Już w 49. minucie meczu kibice zasiadający na „Żylecie” mogli z dumą zaśpiewać „Mamy lidera!”. Bramkę po rzucie rożnym zdobył lewy obrońca gospodarzy, Adam Hlousek, utwierdzając fanów stołecznej ekipy, że wygrają tego wieczoru z Ruchem Chorzów, wskakując tym samym na pozycję lidera.
Goście przed przyjazdem ze Śląska do stolicy Polski mieli łatkę bardzo dobrze zorganizowanej na tyłach drużyny. Zero straconych goli na wiosnę najlepiej to oddawało. Wiadomo, że wszyscy spodziewali się, że bramkarz „Niebieskich”, Putnocky będzie miał w Warszawie więcej pracy między słupkami niż w dwóch dotychczasowych meczach z Zagłębiem i Górnikiem, ale chyba nikt nie spodziewał się, że finalnie skapituluje po wybicio-strzale własnego obrońcy, Pawła Oleksego (fakt, że bramka nie powinna zostać uznana, dogrywający Nikolić w momencie podania znajdował się na spalonym).
https://vine.co/v/igBIVKMwXxY
Scenariusz od początku był dość klarowny i łatwy do przewidzenia. Podopieczni Waldemara Fornalika ustawili się trójką w środku (Surma, Iwański, Lipski) z zamiarem wyprowadzenia piłki spod własnej bramki krótkimi podaniami po ziemi. Łukasz Surma wchodził między stoperów i starał się dokładnie rozegrać piłkę, co jednak nie było tak łatwe, bo swoim dobrze znanym pressingiem podchodzili legioniści.
Sam sposób wykonywania pressingu był skuteczny, wychodził o wiele lepiej niż w wyjazdowym starciu z Zagłębiem. Gorzej jednak wyglądało rozegranie piłki po jej odzyskaniu. We wstępnych etapach spotkania było z tym nieco problemów, co można usprawiedliwić nieco innym stylem gry, bez nominalnych skrzydłowych.
Ruch miał bardzo dużo problemów z wyprowadzaniem ataków, czego dowodem jest fakt, iż w pierwszej części nie oddał celnego strzału na bramkę Arkadiusza Malarza. Odcięty od podań był Stępiński, mało widoczni Mazek i Podgórski, a więc trójka stricte ofensywna. Wyróżniał się (nie pierwszy, i nie ostatni raz w tej kampanii) Patryk Lipski. Często dzięki jego technice i umiejętności wyzwolenia się spod pressingu pomagały jego kolegom w wymienieniu więcej niż jednego, dwóch podań.
Fani piątej, przed tą kolejką gier, siły ekstraklasy zapewne liczyli, iż przerwa i możliwość przyjęcia nowej strategii dadzą ich ulubieńcom nowe możliwości. Nic bardziej mylnego. Legia szybko wywalczyła rzut rożny, a ten zapewnił jej wcześniej wspomnianą bramkę.
https://vine.co/v/igB3u5eTtOg
Od tego już nie było ucieczki. Gol numer dwa dał zawodnikom Stanisława Czerczesowa jeszcze więcej pewności siebie, Ci kreowali kolejne okazje, a Ruch nie mógł się otrząsnąć. Bardzo dobre zawody zagrał Ondrej Duda (wybrany przez kibiców piłkarzem meczu) pierwszy raz załapawszy się do podstawowego składu w tym roku kalendarzowym.
Słowak za sprawą swojej techniki i szybkości podejmowania decyzji miał spory wpływ na to bardzo skuteczne i efektowne rozegranie piłki na połowie gości. Widać, że dobrze przepracował okres przygotowawczy, jest w formie i dobrze czuje się z piłką przy nodze.
Wszystkie te efektowne akcje miały jednak miejsce po szybkim odzyskaniu piłki spod nóg rywala i automatycznym przerzuceniu jej do gracza formacji ofensywnej. Gra warszawian wyglądała o wiele mniej atrakcyjnie, gdy byli zmuszeni, przez postawę rywala, rozgrywać atak pozycyjny.











