O rywalizacji Legii z Lechem w XX wieku można mówić naprawdę wiele. Więcej tu. Tylko że koloryt został tym meczom nadany dopiero w XXI wieku, kiedy to oba kluby niemal równocześnie stały się klubami wiodącymi prym w naszej ekstraklasie. Starcia w finałach Pucharu Polski, bezpośrednie mecze rozstrzygające o tytule Mistrza Polski do dziś powodują ciarki na plecach kibiców obu drużyn.
Legia – Lech: Finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej
Po niespodziewanym wygraniu z Legią Warszawa w Poznaniu 2:0, Lech do Warszawy jechał z jasnym zadaniem – za wszelką cenę nie stracić tej przewagi. Choć 2:0 jest niebezpiecznym wynikiem, to autor tego kultowego już cytatu zasiadał na ławce rezerwowych Lecha w roli trenera. Lech po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej borykał się z problemami finansowymi. Przed decydującym meczem w Warszawie Lech miał ciekawe 11 dni.
Legia przed własną publicznością wygrała 1:0, a więc nie zdołała odrobić strat. Kuriozalne sceny miały miejsce w czasie wręczania medali na trybunie krytej. Podopiecznym Michniewicza kibice zrywali medale.
– Bardzo ważnym meczem był majowy sprzed 21 lat, kiedy w pierwszym meczu finałowym o Puchar Polski drużyna Lecha pokonała u siebie Legię 2:0 i po niespodziewanym zwycięstwie znacząco przybliżyła się do trofeum, które ostatecznie zdobyła. Tamten PP był niespodziewany, bardzo cenny – był to w końcu zupełnie inny Lech od tego obecnego. (…) – ocenił Arkadiusz Szymanowski z KKSLECH.com.
Ćwierćfinałowy dwumecz Legia – Lech
Legia miała okazję zrewanżować się za przegrany finał Pucharu Polski już w następnym sezonie. Po pierwszym meczu w Poznaniu wynik nie został otwarty, więc o wszystkim decydował mecz na Łazienkowskiej. W meczu na Legii również zapowiadało się remisowo. Po bramkach Vukovicia i Zakrzewskiego na tablicy widniał wynik 1:1. Aż do 90. minuty, kiedy to Mariusz Mowlik pokonał swojego bramkarza. Legia awansowała do półfinału, w którym po karnych przegrała z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski.
– Do tego mecz z sezonu 2004/2005 w Pucharze Polski. Wtedy w ćwierćfinale był mecz i rewanż. W Poznaniu było 0:0, w Warszawie długo utrzymywał się rezultat 1:1, który promował „Kolejorza”. Ale w 90. minucie trafieniem samobójczym popisał się Mariusz Mowlik – dodał Marcin Szymczyk LEGIA.net.











