Za nami faza grupowa Pucharu Narodów Afryki 2012. Jak ten pierwszy etap turnieju ocenia ekspert iGola, polski trener z wielkim doświadczeniem pracy na Czarnym Lądzie, Wojciech Łazarek? Dlaczego według niego doszło do ostatniej tragedii w Port Saidzie? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie. Zapraszamy do lektury.
Eliminacje do PNA przyniosły wiele niespodzianek, ale ledwo zaczął się turniej i już odpadli niektórzy faworyci, m.in. Senegal i Maroko. Dlaczego naszpikowane gwiazdami zespoły (szczególnie Senegal) tak szybko pożegnały się z turniejem? To one były takie słabe czy może gospodarze, którzy awansowali ich kosztem, tacy silni?
Według Wojciecha Łazarka Senegal się skompromitował (fot. Mtnfootball.com)
Ze smutkiem muszę powiedzieć, że te mistrzostwa dotychczas były słabymi mistrzostwami. Nigdy nie przypuszczałem, że mogą one być aż tak marne. Ale na to złożyło się wiele czynników. Przede wszystkim Afrykańska Wiosna spowodowała, że w turnieju nie wzięły udziału takie afrykańskie potęgi, jak: Egipt, Kamerun, Nigeria czy RPA. A więc to już oznaczało, że pewnie poziom tych spotkań będzie mieszany i tak też się stało. Kompletnie nieprzygotowany przyjechał Senegal. Nie najlepsze w ogóle przygotowanie pod względem dyscypliny taktycznej czy gry zespołowej na najwyższym poziomie spowodowało wyłączne ukierunkowanie gry na indywidualne kontrakty. Widział Pan, że nieraz na meczach więcej było menedżerów niż kibiców. Zawodnicy popisywali się swoimi umiejętnościami po to, by złapać kontrakt, zamiast myśleć o wygraniu meczu.
Czy według Pana choćby Senegal nie potraktował tych mistrzostw trochę po macoszemu? Np. Papiss Cisse w trakcie turnieju zmienił klub. Czy zawodnicy nie podeszli do gry zdekoncentrowani?
Te mistrzostwa Afryki są zwariowane. Jestem tym zaskoczony, bo myślałem, że ta niekorzystna cywilizacja tam nie dotarła, ale jednak za sprawą wielu afrykańskich piłkarzy, którzy przeszli do Europy i nie tylko, tak się stało. Zawodnicy podporządkowali swój dalszy rozwój i postęp tylko pieniądzom, a te nie zawsze są dobrym doradcą, bo do dużych pieniędzy trzeba dojrzeć, jako człowiek, charakterologicznie. Jednak mimo wszystko żywię nadzieję, że od jutra rozpoczną się prawdziwe mistrzostwa, że ci, którzy są już tutaj, w tej ósemce, pokażą dobrą piłkę i jutro oraz w niedzielę zobaczymy świetne mecze. Takie mecze z pasją, bez wyrachowania, z dużą improwizacją atakowania. Myślę, że będziemy zadowoleni.
Jakie szanse mają Gabon i Gwinea Równikowa w starciach z dużo silniejszymi rywalami w kolejnej rundzie?
Nie wiem, jak te drużyny są przygotowane motorycznie, ale własna publika może nieraz wycisnąć z zawodników wszystkie siły. Czasem dochodzi nawet do ekstremalnej sytuacji, takiej, że jak nie można, to jednak jeszcze można. Znając tę ambicję Afrykańczyków, to reprezentacje Gabonu i Gwinei Równikowej wszystko podporządkują temu, żeby się jak najlepiej zaprezentować, ale obawiam się, że uwarunkowania, możliwości techniczno-taktyczne spowodują, że te drużyny dalej nie przejdą.
Jak ocenia Pan w ogóle zespół Gwinei Równikowej? Nie chodzi mi tutaj o jakość piłkarską, a raczej o fakt, że wielu zawodników w kadrze tej drużyny nie ma nic wspólnego z tym krajem.
Powstają takie meandry różnego rodzaju w tej chwili w piłce. Nie wiem, czy to jest właściwe. Na poziomie reprezentacji powinno być tak, że rodowity mieszkaniec kraju ma najlepsze podłoże ambicjonalne, aby godnie swój kraj reprezentować. Tutaj znowu idzie tylko i wyłącznie o taką typową chcicę finansową.
Media donosiły nawet o tym, że niektórzy piłkarze dostają pieniądze od władcy Gwinei Równikowej za to tylko, że będą reprezentowali ten kraj.
