Legia Warszawa odniosła wczoraj pewne zwycięstwo nad ŁKS-em, mimo iż beniaminek momentami stwarzał poważne zagrożenie pod bramką warszawian. Michał Kucharczyk, napastnik legionistów, twierdzi, że widoczne było rozprężenie w grze jego drużyny, ale ostateczny cios należał do podopiecznych Macieja Skorży.

Odnieśliście zwycięstwo nad beniaminkiem, ale – wbrew pozorom – nie było tak łatwo. Czyżbyście jeszcze psychicznie nie odpoczęli po meczu w Lidze Europejskiej?
Cóż, musieliśmy sobie wybić z głowy pewne rzeczy, które nas dotyczą, i zapomnieć o meczu ze Spartakiem. Na pewno spotkanie w Moskwie spowodowało, że podeszliśmy do ŁKS-u trochę lekceważąco, widoczne to było zwłaszcza na początku. Po zdobyciu pierwszej bramki z rzutu karnego obudziliśmy się i ta gra wyglądała już lepiej niż w początkowej fazie meczu.
W drugiej połowie beniaminek napierał, można powiedzieć, że to łodzianie przez 30 minut mieli przewagę.
Zgadza się, ŁKS przycisnął nas, widać, że bardzo chciał wygrać ten mecz. My tak samo chcieliśmy zdobyć trzy punkty i cieszymy się, że udało nam się przetrzymać ten napór gospodarzy. Można powiedzieć, że w momencie, kiedy strzeliliśmy trzecią bramkę, mecz dla ŁKS-u się skończył.
Przyda się ta dłuższa przerwa w rozgrywkach?
Na pewno tak, zwłaszcza po trudnych meczach w Lidze Europejskiej, dalekich wyjazdach do Turcji i Rosji. Wiadomo też, że każdy z nas chętnie spędzi trochę czasu z rodziną, odizoluje się od tego w klubie, co nas wszystkich łączy.
No tak, ale przecież wkrótce czeka Was zgrupowanie z trenerem Skorżą…
Jedziemy na zgrupowanie, ale z tego, co słyszałem, piłkarze, którzy rozegrali najwięcej, będą mieli dodatkowe dwa dni przerwy i pozwoli to nam na pewno trochę zregenerować siły.











