Legia Warszawa w ramach podejmowała na własnym stadionie Raków Częstochowa 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Po wyrównanym spotkaniu padł bramkowy remis 1:1. Gole zdobywali kolejno, dla Rakowa Częstochowa Lamine Diaby-Fadiga, a dla „Wojskowych” Jean-Pierre Nsame z rzutu karnego.
Fakty są takie, że ostatnie wyniki Legii znacząco się poprawiły, do czego też nawiązuje tytuł tego artykułu. I tak – nie przegrała od siedmiu spotkań, co w teorii możemy uznać za naprawdę świetny wynik. Tym bardziej, że podopieczni Papszuna mierzyli się w tym czasie z groźnymi rywalami pokroju Jagiellonii czy właśnie Rakowa Częstochowa. Co jednak z tego, jeżeli pięć z tych siedmiu meczów to remisy, a więc Legia Warszawa na 21 możliwych w tym czasie do zdobycia punktów, zainkasowała zaledwie 11. A to dla zespołu walczącego dziś realnie o utrzymanie jest wynikiem niespełniającym pokładanych oczekiwań. Jak gra Legia? Czy jest lepiej? Na to postaraliśmy się odpowiedzieć w tym artykule.
Raków nie grał dobrze, a Legia wcale nie lepiej
Zaczniemy od krótkiego omówienia spotkania. Generalnie nie był to wybitny mecz do oglądania i raczej mało który kibic wyszedł ze stadionu podekscytowany dobrym widowiskiem. Zaczął Raków, który już w 6′ minucie strzelił gola po błędzie Jean-Pierre’a Nsame oraz Rafała Augustyniaka, który dał uciec strzelcowi, Diaby’emu-Fadidze – piłkarzowi, który w sumie od początku zdecydowanie się wyróżniał. Jednak tak szczerze mówiąc, niewiele więcej w samej pierwszej połowie jest do omówienia. Legia cieszyła się niewielką przewagą, jednak na nic nie potrafiła przełożyć na konkrety. Raków był bezbarwny – zupełnie tak jak Legia, co kontynuowało się również w drugiej części meczu. Legia dłużej utrzymywała się przy piłce, jednak prawdę mówiąc, groźniejszymi szansami mogli pochwalić się raczej przeciwnicy. Gola ostatecznie strzelili jednak „Wojskowi”. I takim wynikiem skończył nam się ten mecz – 1:1.
To, z czego zapamiętamy ten mecz, to przede wszystkim fakt, że akurat w przypadku Legii, trener nie do końca pomógł jej swoimi decyzjami. Przede wszystkim personalnymi – i nade wszystko tymi, które związane były z reagowaniem na bieżące wydarzenia boiskowe. Z całym szacunkiem do trenera Papszuna, jednak wydawał się w tym spotkaniu nie widzieć tego, jak słabo grali niektórzy zawodnicy. Vahan Bichakhyan był prawdopodobnie najgorszym piłkarzem Legii na boisku, a zagrał aż 85 minut. Już w pierwszej połowie aż prosił się swoją grą o zmianę. A patrząc na jego poprzednie mecze w tym sezonie, być może w ogóle nie powinien wychodzić na boisko.











