Piłkarskie Włochy przeżywają ostry zjazd w dół. Na początku był to powolny trucht, który z czasem przerodził się w szybki bieg, aby w ostatnim czasie przyspieszyć niczym Usain Bolt. Liga jest targana aferami, na przemian korupcyjnymi i hazardowymi. Słabnący poziom sportowy i kiepska gra reprezentacji narodowej powodują spadek w rankingu UEFA. Ile jeszcze wytrzyma calcio?
Włoska Serie A od zawsze uważana była za jedną z najlepszych i najpotężniejszych lig na Starym Kontynencie. Do spółki z angielską, hiszpańską, niemiecką i francuską tworzyły grono głównych triumfatorów europejskich pucharów. Od zawsze uważana była też za ligę zbliżoną do Premier League i Primera Division, a znacznie przewyższającą Bundesligę, o Ligue 1 już nie wspominając. Triumfy Juventusu, Milanu i rzadziej Interu były codziennością w Europie, która od zawsze chciała unikać konfrontacji z zadziornymi Włochami. Reprezentacja zaliczana od dawna do światowej czołówki zdobywała mistrzostwo świata, a na kontynentalnym czempionacie grała w fazach zasadniczych. Piłkarze występujący we Włoszech zdobywali Złote Piłki, o innych nagrodach nie wspominając. Wielkość Calcio była niepodważalna. Niestety, jest to czas przeszły. Ostry zjazd w dół rozpoczął się tuż po zdobyciu przez Włochy złotego medalu na mundialu w Niemczech. Trwa do dziś. Miejmy nadzieję, że już niedługo.
Rozdmuchane Calciopoli
Wróćmy na chwilę do 2006 roku. W cieniu pięknej gry Italii na Weltmeisterschaft 2006, poważne trzęsienie ziemi przeszło przez południową ligę. Wyszło na jaw, że prezydenci i dyrektorzy sportowi naciskali na kolegium sędziowskie, by ci wyznaczyli im „przychylnego” arbitra. Opinia publiczna od razu zaczęła mylić ówczesne wydarzenia z korupcją w Polsce, która opierała się na sprzedaży meczów. We Włoszech nic takiego nie miało miejsca, nie było żadnych pieniędzy w kole zapasowym czy też tajemniczych kont bankowych na Madagaskarze. Wszystko opierało się na ustawianiu, ale sędziów, którzy mieli być bardziej przychylni dla wybranej drużyny. Głównym zamieszanym w całą aferę był dyrektor generalny Juventusu, Luciano Moggi. Moggi był człowiekiem, który wiele mógł, miał wielu znajomych w federacji piłkarskiej, przez co i szersze kontakty. Właśnie głównie za kontakty dyrektora generalnego zdegradowano „Starą Damę” do Serie B, odebrano jej na starcie 9 punktów i dwa tytuły mistrzowskie z sezonów 2004/2005 i 2005/2006. Ukarane zostały też inne kluby. Fiorentina i Reggina (odjęciem 15 punktów na starcie nowego sezonu), AC Milan (odjęciem ośmiu) i Lazio Rzym (odjęciem trzech).
Kurz po wielkim tąpnięciu jeszcze całkowicie nie opadł, a już włoska prokuratura wszczęła kolejną odsłonę afery, tym razem nazwanej „Calciopoli 2”. Wyszło na jaw, że podczas pierwszego śledztwa, prokuratura nie przesłuchała ponad 170 tys. nagrań rozmów telefonicznych. Głównym winowajcą zatajenia tych dyskusji obarczona jest firma Telecom Italia, należąca do Massimo Morattiego, prezydenta Interu Mediolan. Właśnie klub z Mediolanu jest prawdopodobnie najbardziej „umoczony” w trwające obecnie śledztwo. Finał zmagań pod tytułem Calciopoli już tego lata!
Najnowszy skandal rodem z Włoch. Do piłkarskiego szamba w Italii wpadł kolejny granat i zapaskudził wszystkich dookoła. Zaczęło się w Cremonie i dlatego tamtejsza prokuratura prowadzi śledztwo, które zatacza coraz większe kręgi. Nie tylko w niższych ligach, ale także w Serie A. Puentę można wyjawić na samym początku. Piłkarze żądni większych pieniędzy obstawiali mecze u bukmachera, oczywiście wybierając takie opcje, które przynosiły spory zysk. Można się było tylko domyśleć, co działo się potem na boisku. Już u schyłku zeszłego roku ruszyło śledztwo, które zaczęło się od ustawienia spotkania trzeciej ligi. Cremonese podejmował ostatnie w tabeli Paganese. Obyło się bez niespodzianki, bo faworyt wygrał 2:0. Jednak w przerwie i trakcie drugiej połowy zawodnicy gospodarzy zaczęli skarżyć się na podobne dolegliwości, wszyscy prosili o zmianę. Szybko wyszło na jaw, że winny jest bramkarz Cremonese – Marco Paolini, któremu zależało na przegranej swojego zespołu, bo dzięki temu sporo by zarobił u bukmacherów. Dosypał on kolegom środek nasenny. Taki był początek, ale to co się dzieje obecnie, przekracza wszelkie wyobrażenia.
