Wisła nie przełamała fatalnej passy i po raz czwarty z rzędu straciła wszystkie punkty. „Biała Gwiazda” przegrała u siebie z Jagiellonią 0:2. Fantastyczny mecz po raz kolejny rozegrał Bartłomiej Drągowski, który znakomitymi interwencjami kasował wszystkie ataki gospodarzy.
Mecz z Jagiellonią był dla Wisły duży sprawdzianem. Po trzech porażkach z rzędu z największymi rywalami wiślacy musieli udowodnić, że wciąż potrafią wygrywać. Plotki o zwolnieniu Smudy (moim zdaniem niedorzeczne) tylko podgrzały atmosferę przed tym meczem.
Od początku spotkania Wisła znowu prezentowała festiwal nieskuteczności. „Biała Gwiazda” dominowała na boisku, ale jej gra podobnie jak w meczu z Cracovią pozostawiała wiele do życzenia. Brakowało dokładności i przede wszystkim wykończenia akcji. Poza tym w bramce rywali dobrze spisywał się 17-letni Bartłomiej Drągowski, który kilkukrotnie znakomitymi paradami ratował swój zespół.
https://twitter.com/cwiakala/status/518111433423593472
„Jaga” miała za sobą cztery spotkania bez porażki, ale przy Reymonta od początku prezentowała się bardzo marnie. W pierwszej połowie goście nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Michała Buchalika. Wisła zaliczała słupki, kiksowała w dogodnych sytuacjach, ale to Jagiellonia wyszła na prowadzenie. „Biała Gwiazda”, podobnie jak w feralnym meczu z Cracovią, straciła gola po rzucie rożnym. Nieupilnowany Michał Pazdan posłał piłkę głową do siatki bezradnego Buchalika.
Pod koniec spotkania i zwłaszcza po przeprowadzonych zmianach Wisła zaczęła coraz groźniej atakować. Bez wątpienia miało na to wpływ pojawienie się na murawie Donalda Guerriera, który swoimi dobrymi wrzutkami robił sporo zamieszania w polu karnym gości. Po jego podaniach świetne okazje mieli Boguski i Brożek. Między słupkami „Jagi” znakomicie spisywał się jednak Dragowski, który do końca spotkania nie dał się pokonać. Koledzy z boiska za jego dobre parady odwdzięczyli mu się drugim trafieniem do siatki gospodarzy w doliczonym czasie gry. Buchalik ładnie wybronił strzał Frankowskiego, ale przy dobitce Mateusza Piątkowskiego był kompletnie bezradny.
Sporo zastrzeżeń w tym meczu padło pod adresem sędziego tego spotkania. W 83. minucie Michał Pazdan ewidentnie zagrał piłkę ręką w polu karnym, ale arbiter nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Do niecodziennej sytuacji doszło również na trybunach. Kibice z sektora C zaczęli między sobą bójkę. Szybko została ona stłumiona, ale niesmak pozostał.











