Czasami choć jesteśmy zadowoleni z pewnych rzeczy, wciąż jest wiele do poprawy. Nie można popadać w samozachwyt. Zresztą nie znalazł się jeszcze taki trener, który dogodziłby wszystkim piłkarzom. Zawsze zdarzają się tacy, którzy są niezadowoleni albo pod formą. Dla wszystkich przychodzi jednak czas weryfikacji. Jesteś przydatny czy jednak nie. Dla kilku piłkarzy Lecha właśnie przyszedł czas weryfikacji.
Piotr Rutkowski, John van den Brom, jak i poznańscy kibice mogą być zadowoleni z rundy jesiennej, a mimo to wiele nazwisk zawodziło bądź oczekuje się od nich zdecydowanie więcej. To pokazuje potencjał tego zespołu, który w tym momencie, mimo szóstej lokaty, jest głównym faworytem do wicemistrzostwa. Holenderski trener ma jeszcze pole do popisu. Dla kilku zawodników będą to decydujące miesiące, bo choć zimowe okienko jest spokojne w wykonaniu „Kolejorza”, tak letnie nie do końca musi takie być. Czas zatem zweryfikować, kto może dłużej biegać w koszulce z napisem Lech Poznań. Make or break zawodników ze stolicy Wielkopolski.
Skarb kibica PKO Ekstraklasy: Lech Poznań – kontynuować długofalowy projekt klubu
Lech Poznań i jego golden boy
Na temat Filipa Marchwińskiego powiedziano już niemal wszystko. Od lat odgrzewany kotlet. Zdolny, młody, ale wciąż nierobiący progresu. To się już zrobiło nudne i męczące dla wszystkich. Prawda jest jednak taka, że „Marchewa” wciąż nie gra na miarę swojego potencjału, a za Johna van den Broma trochę szans dostał. Niby w niektórych meczach wyglądał przyzwoicie, jedynie nawiązując do swoich możliwości. Zdarzają się jednak takie spotkania, że kibice Lecha najchętniej zakopaliby go pod ziemią i nie kazali wychodzić.
Cierpliwość powoli się kończy. Po pierwsze, nie jest już taki młody. Powoli trzeba zacząć od niego wymagać jak od normalnego piłkarza. Wielu ludzi zapomniało, że Marchwiński nie ma już 18 lat. Znając van den Broma, swoje szanse dostanie, ale jego czas w Poznaniu pomalutku się kończy. Musi zacząć udowadniać swoją przydatność albo czas na zmianę środowiska. Kolejni wychowankowie wyjeżdżają, a Filip Marchwiński wciąż stoi w miejscu. To chyba ostatni dzwonek dla niego.