1 czerwca we włoskich mediach pojawił się temat ustawiania meczów, o których pisały już wszystkie największe dzienniki. Gazety zamieściły zapisy rozmów i ujawniły pierwsze szczegóły śledztwa. Do więzienia trafiło 16 osób, w tym Giuseppe Signori, a 38 innym, postawiono konkretne zarzuty. Wszyscy zatrzymani i podejrzani byli tylko puzzlami w idealnie komponującej się we włoskim świecie układance. Organizatorami były mafie albańska, bolońska i cygańska, ale także te najpotężniejsze rodem z Sycylii, jak „Camorra” i „Ndrangheta”. Media ustaliły nawet prawdopodobny taryfikator, wedle którego ustawienie meczu w Serie A wiązało się z kosztem 400 tys. euro, Serie B – 120 tysięcy, a Lega Pro (trzecia liga) – 60 tysięcy. Na razie śledztwo wykazało, że tylko jedno spotkanie dotyczyło Serie A. Chodzi o mecz 20 marca 2011 roku, Inter – Lecce, w którym miało paść więcej niż 3 gole. Wtedy mafia się przeliczyła, bo padł wynik 1:0… W kolejnych podsłuchach pojawiły się nazwiska Totti, de Rossi, Vieri. Krąg podejrzanych spotkań i zawodników jest większy. Na rezultaty trzeba poczekać, ale z pewnością będzie to sprawa, która w sezonie ogórkowym znacznie rozrusza piłkarski światek.
Gracze z prowincji
Jakim trenerem jest Marcelo Lippi, każdy wie. Mistrzostwo świata zdobył z zawodnikami, którzy byli wówczas w sile wieku i formy. Del Piero, Pirlo, Cannavaro, Zambrotta, Toni, Camoranesi, Nesta – oni stanowili trzon kadry, która wzbiła się na wyżyny swoich umiejętności na boiskach naszych zachodnich sąsiadów. Po odejściu Lippiego selekcjonerem został Roberto Donadoni, który na Euro 2008 do Austrii i Szwajcarii zabrał mistrzów świata, do których dodał również nieco młodszych graczy, ale bez wyraźnych predyspozycji na grę w reprezentacji. Zakończyło się to klapą. Wrócił Lippi i z miejsca przywrócił do składu starych wyjadaczy, którzy zapewnili mu sukces przed czterema laty. Niestety, byli to już gracze wypaleni psychicznie i fizycznie, żaden z nich nie był głodny sukcesu. Obrońcy tytułu zagrali fatalnie i po fazie grupowej wrócili w niesławie do ojczyzny. Teraz nastała era Prandellego, który objął drużynę narodową po fatalnych mistrzostwach. Odważny selekcjoner zaczął powoływać do kadry takich graczy jak Balotelli i Cassano, których bali się powoływać jego poprzednicy. Są to zawodnicy z charakterem, którzy niejednokrotnie tworzyli ferment w swoich klubach. Nadszedł czas młodych zdolnych. Claudio Marchisio, Sebastian Giovinco czy Davide Santon to tylko nieliczne przypadki. Skończyły się powołania dla prowincjonalnych graczy, jak na przykład Marco Marchionniego. W reprezentacji idzie na lepsze, ale jeszcze dużo czasu minie, by mogła się ponownie liczyć w walce o największe laury.
