Lech Poznań notuje fatalny początek sezonu. Zamiast spożytkować sukces, jakim było mistrzostwo Polski, marnuje wszystko. Wrócił do punktu wyjścia, czyli niezadowolenia kibiców, miejsca w środku stawki i przeciętnej kadry – „stary dobry Lech”. Jak za czasów schyłkowego Dariusza Żurawia. W Poznaniu co roku zaczynają od zera, tak jak Fibonacci.
Lech Poznań zamiast przejść lekką ewolucję, przechodzi rewolucję, by za rok przeprowadzić kolejną. Zazdrościmy logicznego myślenia. Odejścia Kamińskiego czy Kędziory były pewne od kilku miesięcy. Na przykład już takiego Kownackiego można było zatrzymać. Fakt jest jednak taki, że „Kolejorz” był przygotowany do bardzo ważnego okienka transferowego jak Artur Rudko na mecz z Karabachem. Ba, on zepsuł sprawę już zimą. Nie przygotował się na mistrzostwo. Znów zabrakło długofalowej myśli, którą prezentuje między innymi Raków.
Lech Poznań ściąga słabych zawodników?
Gdybyśmy porównali transfery Lecha i Rakowa z ostatnich, załóżmy, trzech lat, to dysproporcja byłaby wielka, a przecież to „Kolejorz” wydał więcej pieniędzy, a jednak większość wzmocnień była po prostu wielkim zawodem. Można to zrzucić na skauting. Pewnie będzie to prawdą, ale Michał Świerczewski z Robertem Grafem są być może po prostu lepszymi negocjatorami. Powodów jest wiele.
Coś jest jednak nie tak, jeśli od dwóch lat Lech nie jest w stanie znaleźć skrzydłowego, który odnajdzie się w Poznaniu. A przecież kandydatów było już kilku. Jan Sykora? Wyróżniający się skrzydłowy ligi czeskiej, w poprzednim sezonie mistrz Czech. Kristoffer Velde? Najlepszy drybler w lidze norweskiej, który w Polsce nie potrafi minąć rywala i przewraca się o własne nogi. Adriel Ba Loua? Swoją szybkością miał straszyć nie tylko w lidze, ale też w Europie. Zresztą przyszedł do Polski wyłącznie dlatego, że Viktoria Pilzno miała kłopoty finansowe.
Ostatni przypadek. Gio Citaiszwili. Bardzo dobre wrażenie zostawił po sobie w Wiśle Kraków, a w Lechu nie może się w ogóle odnaleźć. Chłop stracił wszystkie swoje atuty. Sousa błagał go w Lubinie, żeby pograł z nim jakąś klepką, bo zobaczył na drugim skrzydle Velde, więc sobie odpuścił. Gruzin stwierdził jednak, że woli kiwać się sam ze sobą. Niech próbuje dalej. Nie jest to słaby zawodnik, a gra piach. No jak to wytłumaczyć?











