Zagłębie Lubin przegrało u siebie 1:3 z Lechią Gdańsk. Goście byli w tym spotkaniu zespołem lepszym. Lubinianie zagrali dramatycznie słabe spotkanie, do gry biorąc się dopiero przy stanie 0:2. Ostatnie minuty przyniosły odrobinę emocji i dramaturgii, jednak Lechia przełamała fatalną passę i wygrała pierwszy raz od końcówki sierpnia!
Na pierwszą groźną akcję czekać trzeba było do 9. minuty. Po rzucie rożnym piłka powędrowała do Deleu, który dośrodkował na pole bramkowe. Debiutujący w bramce „Miedziowych” Tomasz Ptak wybił piłkę przed pole karne, gdzie dopadł do niej Madera, który bez zastanowienia strzelił. Bramkarz Zagłębia odbił futbolówkę tak niefortunnie, że ta niechybnie wpadłaby do siatki, gdyby nie przytomna interwencja jednego z obrońców gospodarzy, który wybił ją z linii bramkowej.

Gospodarze próbowali atakować, jednak ich akcje zazwyczaj kończyły się mało groźnymi uderzeniami głową Papadopulosa czy Piecha. W Lechii dobre wrażenie robił Matsui, który, popisując się nienaganną techniką, umiejętnie utrzymywał się przy piłce i dobrze rozdzielał ją po skrzydłach. W 18. minucie znów było groźnie pod bramką Ptaka, jednak po kolejnym rzucie rożnym i rzucie piłki przed pole karne strzał Frankowskiego został wybity przez Cotrę. Co się nie udało Frankowskiemu wtedy, udało się już minutę później. Matsui świetnie wypuścił na skrzydle Oualembo, ten zagrał na jedenasty metr do młodego pomocnika Lechii, który bez zastanowienia huknął z wapna prosto do siatki!
Już cztery minuty później gospodarze mieli świetną okazję do wyrównania. Tuż przed polem karnym Matsui faulował Bilka, a do rzutu wolnego podszedł Jeż. Strzał piłkarza gospodarzy nie był zły, jednak jego intencje świetnie przeczytał Bąk i nie miał problemów ze skuteczną interwencją. Wszystko dawał z siebie Piech, kryty przez dwóch rywali i powalony na ziemię potrafił dokładnie odegrać piłkę na skrzydło do swoich kolegów, jednak celowniki gospodarzy były rozregulowane nawet przy dośrodkowaniach, o strzałach nie wspominając.
Dalsza część pierwszej połowy to starcia w środku pola i niewiele akcji ofensywnych. Jeśli piłka wędrowała pod pole karne którejś ze stron, to zazwyczaj po wrzutkach z rzutów wolnych. Szarpać próbowali Tuszyński z jednej, a Piech z drugiej strony, jednak zupełnie bez skutku. Gospodarzom brakowało pomysłu na rozbicie dobrze ustawiającej się defensywy gdańszczan. Szczególnie w środku pola „Miedziowi” nie imponowali zaangażowaniem. Nawet jeśli któryś z zawodników Oresta Lenczyka decydował się na bardziej zdecydowany atak, to osamotniony nie był w stanie skutecznie strzelić czy rozegrać piłki. Lechia ograniczała się do oddalania gry od swojego pola karnego i taktyka ta przynosiła skutek. Pierwsza połowa skończyła się zasłużonym prowadzeniem gości.