Spadek poziomu Serie A
Era dominacji klubów włoskich w Europie już dawno minęła. Ostatnim sukcesem było zdobycie przez Milan pucharu mistrzów w 2007 roku. Od tego czasu zupełnie nic. Nie uwzględniam triumfu Interu z 2010 roku, ponieważ jest to klub, którego z Italią łączą tylko historia i miejsce rozgrywania spotkań. W zespole nie grał wtedy praktycznie żaden Włoch, epizodycznie występował Santon. Natomiast do zwycięstwa poprowadził ich Jose Mourinho, trener z Portugalii. Włoskie kluby nie potrafią wygrywać w pucharach, więc korzystają zespoły z Niemiec. Począwszy od przyszłego sezonu, niemiecka Bundesliga zyskała jednego przedstawiciela w Champions League więcej, rzecz jasna kosztem Serie A. Brak sukcesów na arenie europejskiej powoduje brak klasowych graczy. Żaden liczący na sukcesy w Europie piłkarz, nie zdecyduje się na transfer na Półwysep Apeniński. Przez transferową pasywność do głosu w lidze dochodzą drużyny pokroju Udinese czy Napoli. Wcześniej to było nie do pomyślenia, ale czasy się zmieniają.
Sukces jako antidotum
Włoska piłka krwawi, niestety coraz mocniej. Jeśli krwotok szybko nie zostanie zatamowany, calcio stoczy się jeszcze niżej. Jedynym ratunkiem na wskrzeszenie Serie A jest sukces. I to prędko! Bo jeśli będzie sukces, to maszyna sama się napędzi, będą przyjeżdżać coraz bardziej klasowi zawodnicy, których obecnie brakuje. Jednym z głównych mankamentów jest to, że kibice spoza Włoch postrzegają Serie A jako ligę kombinatorów, krętaczy, sprzedawczyków…
Jednak warto zaznaczyć, że nie jest tak źle, jak się wydaje po przeczytaniu powyższego tekstu. Odbudowa Milanu, Juventusu i Interu na bazie graczy z Włoch dobrze wróżą dla reprezentacji, a i samym klubom nie powinno wyjść to bokiem. Od przyszłego sezonu „Juve” będzie grało na jednym z najnowocześniejszych stadionów w Europie, a liga urodzi więcej talentów pokroju Sancheza, Pastore’a czy Cavaniego. Jednak trzeba zauważyć, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Muszą latać stadnie.
Ja w kontekście Włoch interesuję się tylko
JUVENTUSem TURYN ;/ I to także cios we mnie,gdyż
ten wielki klub również wpisuje się w tę dość
dramatyczny obraz dzisiejszej piłki włoskiej:/
~
~Maslo
Cały tekst odpowiada w 100 % co się dzieje w
Calcio.Dla bezstronnego kibica ten artykuł jest
odpowiedni i rzetelny jednak dla mnie fana
Internazionale smuci fakt ,ze autor umniejsza
sukcesy Interu z powszedniego sezonu .W kwesti
reprezenatcji Włoch, jeżeli Arsenal wygrał by
Ligę Mistrzów tez jego sukcesy będą mniej ważne,
bo w tym klubie jak i w Interze reprezentantów obu
krajów jest jak na lekarstwo.
Dodaj komentarz
Piłkarskie Włochy przeżywają ostry zjazd w dół. Na początku był to powolny trucht, który z czasem przerodził się w szybki bieg, aby w ostatnim czasie przyspieszyć niczym Usain Bolt. Liga jest targana aferami, na przemian korupcyjnymi i hazardowymi. Słabnący poziom sportowy i kiepska gra reprezentacji narodowej powodują spadek w rankingu UEFA. Ile jeszcze wytrzyma calcio?
Włoska Serie A od zawsze uważana była za jedną z najlepszych i najpotężniejszych lig na Starym Kontynencie. Do spółki z angielską, hiszpańską, niemiecką i francuską tworzyły grono głównych triumfatorów europejskich pucharów. Od zawsze uważana była też za ligę zbliżoną do Premier League i Primera Division, a znacznie przewyższającą Bundesligę, o Ligue 1 już nie wspominając. Triumfy Juventusu, Milanu i rzadziej Interu były codziennością w Europie, która od zawsze chciała unikać konfrontacji z zadziornymi Włochami. Reprezentacja zaliczana od dawna do światowej czołówki zdobywała mistrzostwo świata, a na kontynentalnym czempionacie grała w fazach zasadniczych. Piłkarze występujący we Włoszech zdobywali Złote Piłki, o innych nagrodach nie wspominając. Wielkość Calcio była niepodważalna. Niestety, jest to czas przeszły. Ostry zjazd w dół rozpoczął się tuż po zdobyciu przez Włochy złotego medalu na mundialu w Niemczech. Trwa do dziś. Miejmy nadzieję, że już niedługo.
