Pytania, które my jako kibice oraz zwykli ludzie powinniśmy zadać oficjelom z CAF (Confédération Africaine de Football), powinny brzmieć: czy trzymaliście kiedyś na rękach umierającego kolegę? Czy straciliście kiedyś kogoś bliskiego? Czy byliście świadkami i uczestnikami tragicznych wydarzeń? Jeśli chociaż na jedno pytanie odpowiedzieliby tak, to powinni zrozumieć sytuację Togo.
To, co wydarzyło się przed i w trakcie Pucharu Narodów Afryki, napawa mnie jako kibica, humanistę i przede wszystkim człowieka, największym obrzydzeniem. To jest ta zła strona piłki nożnej. Ta strona, o której zazwyczaj staramy się zapomnieć. Nie chodzi mi o to, że autobus reprezentacji Togo został napadnięty. Nawet nie o to, że zginęli ludzie. To jest tragedia. Ale to nie ma nic wspólnego z piłką nożną. Zła strona futbolu w tej sytuacji to reakcja władz Afrykańskiej Federacji Piłkarskiej.
Dehumanizacja futbolu posunęła się tak daleko, że przestaliśmy zwracać uwagę na ludzką tragedię. Żądza rozrywki i zysku przysłania nam to, co stanowi sedno naszego istnienia. Za nic mamy godność drugiego człowieka, jego wolną wolę i jego prawa. CAF po dyskwalifikacji reprezentacji Togo nie ukarał związku piłkarskiego z tego kraju. Nie ukarał go za jego chciwość i głupotę (bo jak inaczej wytłumaczyć wysłanie reprezentacji autobusem przez tereny, gdzie niedawno skończyła się trwająca 27 lat woja domowa?). Nie ukarał Angoli (gospodarz turnieju) za niezapewnienie swoim gościom bezpieczeństwa. Oczywiście nie ukarał sam siebie za tak idiotyczny wybór miejsca rozgrywania tej imprezy. Nie, CAF ukarał kibiców i piłkarzy Togo! Za co? Ano za to, że rodziny zabitych nie chciały robić szopki ze śmierci swoich bliskich. A najbliżsi tych, którym nic się nie stało najzwyczajniej w świecie bali się o swoich krewnych. To są najzwyklejsze ludzkie uczucia. Strach, lęk, obawa. Któż z nas nigdy ich nie doznał? A tym ludziom zostało zabrane prawo do tych uczuć. Uczuć, które stanowią o naszym człowieczeństwie. Nie przekonają mnie tłumaczenia CAF, że to rząd Togo nakazał reprezentacji powrót do kraju. Że to niedopuszczalna ingerencja rządku w autonomiczny związek piłkarski (skąd my to znamy?). Powrotu chciały rodziny i to jest najważniejszy argument.
A jaki jest prawdziwy powód dyskwalifikacji? Jest tak prosty, że aż żenujący. Kasa! Piłka nożna to już nie sport, to już nawet nie biznes. To show-biznes. I liczą się zyski. A co się najlepiej sprzedaje? Śmierć, ludzkie tragedie, emocje. Ach, jaki to byłby wspaniały widok. Przed meczem Togo minuta ciszy. Na ekranie zdjęcia zabitych. Łzy piłkarzy z Togo i ich konkurentów. Szybki najazd kamery na kibiców i ich łzy. Potem ujęcie trybuny VIP-ów. Także łzy i smutek. Oraz najważniejsze. Ściśnięte serca widzów. U niektórych także łzy (w końcu nie jesteśmy zimnymi draniami). Mecz się zaczyna, my obserwujemy heroiczne zmagania. A w przerwie… reklama Coca-Coli. I tu jest sedno sprawy. Jakież zyski byłyby dla organizatorów i sponsorów w czasie transmisji meczów Togo. Trzeciorzędna impreza, jaką jest PNA (zwłaszcza w sezonie zimowych igrzysk olimpijskich oraz piłkarskich mistrzostw świata), byłaby śledzona przez cały świat. Sponsorzy też to wiedzą. Stawki reklamowe poszybowałyby do góry. Duże pieniądze wpadłyby do kasy CAF, gospodarzy i telewizji. Tylko… czy o to chodzi w sporcie?










