Kosta Runjaić z pucharem – w Szczecinie mogą czuć żal?


Kosta Runjaić przyjeżdża do Szczecina jako trener zdobywców Pucharu Polski. Z Pogonią nie wygrał niczego mimo pięciu lat pracy.

7 maja 2023 Kosta Runjaić z pucharem – w Szczecinie mogą czuć żal?
Dawid Szafraniak

Kosta Runjaić powraca do Szczecina, tym razem jako trener Legii Warszawa. Co więcej, robi to jako zwycięzca Pucharu Polski. Szczecińscy kibice zachodzą w głowę, dlaczego podobna sztuka nie udała mu się przez poprzednich pięć lat kiedy pełnił rolę trenera Pogoni.


Udostępnij na Udostępnij na

Dla tego niemieckiego trenera będzie to pierwszy powrót do stolicy Pomorza Zachodniego w nowej roli od zeszłorocznego odejścia. Ponieważ sytuacja w lidze dla Legii jest w zasadzie rozstrzygnięta (na 99,3% będzie to miejsce drugie), trener Runjaić będzie mógł powspominać stare dobre dzieje. W końcu pomógł Pogoni w bardzo trudnym momencie i poprowadził klub do pierwszego od dwudziestu lat medalu. Podobnie uczynią zapewne kibice, którzy wciąż pamiętają, ile dobrego zrobił dla szczecińskiej społeczności Kosta Runjaić. Jednak wygrana w finale Fortuna Pucharu Polski sprawiła, że fani „Portowców” mogą odczuwać niedosyt, skoro już w pierwszym sezonie w Legii sięgnął po trofeum, a czego nie potrafił uczynić z Pogonią mimo znacznie dłuższego czasu pracy. Temat starego trenera na Pomorzu Zachodnim ciągle wraca i obecny trener, Jens Gustafsson, wciąż musi się mierzyć z porównaniami do poprzednika.

Kosta Runjaić – fachowiec pełną gębą

Wszyscy fani PKO BP Ekstraklasy przyznają, iż Kosta Runjaić jest niewątpliwie trenerem, jak na polską ligę, świetnym. W Pogoni wykonał kapitalną robotę, która procentuje do dziś. Z klubu walczącego o miejsca 6-8 wydatnie przyczynił się do tego, że obecna Pogoń z powodzeniem walczy o medale. Podkreślano również, że potrafi wykreować młodych piłkarzy, takich jak Piotrowski, Buksa czy Walukiewicz. Z wywiadów z prezesem Mroczkiem można było też odczuć, że obecność omawianego trenera wzniosła klub na wyższy poziom zarządzania, którego kiedyś w Pogoni nie znali.

W Legii kontynuuje ten trend. W dość krótkim czasie pomógł wrócić Legii na właściwe tory, dzięki czemu „Wojskowi” nie zakończą dwóch sezonów poza podium, co ostatni raz miało miejsce w latach 90/91 oraz 91/92. Co więcej, dzięki zwycięstwu drugiego maja, Legia uniknęła również dwóch sezonów z rzędu bez trofeum, co zdarzyło się ostatni raz w sezonach 08/09 i 09/10. W kwestiach sportowych zbudował młodego bramkarza Kacpra Tobiasza (bohatera ostatniego finału), odżył przy nim choćby Bartosz Kapustka. W obydwu klubach rozpoczął pracę od podstaw. Poukładał sobie drużynę na swoją modłę, co w dość krótkim czasie wyprowadziło obydwa kluby na prostą.

 Kosta Runjaić – w Pogoni w dużych meczach zawodził

Przez długi czas na wizerunku Niemca widniała spora rysa. Były nią mecze o większą stawkę. Wszyscy znamy historię ważnych meczów trenera Runjaicia w Pogoni. Szczecińska drużyna potrafiła ograć zarówno Raków, Lecha, Legię w normalnych spotkaniach. Lecz w krytycznych momentach sezonu widzieliśmy odmienne oblicze Pogoni. Pogoni bojaźliwej, bezzębnej w ataku. Pierwszym meczem, który zdefiniował słabość trenera, był mecz z Legią prowadzoną przez trenera Michniewicza w sezonie 2020/2021. Choć przed nim Pogoń traciła do lidera siedem punktów, to gdyby „Portowcy” wygrali tamto spotkanie, mogliby jeszcze marzyć o dogonieniu stołecznej drużyny. Mogliby, ponieważ po niecałych trzydziestu minutach szczecińscy kibice mogli wyłączyć telewizory. Legia rozwalcowała bojaźliwą do bólu Pogoń.