Rozdmuchane Calciopoli
Wróćmy na chwilę do 2006 roku. W cieniu pięknej gry Italii na Weltmeisterschaft 2006, poważne trzęsienie ziemi przeszło przez południową ligę. Wyszło na jaw, że prezydenci i dyrektorzy sportowi naciskali na kolegium sędziowskie, by ci wyznaczyli im „przychylnego” arbitra. Opinia publiczna od razu zaczęła mylić ówczesne wydarzenia z korupcją w Polsce, która opierała się na sprzedaży meczów. We Włoszech nic takiego nie miało miejsca, nie było żadnych pieniędzy w kole zapasowym czy też tajemniczych kont bankowych na Madagaskarze. Wszystko opierało się na ustawianiu, ale sędziów, którzy mieli być bardziej przychylni dla wybranej drużyny. Głównym zamieszanym w całą aferę był dyrektor generalny Juventusu, Luciano Moggi. Moggi był człowiekiem, który wiele mógł, miał wielu znajomych w federacji piłkarskiej, przez co i szersze kontakty. Właśnie głównie za kontakty dyrektora generalnego zdegradowano „Starą Damę” do Serie B, odebrano jej na starcie 9 punktów i dwa tytuły mistrzowskie z sezonów 2004/2005 i 2005/2006. Ukarane zostały też inne kluby. Fiorentina i Reggina (odjęciem 15 punktów na starcie nowego sezonu), AC Milan (odjęciem ośmiu) i Lazio Rzym (odjęciem trzech).
Kurz po wielkim tąpnięciu jeszcze całkowicie nie opadł, a już włoska prokuratura wszczęła kolejną odsłonę afery, tym razem nazwanej „Calciopoli 2”. Wyszło na jaw, że podczas pierwszego śledztwa, prokuratura nie przesłuchała ponad 170 tys. nagrań rozmów telefonicznych. Głównym winowajcą zatajenia tych dyskusji obarczona jest firma Telecom Italia, należąca do Massimo Morattiego, prezydenta Interu Mediolan. Właśnie klub z Mediolanu jest prawdopodobnie najbardziej „umoczony” w trwające obecnie śledztwo. Finał zmagań pod tytułem Calciopoli już tego lata!
Dorabiają u buka
Najnowszy skandal rodem z Włoch. Do piłkarskiego szamba w Italii wpadł kolejny granat i zapaskudził wszystkich dookoła. Zaczęło się w Cremonie i dlatego tamtejsza prokuratura prowadzi śledztwo, które zatacza coraz większe kręgi. Nie tylko w niższych ligach, ale także w Serie A. Puentę można wyjawić na samym początku. Piłkarze żądni większych pieniędzy obstawiali mecze u bukmachera, oczywiście wybierając takie opcje, które przynosiły spory zysk. Można się było tylko domyśleć, co działo się potem na boisku. Już u schyłku zeszłego roku ruszyło śledztwo, które zaczęło się od ustawienia spotkania trzeciej ligi. Cremonese podejmował ostatnie w tabeli Paganese. Obyło się bez niespodzianki, bo faworyt wygrał 2:0. Jednak w przerwie i trakcie drugiej połowy zawodnicy gospodarzy zaczęli skarżyć się na podobne dolegliwości, wszyscy prosili o zmianę. Szybko wyszło na jaw, że winny jest bramkarz Cremonese – Marco Paolini, któremu zależało na przegranej swojego zespołu, bo dzięki temu sporo by zarobił u bukmacherów. Dosypał on kolegom środek nasenny. Taki był początek, ale to co się dzieje obecnie, przekracza wszelkie wyobrażenia.
1 czerwca we włoskich mediach pojawił się temat ustawiania meczów, o których pisały już wszystkie największe dzienniki. Gazety zamieściły zapisy rozmów i ujawniły pierwsze szczegóły śledztwa. Do więzienia trafiło 16 osób, w tym Giuseppe Signori, a 38 innym, postawiono konkretne zarzuty. Wszyscy zatrzymani i podejrzani byli tylko puzzlami w idealnie komponującej się we włoskim świecie układance. Organizatorami były mafie albańska, bolońska i cygańska, ale także te najpotężniejsze rodem z Sycylii, jak „Camorra” i „Ndrangheta”. Media ustaliły nawet prawdopodobny taryfikator, wedle którego ustawienie meczu w Serie A wiązało się z kosztem 400 tys. euro, Serie B – 120 tysięcy, a Lega Pro (trzecia liga) – 60 tysięcy. Na razie śledztwo wykazało, że tylko jedno spotkanie dotyczyło Serie A. Chodzi o mecz 20 marca 2011 roku, Inter – Lecce, w którym miało paść więcej niż 3 gole. Wtedy mafia się przeliczyła, bo padł wynik 1:0… W kolejnych podsłuchach pojawiły się nazwiska Totti, de Rossi, Vieri. Krąg podejrzanych spotkań i zawodników jest większy. Na rezultaty trzeba poczekać, ale z pewnością będzie to sprawa, która w sezonie ogórkowym znacznie rozrusza piłkarski światek.
