Lech Poznań w PKO BP Ekstraklasie pokazuje swoim rywalom, czym jest różnica w jakości. Lanie dostał Radomiak Radom, ukarano Śląsk Wrocław, wydawało się jednak, że naszpikowana nietanimi piłkarzami Korona Kielce będzie wyglądać nieco lepiej od poprzednich ekstraklasowych rywali Lecha. Dzisiejszy mecz podał w wątpliwość przyszłość Jacka Zielińskiego i boleśnie wypunktował braki w ekipie gości – brakowało świeżości, koncentracji w defensywie, Lech grał na nieosiągalnej dla Korony intensywności. Poznaniacy pokonują rywali 6:1. Zjawiskowy występ Pablo Rodrigueza. Ofensywny pomocnik miał udział w niemal każdym z goli – zaliczył trzy asysty i strzelił dwie bramki.
Lech Poznań, choć na postawę na ekstraklasowych boiskach narzekać nie może, przystępował do konfrontacji z Koroną Kielce po dotkliwej porażce z Bayerem Leverkusen 0:4. Fakt, że to „Aptekarze” byli górą w tym starciu, nikogo dziwić nie powinien. Różnica w jakości między Lechem Poznań a rywalem była jednak przeogromna, a liczne indywidualne błędy nie pomagały podopiecznym Nielsa Frederiksena w walce. Niemniej przed tygodniem „Duma Wielkopolski” dała Śląskowi Wrocław bolesną lekcję futbolu, dzięki czemu utrzymała się na 3. miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
Piorunujące otwarcie Lecha Poznania
Lech Poznań ewidentnie chciał nawiązać do postawy z konfrontacji z podopiecznymi Ante Simundży. Już w 4. minucie znakomitym dośrodkowaniem popisał się Pablo Rodriguez. Świetny strzał głową wykonał Patrik Walemark i otworzył wynik meczu.
Gospodarze chcieli się zabawić i pokazać, że mimo wszystko nie bez powodu czwartki spędzają na europejskich murawach, a nie przed telewizorem. W 6. minucie po dograniu Joela Pereiry wynik podwyższył Pablo Rodriguez. W obu sytuacjach defensywa Korony Kielce wyglądała na ospałą. Nie nadążała za piłkarzami mistrza Polski, zostawiała ogrom przestrzeni piłkarzom, którym pod żadnym pozorem nie powinnna dawać choćby centymetra.
Przełamanie Mikaela Ishaka
Korona Kielce po stracie dwóch goli próbowała przejąć inicjatywę. Rzeczywistość wyglądała tak, że owszem, konstruowała ataki, ale raczej na warunkach gospodarzy. Najbardziej chętni do transportowania piłki bliżej bramki Mateusza Lisa byli Camillo Mena i Michael Ameyaw. W drugim kwadransie gry bardzo długo na murawie leżał Ondrej Lingr. Finalnie skończyło się interwencją ratowników medycznych i przewiezieniem do szpitala. Za Czecha wszedł Martin Remacle, czyli środkowy pomocnik usposobiony raczej defensywnie.











