec.
Polskiego napastnika uwielbiają nie tylko w Dortmundzie. Spore zasługi ma także dla Hoffenheim. Gdyby nie jego pazerność na gole i ruch do piłki w ostatnich sekundach meczu ostatniej kolejki sezonu 2012/2013, „Wieśniaki” spadłyby z ligi. Ostatecznie udało im się utrzymać po walce w barażach, a swoją cegiełkę do tego sukcesu dorzucił „Lewy”. Zobaczcie sami.