Gracze z prowincji
Jakim trenerem jest Marcelo Lippi, każdy wie. Mistrzostwo świata zdobył z zawodnikami, którzy byli wówczas w sile wieku i formy. Del Piero, Pirlo, Cannavaro, Zambrotta, Toni, Camoranesi, Nesta – oni stanowili trzon kadry, która wzbiła się na wyżyny swoich umiejętności na boiskach naszych zachodnich sąsiadów. Po odejściu Lippiego selekcjonerem został Roberto Donadoni, który na Euro 2008 do Austrii i Szwajcarii zabrał mistrzów świata, do których dodał również nieco młodszych graczy, ale bez wyraźnych predyspozycji na grę w reprezentacji. Zakończyło się to klapą. Wrócił Lippi i z miejsca przywrócił do składu starych wyjadaczy, którzy zapewnili mu sukces przed czterema laty. Niestety, byli to już gracze wypaleni psychicznie i fizycznie, żaden z nich nie był głodny sukcesu. Obrońcy tytułu zagrali fatalnie i po fazie grupowej wrócili w niesławie do ojczyzny. Teraz nastała era Prandellego, który objął drużynę narodową po fatalnych mistrzostwach. Odważny selekcjoner zaczął powoływać do kadry takich graczy jak Balotelli i Cassano, których bali się powoływać jego poprzednicy. Są to zawodnicy z charakterem, którzy niejednokrotnie tworzyli ferment w swoich klubach. Nadszedł czas młodych zdolnych. Claudio Marchisio, Sebastian Giovinco czy Davide Santon to tylko nieliczne przypadki. Skończyły się powołania dla prowincjonalnych graczy, jak na przykład Marco Marchionniego. W reprezentacji idzie na lepsze, ale jeszcze dużo czasu minie, by mogła się ponownie liczyć w walce o największe laury.
Spadek poziomu Serie A
Era dominacji klubów włoskich w Europie już dawno minęła. Ostatnim sukcesem było zdobycie przez Milan pucharu mistrzów w 2007 roku. Od tego czasu zupełnie nic. Nie uwzględniam triumfu Interu z 2010 roku, ponieważ jest to klub, którego z Italią łączą tylko historia i miejsce rozgrywania spotkań. W zespole nie grał wtedy praktycznie żaden Włoch, epizodycznie występował Santon. Natomiast do zwycięstwa poprowadził ich Jose Mourinho, trener z Portugalii. Włoskie kluby nie potrafią wygrywać w pucharach, więc korzystają zespoły z Niemiec. Począwszy od przyszłego sezonu, niemiecka Bundesliga zyskała jednego przedstawiciela w Champions League więcej, rzecz jasna kosztem Serie A. Brak sukcesów na arenie europejskiej powoduje brak klasowych graczy. Żaden liczący na sukcesy w Europie piłkarz, nie zdecyduje się na transfer na Półwysep Apeniński. Przez transferową pasywność do głosu w lidze dochodzą drużyny pokroju Udinese czy Napoli. Wcześniej to było nie do pomyślenia, ale czasy się zmieniają.
Sukces jako antidotum
Włoska piłka krwawi, niestety coraz mocniej. Jeśli krwotok szybko nie zostanie zatamowany, calcio stoczy się jeszcze niżej. Jedynym ratunkiem na wskrzeszenie Serie A jest sukces. I to prędko! Bo jeśli będzie sukces, to maszyna sama się napędzi, będą przyjeżdżać coraz bardziej klasowi zawodnicy, których obecnie brakuje. Jednym z głównych mankamentów jest to, że kibice spoza Włoch postrzegają Serie A jako ligę kombinatorów, krętaczy, sprzedawczyków…
Jednak warto zaznaczyć, że nie jest tak źle, jak się wydaje po przeczytaniu powyższego tekstu. Odbudowa Milanu, Juventusu i Interu na bazie graczy z Włoch dobrze wróżą dla reprezentacji, a i samym klubom nie powinno wyjść to bokiem. Od przyszłego sezonu „Juve” będzie grało na jednym z najnowocześniejszych stadionów w Europie, a liga urodzi więcej talentów pokroju Sancheza, Pastore’a czy Cavaniego. Jednak trzeba zauważyć, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Muszą latać stadnie.