Frank Lampard przyznał, że Chelsea nie jest już tak silna, jak była. Mimo to Anglik wierzy, że „The Blues” uda się zakończyć sezon w pierwszej czwórce i awansować do Ligi Mistrzów.
Ten sezon, jeśli chodzi o ligę, jest dla londyńczyków jak na razie rozczarowujący. W tabeli zajmują oni dopiero piąte miejsce i do czwartego Tottenhamu tracą aż pięć punktów. Do końca zmagań ligowych pozostało jedynie osiem kolejek, a to rywale z White Hart Lane mają teoretycznie dużo łatwiejszy terminarz.
Piąta lokata byłaby dla Chelsea katastrofą, uniemożliwiłaby bowiem klubowi awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, co od przejęcia drużyny przez Romana Abramowicza jeszcze się nie zdarzyło.
– Terminarz i nasza lokata w tabeli nie kłamią – nie jesteśmy już tak dobrzy jak kiedyś. Dawniej była tutaj forteca i z jakiegoś powodu już tak nie jest. To coś, co musimy poprawić – powiedział Lampard.
– Wiadomo, że derby przeciwko bardzo dobremu zespołowi Tottenhamu będą trudne. Ale wydaje mi się, że nie włożyliśmy w nie zbyt wiele wysiłku. Musieliśmy pokazać większe zaangażowanie, jak z Napoli. Przeciwko Tottenhamowi nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, by ponieść kibiców. Osiągnęliśmy szczyt przeciwko Napoli, później przegraliśmy z Manchesterem City i teraz musimy znowu się podnieść.
– Chelsea powinna być w pierwszej czwórce. Bez urazy dla pozostałych pięciu czołowych klubów, ale z jakością, jaką mamy, powinniśmy tam być. Jeszcze daleko do końca. Nie ma sensu być teraz pesymistą. To pięć punktów, ale ta strata była już większa. Teraz od nas zależy porządne przygotowanie się do meczu z Benficą, a później do nadchodzących spotkań ligowych.
– To [nasze piąte miejsce – przyp. red.] jest spowodowane traceniem punktów przez cały sezon, a nie remisem z Tottenhamem. To przez przegrane mecze u siebie i na wyjeździe, które powinniśmy wygrać. Teraz do wszystkich spotkań ligowych musimy podejść jak do takich, w których przegrywający odpada.
– Może to banalne, ale atakujemy od tyłu i jeśli przegramy mecz i stracimy punkty, to strata się powiększy, a liczba spotkań do rozegrania się zmniejszy. Wiemy więc, szczególnie po remisie, że różnica wynosi nadal pięć punktów i nie ma już miejsca na potknięcia.










