Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z drugą częścią rozmowy z Piotrem Labogą, ekspertem ligi hiszpańskiej w Canal+. W tej części w dalszym ciągu sporo o Barcelonie w kontekście dzisiejszego El Clasico, a także rozgrywek europejskich.
Zapoznaj się z pierwszą częścią wywiadu pod TYM linkiem.
Myśli Pan, że Barcelona na to sobotnie Gran Derbi się zmieni? Z Milanem i z Realem zagrała praktycznie ta sama jedenastka.
Tak naprawdę to będą Gran Derbi z rodzaju meczu do odbębnienia. Trzeba go zagrać. Wiemy, że nie zagra Xavi, najprawdopodobniej Roura zmieni też ustawienie, da szansę Villi i zaprezentuje ustawienie podobne do tego ze spotkania z Sevillą w drugiej połowie. Real zagra zupełnie innym ustawieniem. Możemy się spodziewać, że na boisku pojawią się piłkarze pokroju Kaki, Callejona, Marcelo czy Benzemy. Benzema musi zagrać, bo Mourinho musi sprawdzić, w jakiej on jest obecnie formie.
Zdziwiłby się Pan, gdyby Barcelona wyszła niejako ulubionym ustawieniem Pepa Guardioli, 3-5-2, mając na uwadze, że w Realu może nie zagrać nawet Cristiano Ronaldo?

Nie zdziwiłbym się, dlatego że Barcelona właściwie w zależności od rozwoju sytuacji to ustawienie stosuje. Jest dwóch stoperów, do tego dajmy na to Sergio Busquets, chyba że na boisko wyjdzie Alex Song. Jeśli zagra Song, ustawienia z trójką nie będzie, bo widać, że on nie potrafi się odnaleźć w Barcelonie. Niektórzy chwalili go w meczu z Sevillą, ja absolutnie tego nie robię. To, że walczył, był zaangażowany, to jedno, ale trzeba też pasować do pewnego schematu gry. Natomiast jeżeli zagra Busquets, to jest to płynne przejście. Wtedy boczni obrońcy są na wskroś ofensywni i dublują skrzydła. To nie będzie żądne zaskoczenie, ale na pewno nie będzie to „Barca” najmocniejsza, ta ulubiona „Barca” Vilanovy, bo nie zagra chociażby Xavi. Real też będzie mieszanką rezerwowych. Czy zagra Ronaldo? Myślę, że tak, bo Ronaldo jest jak maszyna, która musi być cały czas w ruchu.
Real ma w ogóle szanse na zwycięstwo i czy ewentualna wygrana może przywrócić szanse na tytuł?
Nie, na tytuł nie ma już żadnych szans. Dla Mourinho liga jest już zresztą areną numer trzy, jeśli chodzi o ważność. Mistrzostwo zostało przegrane na początku, ale w Madrycie oczywiście nikt się do tego nie przyznaje. Real nie może powiedzieć po dziesięciu kolejkach, że tytuł jest przegrany. Ale w głowach piłkarzy on był już przegrany. W zeszłym sezonie, niezależnie od tego, jak się Realowi grało i jak się toczyły mecze, to Real odnosił zwycięstwa. To sędzia pomógł, to dopisywało szczęście, ale fortuna była za Realem. Pamiętam spotkania z Rayo Vallecnao i Betisem, w których Real powinien przegrywać, a wygrywał. To samo ma teraz Barcelona. Zdarzyła się co prawda porażka chociażby w San Sebastian, ale ten dystans punktowy był już tak duży, że to nie jest żadna trwoga przegrać jeden mecz czy zremisować z Valencią. W Madrycie już teraz nie ma wiary w to, że uda się zdobyć mistrzostwo. Barcelona na pewno zdobędzie tytuł i teraz pozostaje jedynie pytanie, czy będzie to jedyny tytuł.