Tak jest wszędzie. Tak było w polityce, w wojsku i to przenosi się teraz na piłkę.
Chciałem również wspomnieć o Sudanie, którego był Pan kiedyś selekcjonerem. W ostatnim wywiadzie dla naszego portalu wytypował Pan ten zespół jako jeden z tych, który może sprawić niespodziankę i być czarnym koniem tych zawodów. I rzeczywiście Sudan awansował.
Może nie miałem tam najłatwiejszej pracy, ale mimo to jako Polak godnie reprezentowałem nasz kraj. Byłem najdłużej pracującym trenerem, bo utrzymałem się dwa lata w Afryce, a to naprawdę jest bardzo długo. Miałem jednak pewien problem, o którym już wcześniej wspominałem. Po pierwsze, widziałem, że cechy motoryczne są najsłabszą stroną poszczególnych zawodników. Zacznijmy od tego, że wprowadzenie intensywniejszych ćwiczeń nie jest ani łatwe, ani proste, ani popularne, bo treningi siłowo-wytrzymałościowe wywołują określony konflikt wewnętrzny, organizm zawsze się będzie bronił. Bez względu na podłoże psychologiczne wtedy, kiedy nie można, następuje taki proces organizmu czy cech osobowościowych. No i Sudańczycy się jakoś bronili, ale powolutku przekonywałem ich, że ważne są tylko te walory, które będą ich domeną, i dzięki nim mogli z siebie wyegzekwować duże możliwości techniczne oraz szybkościowo-zwrotnościowe. I tak się stało. Działało to przez dwa lata. Na różnego rodzaju kursach szkoleniowych przekonałem chyba trenerów do swojej metody treningowej i to zaczęła być bardziej ukierunkowana praca. Wyskoczyło już trochę więcej zawodników z predyspozycjami podjęcia walki, właśnie poprzez te aspekty siłowo-wytrzymałościowe. Po drugie, na 31 spotkań 18 czy 19 rozegrałem wtedy na wyjazdach, co jest niekorzystne dla trenera. Nie jest łatwo grać z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Ghaną czy Nigerią na wyjeździe, ale federacja w tym czasie była ekonomicznie biedna i przyjmowała wszelkiego rodzaju propozycje rozegrania meczów wyjazdowych. Sudańczycy od porażek mają swoich trenerów, a chcą mieć szkoleniowca, który będzie wygrywał, i tak chyba jest wszędzie. Dlatego te wyjazdy troszeczkę zamazały wówczas obraz reprezentacji, bo gdybyśmy mogli występować więcej na własnym terenie, to jestem przekonany, że i wyżej by się stało w rankingu FIFA, i głośniej byłoby też w Afryce o Sudanie. To jednak powolutku nastąpiło, z czego się cieszę, bo jakaś namiastka mojej pracy, albo raczej jej ślad, pozostał.
Przejdźmy może do faworytów. Ghana i WKS uchodzą za najmocniejsze w gronie ośmiu ćwierćfinalistów. Czy jest ktoś lub coś, co może im przeszkodzić w osiągnięciu celu, jakim jest dojście do finału?
Na podstawie przebiegu spotkań w grupach twierdzę, że to Wybrzeże ma najbardziej doświadczony zespół i myślę, że grało w tym upale bardzo ekonomicznie, aż pachniało minimalizmem. Zawodnicy wygrywali jak najmniejszym wysiłkiem i to ich zadowalało. Myślę, że piłkarze WKS teraz zademonstrują swoje możliwości, dość duże zresztą, bo w dotychczasowych meczach na pewno tego nie wyeksponowali. Ghana również. Uważam, że Ghana fragmentami prowadziła interesującą grę, grę z rytmem. Ghańczycy grali ciekawie, ofensywnie, mało tego, na przemian wygrywali pojedynki, stwarzając przewagę liczebną. Niekiedy atakowali szybko, ale był to atak dobrze zorganizowany, a nie przypadkowy. Dlatego ta drużyna też będzie się liczyła.
Czy nie uważa Pan, że te najsilniejsze zespoły afrykańskie przywiązują na tym turnieju większą wagę do taktyki niż w ubiegłych latach?
Ja myślę, że to zarażenie wyszło z mistrzostw świata czy mistrzostw Europy. Najważniejsze jest, by pierwszego meczu nie przegrać, a w drugim ustabilizować rezultat. Jak się wygrywa pierwsze spotkanie, to już prawie zapewnia dalszy awans. Bardzo ciekawy jestem też poziomu, jaki zaprezentuje Tunezja. Myślę, że stać ją na to, aby włączyć się do walki o półfinał.
