Ruszyła lokomotywa? Tego jeszcze nie powiemy, ale Lech w końcu ruszył z miejsca. Chociaż dał powody, żeby uwierzyć, że jest to mistrz Polski. To ten zespół, który wygrał rywalizację z silnym Rakowem. „Kolejorz” pogrążony w kłopotach defensywnych w końcu pokazał tę zapowiadaną ofensywną grę, jaką preferuje John van den Brom. Lech Poznań pokonał Dinamo Batumi 5:0.
Lech Poznań zaliczył falstart. O samo odpadnięcie z Ligi Mistrzów nie można mieć większych pretensji. Po prostu trafili na mocniejszego rywala. Chodziło bardziej o wstydliwą porażkę w Baku. Na Superpuchar można machnąć ręką. Nic się nie stało, ale jak do tego doszła porażka ze Stalą Mielec u siebie, to w Poznaniu zaczęło robić się gorąco. Złe mecze się spotęgowały. Cztery spotkania, dwie zdobyte bramki i dziewięć straconych.
A jakby tego było mało, te cztery mecze pokazały wszystkie niedostatki Lecha. Gadanie o szerokiej kadrze zostało błyskawicznie zaorane. Jeśli John van den Brom musiał na stoperze wystawić 19-letniego debiutanta Pingota, Kvekveskiriego, który drugi raz grał na tej pozycji, a w meczu z Dinamem grał tam Barry Douglas, to znaczy, że coś jest ewidentnie nie tak. Śmiesznie brzmiała odpowiedź trenera w przedmeczowym wywiadzie dla TVP Sport. Coś w stylu: „Barry mówił, że kiedyś tam grał, nawet na poziomie Premier League, więc dzisiaj tam zagra”. To pokazuje jednak, że Holender wciąż poznaje drużynę, ale mecz z Dinamem udowodnił, że Lech ma potencjał i umiejętności. Takiego wyniku się nie spodziewaliśmy.
Lech Poznań ruszył z miejsca
Wszyscy widzieliśmy kamień z serca, jaki spadł holenderskiemu trenerowi po czwartej bramce. Nie dziwimy się, bo dwumecz z Dinamem Batumi był momentem prawdy. Wóz albo przewóz. W ciągu miesiąca Lech mógł przegrać praktycznie wszystko. Zakładamy już, że „Kolejorza” obejrzymy w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Konferencji. Żeby roztrwonić wynik 5:0, musieliby zagrać zdecydowanie gorzej niż ze Stalą i Qarabagiem, a to raczej wykluczamy.
Tak wysokie zwycięstwo daje Lechowi nie tylko przepustkę do następnej rundy, ale oddech świeżego powietrza. Coś, co było bardzo potrzebne. Nawet żeby naładować się psychicznie na kolejne tygodnie, które wcale nie będą łatwiejsze. Wynik 5:0 oznacza, że Lech Poznań rusza z miejsca. John van den Brom kupił sobie czas i zaufanie, które niektórzy zaczynali do niego tracić.











