Mistrzowski tytuł zdobyty przez Leicester City niemal cztery lata temu był pięknym zwieńczeniem bajki o piłkarskim Kopciuszku. Po świetnym początku obecnej kampanii w wykonaniu „The Foxes” wspomnienia z pamiętnego sezonu znów stały się żywe. Na tyle, że zespół Brendana Rodgersa niektórzy określali nawet mianem czarnego konia rozgrywek. Przedwcześnie, gdyż zimowy maraton brutalnie zweryfikował szanse drużyny z King Power Stadium na mistrzostwo Anglii.W Premier League tak zdominowanej przez kluby tzw. „Wielkiej Szóstki” każdy zespół burzący dotychczasową hierarchię wywołuje olbrzymie pozytywne emocje. Dodaje także kolorytu angielskiej ekstraklasie i sprawia, że rozgrywki stają się jeszcze bardziej interesujące. Apogeum miało miejsce niemal cztery lata temu. Niespodziewaną walką Leicester City o mistrzowski tytuł żyła nie tylko cała Anglia. „The Foxes” kibicował także prawie cały piłkarski świat. Świat, który uwielbia podobne historie o niedocenianym Kopciuszku, który zostaje królową balu. Drużynie z dalszego planu, która pokonuje hegemonów i spełnia marzenia.
Na King Power Stadium przeżyli wtedy wspaniałe chwile, które przez kolejne dekady miały pozostać jedynie wspomnieniem. Tym bardziej że podobne historie w angielskiej ekstraklasie występują zazwyczaj raz na dwadzieścia lat. Świetny początek bieżącego sezonu Leicester City sprawił jednak, że nadzieje na powtórkę mistrzowskiej kampanii stały się żywe. Do czasu.
Zimowy maraton w Premier League często brutalnie weryfikuje plany wielu zespołów. Podobną, nie mniej bolesną weryfikację niedawno przeszło Leicester City. Strata punktów z Norwich City i porażka z Manchesterem City ostudziły mistrzowskie zapędy ekipy Brendana Rodgersa. Zamiast wciąż liczyć stratę do lidera, „The Foxes” zaczęli nerwowo spoglądać za siebie. Szczególnie że w kolejnym spotkaniu zmierzą się z Liverpoolem. W przypadku przegranej klubu z King Power Stadium definitywnie będzie można postawić tezę, że tym razem bajka nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Nie, tym razem Kopciuszek zostanie wyrzucony z mistrzowskiego balu.
Leicester City schodzi na ziemię
Powrót z krainy marzeń, mimo że bolesny, był jednak tylko kwestią czasu. Układ sił w Premier League w obecnej kampanii znacznie różni się od ostatniego mistrzowskiego sezonu Leicester City. Niczego nie ujmując „The Foxes”, podopieczni Claudio Ranieriego praktycznie wygrali wtedy na loterii. Wykorzystali sezon, który przez dekady zapewne się nie powtórzy. Sezon, w którym praktycznie wszystkie zespoły z „Wielkiej Szóstki” nękały większe lub mniejsze problemy. Najlepiej o tym świadczy liczba punktów zdobytych przez hegemonów Premier League. Najwyżej uplasowany Arsenal zgromadził zaledwie 71 „oczek”. Dla porównania w minionej kampanii Manchester City, inny z przedstawicieli „Wielkiej Szóstki”, 27 więcej.
W trakcie niemal trzech lat od pamiętnego dla Leicester City sezonu Premier League uległa diametralnej zmianie. Angielska ekstraklasa jest obecnie ligą perfekcjonistów. Rozgrywkami, w których trudno o podobną sensację. Bajkowe historie przestały mieć rację bytu. Kandydat do mistrzostwa musi dysponować niesamowicie silną i wyrównaną kadrą oraz menedżerem z najwyższej półki. Chęci i zaangażowanie to za mało. Leicester City próbowało jednak przełamać obecnie panujące kryteria. Sił starczyło prawie do połowy obecnej edycji rozgrywek.