Wydaje się, że właśnie ten ćwierćfinał, Ghana – Tunezja, zapowiada się na najciekawszy ze wszystkich.
Jestem o tym przekonany. Słuszna Pana uwaga, tak że sobota i niedziela mogą być interesujące.
Zamieszki w Port Saidzie odbiją się na niektórych piłkarzach (fot. Skysports.com)
A czy nie uważa Pan, że w tym turnieju wielkie gwiazdy jak Drogba czy Asamoah Gyan nieco usunęły się w cień? Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej chyba po raz pierwszy przedkładają grę zespołową nad indywidualne umiejętności.
No tak, zgadza się. Tylko, że uważam, iż to jest wymuszane podczas odpraw meczowych bądź w początkowej fazie przygotowania taktycznego do meczu. Natomiast w ferworze samej walki, jak zawodnicy poczują tę ekspresję, tę nieokiełznaną piłkę, to natychmiast przechodzą do takiego sposobu prowadzenia gry. Na pewno mecz Ghany z Tunezją to wyeksponuje. Interesuje mnie też to, jak zaprezentuje się Zambia. Ja byłem przekonany, że od dłuższego czasu ten zespół czyni powolne, ale wyraźne postępy. Miałem też możliwość grać z Zambią i udało mi się raz zremisować, a raz wygrać, ale dwukrotnie przegrałem i naprawdę wtedy Zambijczycy grali na bardzo wysokim poziomie. Tutaj też prezentują tego rodzaju dojrzały futbol. Ciekawy będzie ten pierwszy jutrzejszy ćwierćfinał.
We wspomnianym wcześniej poprzednim wywiadzie dla naszego serwisu powstrzymał się Pan od wytypowania faworytów. Czy teraz, już po fazie grupowej, coś się w tej kwestii zmieniło?
Myślę, że będzie miłe rozczarowanie, ale zostańmy przy Wybrzeżu Kości Słoniowej i Ghanie.
Zauważył Pan jakichś zawodników, którzy dzięki temu turniejowi mogą się wybić i stać się nowymi gwiazdami piłki?
Mam taką propozycję, przeczekajmy jeszcze te ćwierćfinały, bo może niektórzy już zaprezentowali to, co mogą ze względu na swoje cechy motoryczne, a niektórzy dobrze przygotowani dopiero to wyeksponują. Myślę, że po ćwierćfinałach będziemy mądrzejsi i będziemy mogli bardziej fachowo dokonać takiej oceny.
Nawiążmy jeszcze do polskiej ligi: którym piłkarzem grającym w PNA, Pana zdaniem, mogłyby się zainteresować polskie kluby, oczywiście biorąc pod uwagę możliwości finansowe polskich zespołów?
Nie patrzmy na to, co tam istnieje, tylko zajmijmy się prawidłowym poziomem szkolenia, by zapewnić możliwości młodzieży w naszych klubach, aby była i radość, i wartość. Szkolmy prawidłowo młodzież dla potrzeb polskiej ligi oraz reprezentacji i to wtedy będzie naprawdę pocieszające dla sympatyków piłki nożnej w naszym kraju. Ciągle gonimy za Litwą, Estonią, Izraelem, za krajami afrykańskimi. Co z tego wynika? Że zaniedbuje się zaplecze prawidłowej, zdrowej, polskiej młodzieży. Ja przepraszam, nie mówię tak dlatego, że jestem przeciwny sprowadzaniu zawodników z innych krajów, tylko wiem, na czym to polega i dlaczego ludzie tak robią, ale poprzez takie zachowanie zaniedbuje się najważniejszy profil, jaki jest wartościowy dla polskiej piłki. A później zaczyna się narzekanie, a tak nie powinno być. Jeżelibyśmy doprowadzili naszą piłkę dzięki polskim zawodnikom na dobry poziom, to jestem za tym, żeby sprowadzić zawodnika wyjątkowej klasy, który bardzo pomógłby drużynie i poprawiłby sposób prowadzenia przez niej gry. A tak to jest taki dziwoląg, na to w ogóle nie da się patrzeć ani nie można tego prawidłowo odbierać. Ale karuzela się kręci. Niech się kręci, ja tylko mówię, że kręci się nieprawidłowo.
Dobrze, odejdźmy na chwilę od PNA. Na pewno słyszał Pan, co się stało wczoraj w Egipcie. Pan trenował Al Masry. Czy już wtedy kibice byli tacy krewcy, czy sytuacja pogorszyła się po przemianach politycznych w tym kraju?
