Do Pucharu Narodów Afryki coraz mniej czasu. Redakcja iGola stara się Wam przybliżyć nadchodzący turniej, którego Europa często nie dostrzega. O wypowiedź na temat imprezy w Gwinei i Gabonie Równikowym poprosiliśmy Wojciecha Łazarka. Były selekcjoner reprezentacji Polski część swojej trenerskiej kariery spędził właśnie w Afryce i doskonale orientuje się w tamtejszych klimatach.
Afrykańskie turnieje zawsze są wyjątkowe nie tylko ze względu na przebieg turnieju czy jego nieprzewidywalność, ale także z powodu terminu, w którym są rozgrywane, czyli środka zimy. Nie sądzi Pan, że wygodniej byłoby, gdyby PNA był rozgrywany latem, tak jak ostatnie mistrzostwa świata w RPA?
Wojciech Łazarek: Proszę Pana, byłem na jednej takiej konferencji szkoleniowej, gdzie wypowiadali się trenerzy reprezentacji i kierownictwa poszczególnych związków. W Afryce najsmutniejsza dla tej imprezy jest pogoda. Oni wszyscy sugerowali, że w tych warunkach organizmy poniosą zdecydowanie większą stratę, niż gdy zawodnicy wyjadą z klubów europejskich czy innych i powrócą. Część powróci po eliminacjach, część po ćwierćfinałach itd. Takie były dywagacje.
Czyli bardziej obciążające dla organizmów piłkarzy byłoby granie w Afryce latem niż obecne wyjeżdżanie w środku sezonu i rozgrywanie większej liczby spotkań niż normalnie?
Tak, oczywiście. Tak było przedtem, konferencja była pięć lat temu i wtedy podchodzono do tego z taką troską. Chociaż myślałem, że coś się zmieni, ale nic się nie zmieniło. Poszczególne federacje zrobiły taką otoczkę ochronną dla siebie i zawodników, którzy podpisują kontrakt. Zresztą obarczone to jest przepisami FIFA, według których na mistrzostwa świata i kontynentów kluby muszą zawodników oddać. No niestety, nikt nikomu nie odpuści.
W tym roku gospodarzami są Gwinea Równikowa i Gabon, które raczej nie kojarzą się kibicom z futbolowymi potęgami. Co może Pan powiedzieć o tych zespołach?
Statystycznie oraz sugerując się ostatnimi osiągnięciami, prawdą jest, że nikt specjalnie poważnie nie bierze wysokich umiejętności organizatorów tej imprezy. Ale nie zapominajmy, że w Afryce – nawet nie umiem tego dokładnie Panu opisać – niesamowicie wygląda dwuletni okres procesu szkolenia w klubach. To niby się nawarstwia, zawodnicy trenują, każda federacja ma jakieś ambicje i raptem wyskakują na kolejnych mistrzostwach duże indywidualności. W tym przypadku może być podobnie.
Bycie gospodarzem zobowiązuje, więc federacje tych państw mogły się zmobilizować i jest szansa, że czymś nas te drużyny zaskoczą?
Wie Pan, rozegrałem w Afryce osiemnaście spotkań na wyjazdach i wiem jak trudno jest i ze względu na publiczności, i ze względu na organizację imprezy, osiągnąć jakiś korzystny wynik. Myślę, że handicapem tych drużyn będzie niesamowita reakcja publiczności oraz stadiony, które na pewno, jak popularnie się mówi, ogrywają bądź robią wszystko, żeby czuć się dobrze w skróceniu dystansu, w grze przestrzennej. Gospodarze na tych stadionach trenowali i na pewno będą dobrze przygotowani.










