Nie da się ukryć, że triumf w Pucharze Polski jest najłatwiejszą drogą do europejskich rozgrywek. Wystarczy zwyciężyć w sześciu spotkaniach, co przy dodatkowym szczęściu w losowaniu jest znacznie łatwiejsze niż zajęcie czołowej lokaty w rozgrywkach ligowych. Doskonale zdają sobie z tego sprawę szkoleniowcy ekstraklasowych ekip, a w szczególności Waldemar Fornalik oraz Piotr Stokowiec, których drużyny zmierzyły się w drugim ćwierćfinale. Po 90 minutach lepsi okazali się gdańszczanie i to oni zagrają w półfinale!
Przed dzisiejszym meczem można było znaleźć głosy, jakoby miał to być przedwczesny finał. W 1/4 finału Pucharu Polski zmierzyli się bowiem ze sobą zeszłoroczni triumfatorzy Pucharu Tysiąca Drużyn oraz obecni mistrzowie Polski. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że ostatnie mecze z udziałem Lechii i Piasta były niezwykle interesujące. Można tylko wspomnieć o spotkaniach sprzed roku, kiedy to lechiści zostali zdominowani na swoim stadionie przez ekipę „Piastunek”, choć wygrali 2:0, a ci niecały miesiąc później zrewanżowali się gdańszczanom po rundzie zasadniczej.
Nie można też nie wspomnieć o Superpucharze Polski z sierpnia. Wówczas Lechia pokonała Piasta 3:1 na jego stadionie i nie dało się ukryć, że dzisiejsze starcie mogło być doskonałą okazją do rewanżu dla podopiecznych Waldemara Fornalika. Dodatkowo gliwiczanie mogli się dzisiaj zrewanżować za ostatnie pomiędzy obiema ekipami starcie w Pucharze Polski. 24 sierpnia 2016 roku po rzutach karnych lechiści wyeliminowali Piasta z rozgrywek o Puchar Tysiąca Drużyn już w 1/16 finału. Warto też wspomnieć, że gdańszczanie musieli wówczas kończyć spotkanie w dziewięciu. Lechia przetrwała 120 minut i ostatecznie triumfowała po serii „jedenastek”, w której największym pechowcem okazał się Patrik Mraz z Piasta Gliwice, a karnego na wagę awansu zdobył wówczas Jakub Wawrzyniak.
Małe duże zmiany
Gliwiczanie przyjechali do Gdańska rozpędzeni triumfem nad obecnym liderem PKO Ekstraklasa – Legią Warszawa. I co ciekawe, Waldemar Fornalik delegował na dzisiejsze spotkanie osiem nowych twarzy względem ostatniego ligowego starcia. Natomiast Lechia Gdańsk wyszła dzisiaj najsilniejszym możliwym składem. A warto tutaj wspomnieć, że w ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Lubin w podstawowej jedenastce zabrakło Flavio Paixao, którego prawdopodobnie chciał oszczędzać przed ćwierćfinałem Pucharu Polski Piotr Stokowiec.
Od samego początku nie dało się nie odnieść wrażenia, że obu drużynom tak samo zależy na awansie do półfinału. Już w 3. minucie spotkania pierwszy groźny strzał na bramkę gospodarzy oddał Patryk Tuszyński. Niedługo później niebezpieczne dośrodkowanie Filipa Mladenovicia zamknął strzałem głową Patryk Lipski, który skierował piłkę w poprzeczkę. I tak naprawdę nie dało się narzekać na poziom rozgrywanego meczu. Na pierwsze trafienie w tym spotkaniu czekaliśmy do 36. minuty, kiedy to Jaroslav Mihalik świetnym dośrodkowaniem wypatrzył w polu karnym Mladenovicia i lewy obrońca Lechii bez najmniejszego problemu skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Jakuba Szmatułę. Jednakże trafienie to zostało anulowane, gdyż jeden z „Budowlanych” znajdował się na spalonym.










