Górnik Zabrze – Legia Warszawa to pojedynek, który od najwcześniejszych lat istnienia polskiej piłki elektryzuje wszystkich fanów ekstraklasy. Mierzą się w końcu ze sobą dwie najbardziej utytułowane drużyny w naszym kraju. Choć faworyt przed meczem był znany i faktycznie wygrał, zabrzanie postawili rywalom ze stolicy bardzo trudne warunki. Ostateczny wynik – 1:0 dla warszawian.
Legia wygrała z Górnikiem 1:0 i choć mecz nie przebiegał cały czas pod ich pełne dyktando, wiceliderzy polskiej ekstraklasy ostatecznie mogą być zadowoleni ze swojej dyspozycji. Legia Warszawa pokazała, że nawet grając bez jednego zawodnika przeciwko silnemu rywalowi, jest w stanie triumfować. Takimi meczami często wygrywa się mistrzostwo i choć Raków dalej prowadzi w ligowej tabeli, Legia tym spotkaniem postawiła potężny krok ku temu, aby dogonić rywali z Częstochowy.
Organizacja w defensywie robiła wrażenie
Pierwsza połowa była, pomijając wynik, ogólnie zadowalająca dla obu ekip. Legia była w niemal nieustannym natarciu, ale Górnik nie pozostawał bierny wobec tej postawy. Oczywiście również atakował, jednak kluczowe w starciach z lepszymi drużynami jest to, aby dobrze się bronić i zasłaniać dostęp do bramki. Co jak co, ale podopieczni Bartoscha Gaula spisywali się w tym aspekcie lepiej niż dobrze. „Górnicy” dawno nie byli w obronie tak dobrze zorganizowani. Mimo dobrego meczu Legii, która stale naciskała, goście przez długi czas nie mogli się przez ten monolit przebić.

Warto dodać, że defensywa była na tyle zdyscyplinowana, że właściwie było mało stresujących momentów. Kilka strzałów z dystansu, zablokowane uderzenia i jedna groźniejsza akcja (akurat zakończona golem). Właściwie tyle. Rywal bardzo wymagający, a mimo to Górnik grał przez większość czasu w odpowiedni sposób. W końcu! Ostatnio w ekipie zabrzan widać coraz większy postęp.
Ernest Muci w końcu cieszy swoją grą
Pierwszy akapit poświęcony był Górnikowi Zabrze, który wyglądał bardzo dobrze, więc zasługiwał na pochwały. Legia bowiem faktycznie dochodziła do niewielu sytuacji. Co zatem sprawiło, że goście ostatecznie byli w stanie wywieźć z Zabrza trzy punkty? W dużym uproszczeniu można zamknąć to w dwóch słowach – Ernest Muci. Albańczyk znany jest z tego, że zalicza wyłącznie lepsze momenty, jednak na dłuższą metę nie jest w stanie wiele dać drużynie. Często zdarzały mu się błędy albo bywał zwyczajnie niewidoczny i przechodził obok meczów. Jednak nie dzisiaj. Aktywny to mało powiedziane. 21-latek uczestniczył w niemal każdej akcji „Wojskowych” i nawet braku liczb nikt mu nie może zarzucić. To za sprawą jego genialnego podania do Pekharta Legia otworzyła wynik.











