Mistrza Polski sezonu 2018/2019 poznamy w najbliższą niedzielę. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że Legia przegra tę rywalizację z Piastem Gliwice. Dzisiejsza porażka w Białymstoku sprawiła, że warszawianom pozostał już tylko cud. Bowiem ich sytuacja zależeć będzie nie tylko od ich dyspozycji na własnym stadionie z Zagłębiem Lubin, ale od Lecha Poznań, który zmierzy się z obecnym liderem.
Emocji na finiszu rozgrywek w naszej rodzimej ekstraklasie nie brakowało nigdy, a zwłaszcza od czasu wprowadzenia systemu ESA 37. Trudno powiedzieć, czy owe emocje wiążą się z wysokim poziomem prezentowanym przez naszych ligowców, ale kibice, szczególnie ci neutralni, z pewnością narzekać nie mogą. Jeszcze ponad miesiąc temu wydawało się, że hegemonię warszawskiej Legii przerwie Lechia Gdańsk, która pod wodzą Piotra Stokowca regularnie punktowała. Potem po zwycięstwie „Wojskowych” nad ówczesnym liderem wydawało się, że ci już tego lidera nie oddadzą, a tymczasem Legia musi oglądać plecy Piasta.
Nowa miotła już nie taka nowa…
Efekt nowej miotły nie utrzymał się w Warszawie zbyt długo. Owszem, na początku wydawało się, że Legia prowadzona przez Aleksandara Vukovicia tytułu mistrza Polski już nikomu nie odda. Legioniści pod wodzą Serba zaczęli od wysokiego zwycięstwa 3:0 u siebie z Jagiellonią, z którą właśnie polegli i tym samym oddalili się od obrony tytułu mistrza kraju.
Serbski szkoleniowiec miał na koncie nawet cztery zwycięstwa z rzędu, ale na dzisiaj, i co najważniejsze na kolejkę przed końcem rozgrywek, jego bilans nie jest tak kolorowy. Legia pod jego wodzą zdążyła już zaliczyć trzy porażki – wszystkie w rundzie finałowej. Dodatkowo warto odnotować dość „szczęśliwą” stratę dwóch punktów z Pogonią Szczecin. Albowiem podopieczni Vukovicia powinni się cieszyć, że zeszłej niedzieli nie zeszli z boiska na tarczy…
Dzisiaj mija niespełna tydzień od podpisania nowego kontraktu z obecnym trenerem Legii. Prezes Mioduski może być lekko zaniepokojony tym, że jego podopieczni nie dość, że rozdają punkty na lewo i prawo, to dodatkowo ich styl jest po prostu nijaki. Trudno powiedzieć coś dobrego na temat gry legionistów w dwóch ostatnich meczach. Można powiedzieć, że dla prezesa jest to test, w którym ten musi zaufać i co za tym idzie – dać szansę obecnemu szkoleniowcowi jeszcze się wykazać.
– Wydaje mi się, że ta pierwsza połowa nie była aż taka słaba. Gdybyśmy zagrali tak parę dni temu, to dziś pewnie bylibyśmy w innej sytuacji. Druga za to była naszą dominacją. Nie mogę mieć jednak pretensji do chłopaków. Gola straciliśmy w głupi sposób. Wieteska, który wbił „swojaka”, rozegrał bardzo dobry mecz – mówił na gorąco po środowym spotkaniu w rozmowie z Canal+ Dariusz Mioduski. – – dodał prezes obecnych mistrzów Polski.