Sezon później miała miejsce ta sama historia, tylko teraz w roli oprawców wystąpili Lech oraz Raków. Podkreślano w mediach, że Pogoń ma tę przewagę, iż obydwa starcia w rundzie wiosennej rozegra na własnym obiekcie. Miał to być atut nie do przecenienia, ponieważ szczecińska publika potrafi żywiołowo wspierać swoich ulubieńców. Efekt? Dwie porażki, które znów zdruzgotały marzenia fanów ze Szczecina. Najpierw była porażka z Lechem 3:0, w której lechitom wystarczyło sześć minut, aby rozstrzygnąć losy rywalizacji meczu. Niedługo potem przyjechał Raków, który ograł szczecinian 1:2. Choć tamten mecz był w wykonaniu Pogoni znacznie lepszy, to koniec końców wynik okazał się niekorzystny.

To właśnie takie mecze, a także pamiętny sezon 2014/2015 gdzie jako trener „Czerwonych Diabłów” zaprzepaścił w iście frajerski sposób awans do Bundesligi sprawiły, że przez długie lata zmagał się z panującą opinią, iż jest on trenerem, który w dużych meczach z dużymi rywalami nie wytrzymuje ciśnienia. Wygrana w Pucharze Polski w takich, a nie innych okolicznościach sprawiła, że ta dyskusja została zamknięta raz na zawsze. Czyżby dopiero praca w jednym z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce dała mu możliwość pokazania pełnego wachlarza jego umiejętności?

Co sprawiło, że w Legii wygrana przyszła tak szybko?

Słuszne wydają się rozważania na temat powodów, dla których Niemcowi wystarczył ledwie rok w Warszawie, aby zdobyć puchar. Jednym z argumentów jest fakt, że w Legii presja na wygrywanie wydaje się być większa. Oczywiście, „Portowcy” od początku istnienia czekają na końcowe zwycięstwo w lidze, ale w Warszawie stanowi to obowiązek, aby co sezon walczyć o najwyższe cele. Tylko czy po takim sezonie w Legii była presja na wygraną? Kosta Runjaić do Legii przyszedł z misją odbudowy podobną do tej, co w Pogoni. W swoim pierwszym pełnym sezonie w „Dumie Pomorza” zajął siódme miejsce. Natomiast w stołecznej drużynie sezon skończy na drugim miejscu oraz z Pucharem Polski. Różnica spora, a oba kluby szkoleniowiec obejmował, gdy te były w dołku.

Czy różnice finansowe mogą być powodem sukcesu trenera w Legii?

Może problemem były kwestie finansowe? Porównując Pogoń oraz Legię trudno nie wspomnieć o różnicach finansowych. Szybki rzut oka na budżety klubów mówi, która drużyna startuje z pozycji underdoga. Pogoń należy do czołówki ligi, jeśli chodzi o budżet klubu. Lecz nie ma ona porównania z Legią, która od lat jest najbogatszym klubem w Polsce. Mimo sporych długów spowodowanych życiem ponad stan, praca w Legii stanowi ogromny prestiż i możliwości wydają się być dużo większe niż w pozostałych klubach. Nie bez powodu zresztą trener zamienił Pogoń na Legię, mimo że na pierwszy rzut oka objęcie drużyny po najgorszym sezonie od lat wydawało się zaskakujące.

Po części można się zgodzić z taką argumentacją. Jednak wszyscy dobrze wiemy, że sam budżet nie gra. Gdyby tak było, to mistrza Legia zdobywałaby co roku. A przecież kilka lat temu Piast Gliwice zaskoczył całą piłkarską Polskę zdobywając tytuł Mistrza Polski. Dlatego w ekstraklasie wystarczy szczypta odpowiedniego zarządzania, mądrego pomysłu na budowę drużyny i można osiągać bardzo dobre wyniki. Pokazuje to choćby przypadek Warty Poznań, która drugi raz od powrotu do ekstraklasy może zająć piąte miejsce, mimo skromnych możliwości. Tym niemniej ekstraklasa stanowi swego rodzaju maraton. Szeroka ławka albo kilku bardzo dobrze opłacanych, acz genialnych, piłkarzy może pomóc rozstrzygnąć o losach sezonu. Dlatego zwykle to ci najbogatsi plasują się w czołówce.