Proszę mi wierzyć, Egipcjanie to nie są pyszałkowaci ludzie z domieszką jakiejś chęci zaprezentowania przewagi nad światem ze względu na to, że u nich był faraon Tutenchamon czy Ramzes. To skromni, świetni ludzie. Ja mogę w samych superlatywach opowiadać o tym moim półtorarocznym okresie pracy w Al Masry. Pasjonaci, niesamowicie kochający piłkę, biorący czynny udział w odbiorze meczu, ale nigdy nie było to na poziomie jakiejś agresji, wulgaryzmu, naprawdę, proszę mi wierzyć. Była radość, były śpiewy. Był taki mecz, w którym udało mi się wygrać z Al Ahly 1:0, i to było święto, które przyćmiło wszystkie pozostałe mecze. Al Ahly to klub, z którym sympatyzował pan prezydent Mubarak, i to się tak jakoś nawarstwiało, że ten zespół był nielubiany. Ale tak jest wszędzie, we wszystkich federacjach są takie kluby, prawda? Ale nigdy nie zdarzało się coś takiego, proszę mi wierzyć, czy w Aleksandrii, czy nawet w Egipcie, gdziekolwiek byliśmy na meczu. Kiedy Al Ahly grało na stadionie centralnym w Kairze, to też zawsze wywoływało taki dreszczyk emocji, bo nawet jak się jechało na wyjazd, to na centralny stadion. Zawsze uważano Al Ahly za troszkę bardziej wartościowy od innych zespół. Nawet indywidualne zapędy zawodników były na wyższym poziomie. Zresztą grają tam do tej pory świetni piłkarze. I oni brali też w tym udział. Ale nigdy nie przypuszczałem, że na tym stadionie [w Port Saidzie – przyp. red.] może stać się coś takiego, za sprawą tych ludzi. Ja myślę, że to było jakoś puszczone na żywioł. W ogóle odrzucam możliwość, że to byli sympatycy piłki, absolutnie.
Dlaczego według Pana doszło do tej tragedii? Zawiodła słaba ochrona, była to zwykła chuliganka, kolejny akt walk politycznych czy może jeszcze coś innego?
To się nawarstwiało od pewnego czasu, od tej Afrykańskiej Wiosny, ta nienawiść mniejszych miast do Kairu czy poszczególnych regionów. I to było apogeum.
Na razie zawieszono bezterminowo rozgrywki ligowe. Jak Pan myśli, jak długo to potrwa, zanim sytuacja się uspokoi i zostaną one wznowione?
Szkoda o tym mówić, bo w Egipcie jest tak dużo zdolnych piłkarzy. Gdyby to troszkę uporządkować i byłyby możliwości, żeby wyegzekwować to, co potrafią… Egipt nieprzypadkowo zdobywał te mistrzostwa Afryki. Miło było patrzeć na grę takich indywidualności, które prezentowały się w lidze egipskiej. To tak jak dawniej w naszym kraju, w Górniku, w Legii, w każdym klubie, było czterech, pięciu takich graczy, prawda? Dzisiaj już zanikają, zaniknęli, może się jeszcze odrodzą.
Myśli Pan, że to może spowodować, iż wielu egipskich zdolnych zawodników wyjedzie z kraju, by bez przeszkód kontynuować swoje kariery?
To, co zaszło w Port Saidzie, odbije się na wszystkich wrażliwych ludziach, a Egipcjanie są spontaniczni. I obawiam się, że będzie możliwość rozdrapania tych zawodników i wyciągnięcia ich, bo pewne ślady zostały w psychice. W ogóle, ten spalony stadion, taka liczba śmiertelnych ofiar, osób w stanie krytycznym, dużo rannych, to nie może ominąć nikogo, nawet tego, kto miał inne spojrzenie na życie czy w ogóle na rzeczywistość sportową. Doping był ulokowany przede wszystkim w jakiejś dyscyplinie, był wkomponowany w rywalizację sportową, tę piłkarską. W Egipcie jest olbrzymie zainteresowanie piłką nożną i właśnie takim dramatem to się skończyło. Jestem przekonany, że część tych piłkarzy nie wyjdzie więcej na boisko.
Jeden z zawodników Al Ahly powiedział, że dla nich wszystkich to już koniec karier. Czy wydaje się Panu to możliwe, że oni rzeczywiście już nie wrócą do piłki?
Jestem o tym przekonany. W niektórych meczach, w których będzie jakiekolwiek zagrożenie, w meczach podniesionego ryzyka, nie będą brać udziału. Może będą trenować i grać u siebie, w Kairze, ale z wyjazdami już będzie strasznie.