Genoa zajmuje obecnie piąte miejsce we włoskiej Serie A i ma na swoim rozkładzie bieżącej kampanii między innymi AC Milan prowadzony przez Pippo Inzaghiego. Skąd taka dyspozycja „Grifoni” i kto jest jej autorem?
We włoskich gazetach sportowych np. „La Gazetta Dello Sport” tabela Serie A jest zawsze podzielona na dwie strony. Top 10, czyli ta, w której chce się znajdować każdy: piłkarz, trener i właściciel znajduje się zawsze na lewej stronie gazety, zaś ta niższa część tabeli na następnej stronie, czyli prawej. To prowadzi do naturalnego wysypu wypowiedzi menedżerów czy zawodników mówiących o: zamiarze, chęci czy ambicji zajęcia miejsca na lewej stronie.
Tak mówił przed startem bieżącej kampanii między innymi trener Sampdorii Genoa, Sinsa Mihajlovic. Jego słowa wkrótce stały się ciałem i rewelacyjna Sampa zagościła na wysokim czwartym miejscu. Pół stolicy Ligurii normalnie byłaby piekielnie zazdrosna, przecież to miasto ma dwa kluby piłkarskie, ale nie są one wiecznie na szczycie, zazwyczaj jeden wysoko, a drugi gdzieś na dole ze swoimi problemami, patrzący tylko, kiedy lokalny rywal się potknie, aby móc dumnie wytknąć sąsiadowi, że jego ulubieńcy ponieśli porażkę.
Tym razem jednak jest inaczej. Bo tak jak Sampdoria jest czwarta, tak Genoa zajmuje piątą pozycję i siedzi lokalnemu rywalowi na ogonie, wprawiając jednocześnie całe Calcio w nie lada zaskoczenie – bo kiedy to ostatnio kluby reprezentujące to pół milionowe miasto z północno zachodnich Włoch miało równocześnie oba swoje zespoły uplasowane tak wysoko w tabeli? Dość dawno temu, a to głównie dlatego, że obu zespołom było w ostatnich latach bliżej do spadku do Serie B niż do awansu do europejskich pucharów.
Wyjątkiem jest Genoa z sezonu 2008/2009, kiedy to swoją pierwszą kadencję w tym klubie sprawował Gian Piero Gasperini. Wtedy klub miał w składzie graczy o europejskiej renomie i umiejętnościach – Diego Milito, Thiago Mottę czy Rodgrigo Palacio. Co ich łączy poza tym, że grali razem w klubie na co dzień występującym na stadionie Luigi Ferraris? Ano to, że każdy z nich później odszedł do Interu Mediolan. Motta i Milito uczynili to latem 2009 roku, trafiając do Interu prowadzonego wtedy przez Jose Mourinho, który z pewnością jest najmocniejszą włoską drużyną ostatnich lat, zdobywając w kampanii 2009/2010 Ligę Mistrzów i Serie A. Milito zaś sam rozstrzygnął losy finału z Bayernem, strzelając dwa gole. Palacio przyszedł już później, gdy Mou był już w Madrycie, a Inter znalazł się w rozkładzie, który na dobrą sprawę trwa do dziś.
Do Interu trafił również architekt sukcesu „Grifoni” z sezonu 2008/2009, Gian Piero Gasperini. Włoch skorzystał na tym, że inni kandydaci odrzucili ofertę Massimo Morattiego (jak m.in. Andre Villas Boas) i latem 2011 roku został pierwszym trenerem Interu, zastępując na tym stanowisku Brazylijczyka Leonardo. Ale od początku nie było na tyle kolorowo, na ile Włoch by chciał. Moratti raczej traktował go jako piąte koło u wozu, jako trenera na przeczekanie, którego będzie mógł zwolnić w momencie, w którym ktoś ze światowego topu będzie dostępny i chętny do pracy dla „Nerrazurrich”. Dowodem tego było zwolnienie Gasperiniego po ledwie pięciu kolejkach, w których Inter ani razu nie wygrał.











