Nikt w Poznaniu po takich transferach nie przyjmie do świadomości tego, że Lech Poznań nie zdobędzie mistrzostwa Polski. To nie przejdzie. Nie po takich wzmocnieniach. Nikogo w Wielkopolsce nie będzie interesowało to, że Raków dokonał hitowego transferu Sonny’ego Kittela, a Legia przedłużyła kontrakt z Josue. Wszyscy są skoncentrowani na jednym celu, czyli żeby powrócić na tron.
Po sezonie albo będziemy mówić, że Lech spełnił oczekiwania, albo że po raz kolejny narobił nadziei kibicom i pokpił sprawę. Nikt nie będzie zadowolony z czegoś innego na koniec niż mistrzostwo. Każdy inny wynik będzie porażką. Nawet ten występ w kwalifikacjach do Ligi Konferencji jest sprawą drugorzędną. Jeśli uda się wygrać mistrzostwo, wszyscy błyskawicznie o tym zapomną. Zajście do fazy grupowej byłoby jedynie dodatkiem i deserem po daniu głównym, jakim jest PKO Ekstraklasa.
Lech Poznań – wielkie transfery
Inne byłoby podejście do tego sezonu kibiców Lecha, gdyby nie rewelacyjne transfery. Rzecz jasna na papierze, bo w akcji dopiero je zobaczymy. Mało tego, oprócz tego pożegnano się tylko z Michałem Skórasiem i Pedro Rebocho. Byli to oczywiście ważni gracze, Skóraś w zasadzie był kluczową postacią, ale ich zastąpiono zawodnikami, którzy są w stanie wejść w ich buty. Nie zdziwimy się, jeśli „Kolejorz” w ogóle nie odczuje ich braku. Mówimy zatem o top przyjściach, bo to są tacy zawodnicy, że gdybyśmy spojrzeli na nich przed okienkiem, to trudno byłoby uwierzyć, że mogą trafić do PKO Ekstraklasy.
Przede wszystkim takimi zawodnikami są dwaj skrzydłowi, czyli Ali Gholizadej i Dino Hotić. Ten pierwszy to „zachcianka” Johna van den Broma. Holendra bardzo uszczęśliwiło zakontraktowanie Irańczyka i jest wręcz przekonany, że zostanie on gwiazdą ligi. Haczyk jednak jest jeden. Na boisku zobaczymy go dopiero w okolicach września. Pytanie, jakie nastroje wówczas będą panowały w Lechu. Oby dobre.
Do tego czasu brylować w ofensywie „Kolejorza” ma Bośniak. Do tej pory do naszej ligi przychodzili gracze z ligi belgijskiej, którzy w niej raczej nie grali, to tutaj mamy przypadek zawodników, którzy regularnie grali w Belgii. Gholizadeh pewnie gdyby był zdrowy, nawet by nie spojrzał na ofertę z Polski, a Hotić nie dogadał się z Cercle Brugge. Nie chodziło jednak o sprawy sportowe. Warto zaznaczyć, że jest to pięciokrotny mistrz Słowenii z Mariborem, a do Poznania przychodzi, bo chce grać w europejskich pucharach.











