Kult okularnika


O Kloppie mówi się więcej niż o jakimkolwiek innym aktorze finału Ligi Mistrzów. Po meczu będzie jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.


Udostępnij na Udostępnij na

Korespondencja z Wembley

Klopp to, Klopp tamto… Niczym kiedyś piłkarze reprezentacji Polski, tak teraz trener Borussii Dortmund wyskakuje z lodówki. Romantyk i idealista. Ekscentryk. Zabawny. Zawsze uśmiechnięty. Uzależniający od siebie uwagę mediów w sposób porównywalny w ostatnim dziesięcioleciu tylko z Jose Mourinho… Na wiele sposobów można opisać jego osobowość. W ramionach wypłakują mu się piłkarze, tygodniowe świętowanie urządzają dla niego byli pracodawcy…

Kąśliwe przedmeczowej mind games w najlepszym wydaniu („Jeżeli wygramy, to nie będziemy najlepsi, ale najlepszych pokonamy”) natychmiast trafiają na nagłówki gazet. O tym, że jego żona pisze książki, ale nie o „kolejnym Harrym Potterze na pier… miotle”, wie już cały świat. Zapomnijcie o Mourinho. Największym showmanem futbolu z dnia na dzień staje się „Kloppinho”!

Jeżeli można sobie wyobrazić idealną kampanię PR-owską dla trenera, ciężko o lepszy przykład aniżeli obecność szkoleniowca Dortmundu w mediach przed finałem Ligi Mistrzów 2013. Niczym odchodzący z Realu Madryt portugalski trener, Juergen Klopp w perfekcyjny sposób odciągnął uwagę od swoich gwiazdorów, pozwalając im w spokoju przygotować się do finału najważniejszych klubowych rozgrywek na świecie.

Ale Borussia nie jest nawet faworytem. Bayern ma za sobą sezon niemalże idealny, sunął niczym czołg po zbożowych polach, raz po raz ustanawiając kolejne rekordy. Cokolwiek Klopp osiągnął ze swoją ekipą w Bundeslidze rok temu, podopieczni Juppa Heynckesa robią teraz lepiej… Ubiegłoroczny sukces Chelsea będzie natchnieniem dla dortmunczyków i choć statystyki nie grają, obiektywnie patrząc, ich szanse są marne.

Piłka w Niemczech toczy się w cyklach. Raz po raz jakiś klub próbuje przerwać hegemonię Bayernu, aby tylko walkę tę ostatecznie przegrać i wrócić do punktu wyjścia – dominacji „Bawarczyków”. I tak od dekad, rezultat jest zawsze taki sam. Moenchengladbach, Eintracht Frankfurt, Schalke, Dortmund – zmiennie rzucały wyzwania, aby ostatecznie Bayern tryumfował.

Co w takim razie, kiedy Borussia nieuchronnie finał przegra? Kiedy piłkarze w żółto-czarnych strojach będą schodzić z opuszczonymi głowami z murawy stadionu Wembley? Czy wsparcie neutralnych kibiców ostygnie? Czy nadal styl gry zespołu będzie określany jako „ekscytujący” i „porywający”? Czy ci, którzy wynosili Juergena Kloppa na piedestał, będą za nim wiernie stać, kiedy znajdzie się po stronie przegranych? Wtedy już szkoleniowiec BVB taki cool nie będzie. Zapewne okaże się również, że jest daleki od ideału szkicowanego przez media. Że Mainz mógł opuścić na skutek spraw, które na łamach tabloidów jeszcze nie ujrzały światła dziennego… Gazety lubią budować pomniki, aby następnie kilkoma mocnymi kopniakami je zburzyć…

Kloppa może uratować to, że jest urodzonym outsiderem, wiecznym pretendentem, ciągle próbującym iść pod prąd, choć skromnymi środkami. Nie rzuca buńczucznych deklaracji nawet po krajowym dublecie. Malaga w ćwierćfinale? – Dopisało nam szczęście w końcówce – komentował błędy sędziów. Rewanż z Realem Madryt? Jakby strzelili bramkę wcześniej, ufff! mielibyśmy kłopoty! Taką skromnością z pewnością nie grzeszy wspomniany wcześniej Portugalczyk.

Choć i to pozostaje w sferze spekulacji. Trudno przewidzieć bowiem, jak Klopp mógłby przetrwać próbę czasu na piedestale klubowej piłki. Przegapiwszy nieco błyskawiczną drogę na szczyt Mourinho, media tym razem nie chcą zostać w blokach i uważnie obserwują rozwój kariery niemieckiego szkoleniowca. Finał LM może dać jednak więcej pytań niż odpowiedzi na temat szybko popularyzującego się kultu Kloppa.

Obserwuj autora na Twitterze: @RobertBlaszczak

Najnowsze