W pierwszym meczu 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Ruch Chorzów przegrał z Lechią Gdańsk 0:1. Przez większość spotkania przeważali goście znad morza, co udokumentowali golem z 86. minuty. Ruch odniósł pierwszą ligową porażkę na własnym stadionie w tym sezonie.
Początkowe minuty spotkania w Chorzowie były bardzo szarpane. Przeważała walka w środku pola, a składnych akcji było jak na lekarstwo. Lekką przewagę uzyskali lechici próbujący prowadzić grę na połowie „Niebieskich”. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce właśnie po akcji gdańszczan. Z lewego skrzydła do środka zbiegł Wiśniewski i oddał bardzo mocny i celny strzał. Tylko dzięki świetnej interwencji Peskovicia chorzowianie nie stracili bramki. Piłka leciała prosto pod poprzeczkę, ale słowacki golkiper zdołał ją wybić na rzut rożny.

W 18. minucie po rzucie rożnym mocno zakotłowało się w polu karnym przyjezdnych. Strzał próbował oddać Panka, jednak w ostatniej chwili jego uderzenie zostało zablokowane, a piłka wyszła na kolejny rzut rożny. Trzy minuty później na następny strzał z dystansu zdecydował się Piotr Wiśniewski, ale nie był on tak celny jak poprzednie uderzenie. Lechici bardzo wysoko podchodzili do obrońców Ruchu, co uniemożliwiało chorzowianom dokładne wyprowadzenie piłki.
„Niebiescy” zupełnie nie przypominali drużyny, która w ubiegłym tygodniu pokonała Piast na jej obiekcie 3:1. Piłkarze Ruchu nie byli w stanie zagrozić bramce Lechii. Goście natomiast ciągle atakowali, ale brakowało im kropki nad „i”. Widać było brak kontuzjowanego Traore, a zastępujący go Grzelczak to trochę niższa półka. Niespodziewanie w doliczonym czasie gry piłka wpadła do bramki Lechii, ale Kuświk – strzelec tego gola – w momencie podania był na pozycji spalonej. W końcu dobra akcja gospodarzy. Zaraz po tym sędzia zakończył pierwszą połowę.
Drugą część zaskakującym uderzeniem z ponad 40 metrów rozpoczął Machaj. Pomocnikowi Lechii niewiele brakowało, żeby zaskoczyć bramkarza Ruchu. 180 sekund po tym zdarzeniu świetną okazję miał Ricardinho. Brazylijczyk oddał strzał, jednak nogami interweniował Pesković, wybijając piłkę przed pole karne. Bardzo dobry początek „Biało-zielonych”. W 57. minucie na boisku pojawił się Arkadiusz Piech. Na trybunach chorzowskiego stadionu zrobiło się głośniej, a gra Ruchu nieco się polepszyła. Minutę po swoim wejściu na murawę Piech oddał pierwszy strzał z ostrego konta. Buchalik nie mógł tego nie obronić.
Przewaga Lechii zdecydowanie zmalała. Gospodarze wzięli się do roboty i to oni prowadzili grę w drugiej części meczu. Ciągle jednak brakowało czystych sytuacji bramkowych. W 70. minucie z dystansu uderzał wprowadzony wcześniej Kacper Łazaj. Strzał młodego lechisty zmierzał w światło bramki, ale na wysokości zadania stanął Pesković, który wybił futbolówkę za linię końcową. W 77. minucie na polskim gruncie zadebiutował Christopher Oualembo, który zmienił mało widocznego Piotra Grzelczaka.











