W meczu inaugurującym trzecią serię spotkań w lidze włoskiej drużyna Lazio Rzym pokonała ekipę Fiorentiny. W zespole gospodarzy cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział Artur Boruc.
W pierwszym spotkaniu trzeciej kolejki Serie A na stadionie Artemio Franchi we Florencji miejscowa Fiorentina podejmowała podopiecznych Eduardo Rei ekipę Lazio. Oba zespoły do tej pory nie prezentowały takiej formy, na jaką liczyli kibice obu drużyn, w związku z tym spotkanie nie miało zdecydowanego faworyta.
Początek spotkania zaczął się od swoistej wymiany ciosów. Oba zespoły pokazały, że bardzo zależy im na maksymalnej zdobyczy punktowej. Pierwsza dobra sytuacja bramkowa miała miejsca już na wstępie meczu, kiedy to kibice nie zdążyli się jeszcze rozsiąść porządnie na sektorach. Na bramkę Fernando Muslery po pięknym dośrodkowaniu z lewej strony boiska przez Juana Vargasa strzelał Alberto Gilardino. Jak się okazało, nie wykorzystał dobrej sytuacji. W 9. minucie spotkania na indywidualną akcję zdecydował się nowy nabytek Lazio, Hernanes. Popisał się fantastycznym dryblingiem, mijając przy tym dwóch rywali, a następnie decydując się na strzał z około 20 metrów. W tym właśnie momencie czujnością w bramce wykazał się Sebastian Frey, jednocześnie udowadniając dobrą postawę w spotkaniu. Nie minęła chwila i na odpowiedź zdecydowali się ponownie gospodarze meczu. Wyjątkowo aktywny Cerci zagrał przed pole karne do wbiegającego Montolivo, lecz ten fatalnie spudłował po uderzeniu piłki z dystansu.
Kolejna warta odnotowania akcja meczu miała miejsce w 17. minucie, kiedy to znów dał o sobie znać Cerci, który po uporczywej walce z Ledesmą został sfaulowany w polu karnym. Sędzia spotkania Antonio Damato nawet przez moment się nie zawahał, dyktując rzut karny dla gości, którego z zimną krwią na gola zamienił Adem Llajić. Od 19. minuty na tablicy wyników widniał rezultat 1:0. Fiorentina w dalszym ciągu ani myślała odpuszczać, wręcz przeciwnie, napierała na bramkę rywali z jeszcze większym impetem. Ponownie najaktywniejszy na boisku Alessio Cerci próbował zaskoczyć bramkarza gości, lecz ten nie popełnił już błędu. Po tej właśnie sytuacji ekipa ze stolicy Włoch jakby otrząsnęła się po atakach gospodarzy. Ruszyła świetnym atakiem na bramkę Sebastiena Freya. Atakując prawym skrzydłem, przepiękną wrzutką w „szesnastkę” rywali popisał się Stefano Mauri, instynktem strzeleckim wyróżnił się zaś Ledesma, doprowadzając tym samym na stadionie we Florencji do remisu. Pierwsza połowa zakończyła się więc remisem 1:1.
Druga część spotkania zaczęła się od dość jednostajnego tępa. Leniwa drugą część meczu orzeźwiła się odrobinę w 58. minucie. Wtedy właśnie po dobrym dośrodkowaniem z prawej strony pola karnego na przeciwległą stronę do futbolówki złożył się niepilnowany Vargas, uderzając ją z woleja. Piłka trafiła jednak tylko w boczna siatkę. Po kolejnym nudnym okresie gry w 68. minucie Mauri urwał się obrońcom FIorentiny na lewym skrzydle, zagrał do Hernanesa a ten z kolei mocnym sytuacyjnym strzałem chciał zaskoczyć bramkarza Fiorentiny. Frey odbił piłkę wprost pod nogi Kozaka, a ten z kolei miał wymarzony początek spotkania, dając prowadzenie dla swojej drużyny. Dosłownie chwilę wcześniej wprowadzony na płytę boiska czeski napastnik wprawił w konsternację stadion Artemio Franchi.










