Król jednego dnia


Przez lata miano najpopularniejszego meksykańskiego klubu zyskał team Chivas Guadalajara. Jednym z ludzi, którzy dołożyli swą cegiełkę do statusu drużyny był legendarny napastnik Salvador Reyes, najlepszy piłkarz który kiedykolwiek przywdziewał czerwono-biały trykot.


Udostępnij na Udostępnij na

W cztery dekady po ostatnim meczu rozegranym w barwach Chivas klubowy bohater znów wkroczył do akcji w minioną sobotę. Powodem był unikalny sposób uczczenia jego zasług dla klubu. Mecz z UNAM Pumas 71letni Reyes zaczął…w wyjściowej jedenastce.

Po ustawieniu się wraz z prawdziwymi piłkarzami klubu do pamiątkowego przedmeczowego zdjęcia wciąż żwawy siedemdziesięciolatek, noszący na trykocie numer 57, rozpoczął grę, zagrywając piłkę do Sergio Santany. Potem przyjął podanie od wspomnianego zawodnika i wymienił dwa podania z Ramonem Moralesem, po czym posłał piłkę do przodu, by rozpocząć akcję.

Po tym ‘DonChava’ jak nazywany jest Salvador Reyes zasiadł na ławce rezerwowych. Jego 50sekundowy epizod odniósł spory wpływ na ekipę Chivas, którzy pokonali rywali bez problemów w stosunku 3:0.

Opowieść o bohaterze

Przeznaczeniem urodzonego 20 września 1936 roku w Guadalajarze Salvadora Reyesa Monteona było zostać piłkarzem. Profesjonalnym futbolistą był przecież jego ojciec, Luis, a sam Salvador w wieku ledwie 16 lat zaliczył debiut w pierwszej drużynie ukochanych Chivas. Nastolatek szybko stał się jednym z idoli kibiców klubu, poza tym wciąż jest najlepszym strzelcem w historii klubu, mając na koncie aż 122 gole.

Reyes szybko okrył swe nazwisko renomą z powodu szybkiego myślenia na boisku, zabójczego instynktu w polu karnym i piekielnie mocnego strzału. W szczególny jednak sposób zapisał się na zawsze w panteonie gwiazd klubu po golu strzelonym w ostatniej minucie spotkania, który zapewnił klubowi pierwszy w historii tytuł mistrza w sezonie 1956/57.

Tenże triumf rozpoczął erę mistrzowską w Chivas, kiedy ten klub, jako jedyny składający się wyłącznie z piłkarzy z Meksyku, zdobywał tytuł za tytułem. W latach 1956-65 Chivas zdobyli siedem tytułów mistrza kraju, do tego dokładając między innymi Puchar Meksyku (1963) oraz Ligę Mistrzów strefy CONCACAF (1962). Sezon 1960/61 Reyes skończył jako król strzelców. W 25 meczach strzelił 21 goli.

Nie jest niespodzianką, że Reyes zdobył sławę także poza granicami Meksyku. Rozegrał dziewięć spotkań na trzech edycjach Mistrzostw Świata (grał w Szwecji, Chile i Anglii). Znany także pod pseudonimem ‘Melón’ snajper zakończył karierę w roku 1967.

Emocjonalna okazja

Teraz, równo 41 lat po rozegraniu ostatniego spotkania pracujący ostatnio jako doradca w klubie Chivas USA Salvador Reyes wrócił na grunt, po którym niegdyś stąpał. Co prawda powrót trwał ledwie kilkadziesiąt sekund, ale legenda Chivas nie kryje zachwytu.

To wspaniałe uczucie wybiec znów na Jalisco (stadion Chivas – przypis autora) po tak wielu latach. Zwycięstwo jeszcze je potęguje.”, mówił po meczu wyraźnie poruszony Reyes. Również prawdziwi piłkarze klubu zamierzali wygrać ten mecz dla legendarnego atakujacego. „Rozmawialiśmy w szatni przed spotkaniem i wtedy Ramon Morales powiedział: ‘Wygramy panowie, a zwycięstwo zadedykujemy Chavie.’ Zachowali się naprawdę wspaniale.”, wyjaśnił.

Z kolei dla Moralesa szansa na wyjście na boisko niemal ramię w ramię z jednym z idoli była momentem, którego nigdy nie zapomni: „Gdy grał, zrobił dla klubu tyle, że należało dziś wygrać dla niego. Wymiana kilku podań z ‘Chavą’ w oficjalnym meczu to dla mnie zaszczyt.”

W sumie był to perfekcyjny dzień dla Reyesa. Na zakończenie wyjawił wdzięczność dla władz klubu, które postanowiły tak go uhonorować: „Muszę powiedzieć, że gdy miałem możliwość znów wybiec na murawę, walczyłem ze łzami. Dziękuję władzom klubu za uhonorowanie mnie w ten sposób. Jednak najbardziej cieszy mnie, że mogłem oglądać ten mecz. Co prawda wolałbym sam zagrać chociaż połowę, ale wiem, że to niemożliwe. Teraz już wiem, że chłopaki wygrali dla mnie.”, zakończył wruszony.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze