Niedawne zwolnienie trenera Ojrzyńskiego z Podbeskidzia Bielsko-Biała wywołało medialną burzę. Jak bowiem inaczej traktować informację o zwolnieniu szkoleniowca ekipy, która – jak na możliwości sportowe i finansowe – osiągała naprawdę przyzwoite wyniki? Sytuacja sprzed paru dni do złudzenia przypomina tę, której świadkami byliśmy, gdy z Ojrzyńskim rozstawała się Korona Kielce.
Skoro media i kibice stoją za nim murem, a prezesi już niekoniecznie, warto sobie zadać pytanie: czy jedna strona przesadnie go przecenia, czy też może druga nie do końca zdaje sobie sprawę, jak wielki skarb ma za trenera? Żeby na nie odpowiedzieć, najlepiej zajrzeć do statystyk dotyczących zespołów, które prowadził.
Ojrzyński w Koronie
Był czerwiec 2011 roku. Korona po względnie udanym sezonie ligowym, w którym co prawda zajęła 13. miejsce w tabeli, lecz ani przez moment nie była zagrożona spadkiem z ligi, ogłasza, że zatrudniła Leszka Ojrzyńskiego na stanowisku pierwszego szkoleniowca zespołu. Był to zdecydowanie wariant oszczędnościowy, w poprzednim sezonie prowadził on bowiem drugoligowe Zagłębie Sosnowiec. Kibice dosyć sceptycznie podchodzili do osoby nowego trenera, a o Koronie zaczęto mówić jako jednym z głównych kandydatów do spadku z ligi.
Jakież musiało być zdziwienie wszystkich sceptyków, gdy już na początku sezonu zobaczyli drużynę agresywną, grającą bardzo szybki futbol, bezlitośnie wykorzystującą przerażenie ligowych przeciwników. W ten sposób zrodziła się słynna kielecka „banda świrów”, której dowodził Ojrzyński. Piłkarze tworzyli monolit zarówno w szatni, jak i na boisku, a trener był dla drużyny niczym generał dla brygady – surowy, lecz jednocześnie gotowy oddać za nią życie. Długo wydawało się, że kielczanie wylądują ostatecznie w europejskich pucharach, jednak kryzys w końcówce sezonu spowodował zajęcie i tak doskonałego, piątego miejsca w ligowej tabeli.
Sezon 2012/2013 nie był już tak wybitny w wykonaniu Korony. Notowała fatalną serię wyjazdową, nie mogła wygrać meczu. Skuteczne punktowanie u siebie zaprowadziło kielczan na jedenaste miejsce w tabeli. Punktowo różnica była znacząca: 36 zdobytych oczek przez cały sezon w porównaniu z 48 w poprzednim. Mimo to posada trenera wydawała się nie do ruszenia. Murem za Ojrzyńskim stali piłkarze, murem też stali kibice. Problemem stał się zarząd klubu. Trener nie dogadywał się z ówczesnym prezesem Tomaszem Chojnowskim i dyrektorem sportowym Andrzejem Kobylańskim. Zarzucał im działanie na szkodę drużyny poprzez nieudolną politykę transferową. Władze klubu postanowiły zwolnić trenera „z powodu słabych wyników sportowych” po zaledwie trzech kolejkach sezonu 2013/2014.
Informacja o pożegnaniu się z Ojrzyńskim długo była sportowym tematem numer jeden w Kielcach. Szkoleniowiec cieszył się tu olbrzymim szacunkiem kibiców, którzy widzieli w nim trenera na lata. Natychmiast do sporu przyłączyli się piłkarze, którzy poparli trenera. Niektórzy z nich deklarowali chęć odejścia z zespołu za trenerem i w kilku przypadkach tak się właśnie stało, czego najlepszym przykładem jest Maciej Korzym. Ojrzyńskiego w Koronie zastąpił Hiszpan Pacheta, a były trener kielczan po upływie dwóch i pół miesiąca został ogłoszony nowym opiekunem Podbeskidzia Bielsko-Biała.











