Sezon 2015/2016 był dla HSV przełomowy. Po dwóch poprzednich, które hamburczycy kończyli na 16. miejscu i o utrzymanie musieli bić się w barażach, bundesligowy byt udało się zachować wcześniej, bo w końcowej tabeli zespół z północnych Niemiec uplasował się na 10. miejscu. Intensywne lato, podczas którego „Dinozaury” przebudowały kadrę i kupiły kilku bardzo ciekawych graczy, dawało nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej, a w najlepszym wypadku zespół awansuje nawet do pucharów. Na początku sezonu te plany i marzenia trzeba weryfikować.
Bo po pięciu kolejkach nowej kampanii HSV zajmuje 17. miejsce z dorobkiem jednego punktu (gorsze jest tylko Schalke, które ma komplet porażek). Fatalny początek rozgrywek sprawił, że z pracą po półtora roku pożegnał się Bruno Labbadia, dla którego było to drugie podejście w tym miejscu (poprzednie przypadło na lata 2009-2010, był to okres, kiedy HSV grało w pucharach).
Fatalny początek rozgrywek HSV sprawił, że z pracą po półtora roku pożegnał się Bruno Labbadia, dla którego było to drugie podejście w tym miejscu (poprzednie przypadło na lata 2009-2010, był to okres, kiedy HSV grało w pucharach).
Jego następcą został Markus Gisdol. Do nowego trenera hamburczyków jeszcze zdążymy na chwilę wrócić. Skupmy się teraz na przyczynach kryzysu, który powoduje, że wśród kibiców z północy Niemiec odżywają koszmary ostatnich lat i wspomnienia porażek. A te przecież sprawoły, że niewiele zabrakło, a doszłoby do historycznego spadku z Bundesligi.
Beiersdorfer, czyli „twarz” problemów
Za „twarz” kryzysu uważany jest Dietmar Beiersdorfer, który w latach 2002-2009 (Hamburger SV w tym okresie grał nawet w Lidze Mistrzów) pracował w portowym mieście jako szef sportu HSV. Następnie próbował swoich sił zarówno jako dyrektor sportowy koncernu Red Bull i Zenita Sankt Petersburg, jaki i szef RB Lipsk. Do Hamburga wrócił w lipcu 2014 roku. Po ogłoszeniu tej decyzji wśród osób związanych z klubem zapanowała ogromna radość i nadzieja na lepsze jutro.
Tak się jednak nie stało, a atmosfera – kolokwialnie mówiąc – siadała. I nie chodzi nawet o same wyniki (choć były one jak na oczekiwania złe), ale sprawy organizacyjno-finansowe. Nie dość, że klub zmagał się z problemami finansowymi (wiosną ogłoszono, że HSV ma 90 milionów euro długu, co w Niemczech jest niemal ewenementem, ale mimo tych przeciwności dokonał kilku drogich wzmocnień), to jeszcze wiosną tego roku postanowiono pożegnać się z dyrektorem sportowym Peterem Knabelem, który miał jeszcze kontrakt przez 12 miesięcy.
Jego miejsce zajął Dietmar Beiersdorfer, który łączył tę funkcję z funkcją szefa zarządu. Pomysł ten jest szeroko krytykowany przez niemieckich publicystów i dziennikarzy. Trzy grosze dorzucił np. rekordzista pod względem liczby występów w kadrze niemieckiej Lothar Matthaeus, który w swoim kąciku publicystycznym w SportBild napisał, że Być może to ostatnie „życzenie” Matthaeusa zostanie niedługo spełnione, ponieważ coraz głośniej mówi się, że na tę funkcję zostanie mianowany Horst Heldt – do niedawna dyrektor sportowy Schalke.










