Legia Warszawa pokonała Wisłę Kraków 2:0 po golach Łukasza Zjawińskiego i Rafała Adamskiego. Zwycięstwo zasłużone, bo zespół ze Stolicy zdominował przyjezdnych. Narzucili swoje zasady, dali więcej konkretów, prezentowali się lepiej wizualnie. Niestety, po tym meczu znów trzeba będzie porozmawiać o sędziowaniu. Raczej nie będzie to miła pogawędka, a bezlitosny rant – na polskich boiskach dzieją się bowiem rzeczy kuriozalne.
Spodziewaliśmy się lepszego widowiska. Z pewnością, większej liczby goli. Wisła Kraków strzela dużo goli, ale jej defensywa niekiedy przecieka. Dlatego na mecze „Białej Gwiazdy” niecierpliwie czekamy i lubimy je śledzić. Tym razem podopieczni Mariusza Jopa nie uraczyli nas golami. Choć różnica punktowa między Legią a Wisłą nie jest wielka, dzisiejszy mecz pokazał, że oba zespoły dzieli różnica w jakości.
Legia Warszawa kontrolowała mecz, niepewny Marcel Łubik
„Wojskowi” kontrolowali przebieg gry. W 18. minucie spotkania fenomenalny strzał z woleja oddał Łukasz Zjawiński. Uderzenie wpadło do siatki Marcela Łubika i otworzyło wynik meczu. Szczególnie męczący dla golkipera gości musiał być ostatni kwadrans. Ewidentnie mocno spragniony gola był Rafał Adamski, który w tym okresie oddał kilka mniej lub bardziej groźnych prób. Groźne strzały z dystansu oddawał także Damian Szymański.
Znów centralną postacią dzisiejszego meczu był Marcel Łubik. Bramkarz Wisły Kraków jest niezwykle trudny do oceny. Potrafi bronić takie strzały, jakie mało kto by wyjął. Ma na swoim koncie sporo naprawdę świetnych występów. Dobrze radził sobie także w barwach Górnika Zabrze. Parę razy na mecz podejmuje jednak niewytłumaczalną decyzje. I to już nie jest kwestia boiskowej odwagi, gry na większym ryzyko, a dekoncentracji i podejmowania irracjonalnych decyzji. W 68. minucie meczu wyszedł wysoko z bramki i wykopując piłkę trafił na Jakuba Żewłakowa. Sytuacja tak kuriozalna, że piłkarze Legii nie wiedzieli do końca co się dzieje i nie byli w stanie ułożyć na tyle składnego planu, by wykorzystać fatalny błąd i nienaturalne ustawienie Łubika. W 4. minucie doliczonego czasu gry Łubik zagrał piłkę wprost do wbiegającego Michala Sevcika. Znów, szczęścia, że Czech prezentu nie przyjął.
Chwilowy fart Łubika na nic się zdał, bo dwie minuty później musiał już wyciągać piłkę z bramki. James Igbekeme stracił piłkę na rzecz Jakuba Żewłakowa. Młody zawodnik zagrał do Rafała Adamskiego, a ten po wielu próbach doczekał się gola.
Kacper Chodyna z kolejnym słabym występem
Kibice Legii Warszawa pewnie nie byli pocieszeni obecnością Kacpra Chodyny w wyjściowej jedenastce. Spotkanie z Wisłą Kraków raczej nie zmieniło ich podejścia, bowiem wahadłowy „Wojskowych” był jednym ze słabszych punktów gospodarzy. W 79. minucie holował piłkę po lewej stronie boiska, wszedł w pole karne, ale tam powstrzymał go Raoul Giger. Były gracz Zagłębia Lubin psuł wiele ofensywnych akcji Legii Warszawa. Sporo szczęścia, że dziś jego koledzy z zespołu radzili sobie dużo lepiej.
Wisła Kraków ma prawo mieć pretensje do sędziów
Niestety, nie da się opowiedzieć o meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków pomijając sędziowskie kontrowersje. Wczoraj powody do narzekania na poziom sędziowania mogli mieć kibice Jagiellonii, dzisiaj niepocieszeni będą fani z Krakowa. W 1. połowie sędzia nie użył gwizdka, gdy w polu karnym niebezpiecznie zachował się Bartosz Kapustka względem Juliana Erthalera.
Warto nadmienić, że bramka otwierająca wynik meczu padła po aucie dla Legii Warszawa, który ewidentnie należał się Wiśle Kraków. Sędzia liniowy stał tuż obok sytuacji. Arbitrem głównym spotkania był Damian Sylwestrzak.
Zwycięstwo sprawia, że Legia Warszawa wciąż jest jedyną niepokonaną drużyną w lidze. „Wojskowi” są na 3. miejscu, tracą trzy oczka do lidera, Górnika Zabrze i mają identyczny dorobek punktowy co drugi w tabeli Lech Poznań. Wisła Kraków spada na 5. pozycję.