Kosta Runjaić i Puchar Polski – dotychczas nieudany związek

Na potrzeby tekstu zgódźmy się z argumentacją, że stan klubowego konta wyznacza miejsce w PKO Ekstraklasie. Lecz nie ma on znaczenia w tych nieszczęsnych dla Pogoni rozgrywkach Pucharu Polski. Tutaj wystarczy czasem odrobina szczęścia, dobrego dnia zawodników, aby zajść daleko. W końcu od wygranej w tych rozgrywkach dzieliło Pogoń w ostatnich latach pięć lub sześć rozegranych meczów. Nie bez przyczyny uważa się, że krajowe puchary to łatwiejsza droga do Europy. Ta zasada nie działa jednak w przypadku Pogoni. Kosta Runjaić jako trener klubu ze Szczecina kompromitował się w nich praktycznie co roku. Z jednym wyjątkiem, gdy przegrali z Piastem Gliwice w 1/8 finału. Zaś pozostałe podejścia? „Portowców” odprawiła pierwszoligowa Stal Mielec, pierwszoligowy GKS Katowice (który na koniec sezonu zleciał do drugiej ligi), drugoligowy KKS Kalisz! Fani ze Szczecina nie wiedzieli gdzie schować głowy ze wstydu.

Wszyscy wiemy, że trenerowi Runjaiciowi przychodziły do głowy ekstrawaganckie pomysły jeśli chodzi o zestawienia drużyn. Za taką należy uznać decyzję, aby Iker Guarrotxena grał na prawej obronie w pucharowym meczu z „Gieksą”. Albo Michał Kucharczyk na ataku w ligowych meczach z Rakowem i Lechem. Jednakże finalnie to piłkarze decydują o wyniku. Czy fakt, że Hiszpan grał na prawej obronie sprawił, że Pogoń nie umiała rozprawić się z będącymi w fatalnej formie katowiczanami? Dla porównania weźmy mecz z Kaliszem. Tam Pogoń zagrała w naprawdę mocnym składzie, skoro po boisku od początku biegali m.in. Grosicki, Kowalczyk, Zahović. Mimo wystawienia pierwszego garnituru, to Kalisz wyszedł z tej rywalizacji zwycięsko, przez co piłkarze Pogoni narazili się na wściekłość kibiców.

Z Legią wyszło już za pierwszym razem

Zaś z Legią wygrał już przy pierwszym podejściu. Dalecy jesteśmy od mówienia, że w Pogoni nie mają tej mentalności co w Legii, ale… z jakiegoś powodu w Warszawie wyszło tak szybko. W Legii takich wpadek nie uświadczył, a przecież w tegorocznej przygodzie także trafiał na zespoły z niższych lig. Nieciecza, Lechia Zielona Góra, KKS Kalisz (znów!) – wszyscy zostali odprawieni. Z większym bądź mniejszym trudem, ale odprawieni. Gdy Kosta Runjaić pracował jako trener Pogoni, przygoda dla klubu kończyła się już na 1/8 finału. W tym czasie Puchar Polski zdobywali: Lechia, Legia, Cracovia oraz dwukrotnie Raków. Lechia za chwilę spadnie do I ligi. Cracovia to klub niestabilny.

Mało tego, dorzucimy wam jeszcze drużyny, które choć nie wygrały, to zachodziły znacznie dalej niż Pogoń, a wcale nie są od niej mocniejsze. W finale dwa razy zagrała Arka Gdynia (z czego raz jako pierwszoligowa drużyna). W półfinale wystąpił KKS Kalisz oraz trzecioligowa Olimpia Grudziądz. Nie chce nam się wierzyć, że jest to wyłącznie wina trenera, że Pogoń swoją przygodę z pucharem kończyła zanim ją na dobre rozpoczęła. Uderzylibyśmy raczej w piłkarzy, którzy chyba nie do końca traktowali przeciwników na poważnie. W Legii nie było zgody na takie podejście, a efekt widzieliśmy w miniony wtorek. Mimo gry w osłabieniu przez praktycznie cały mecz, „Wojskowi” wytrzymali presję i sięgnęli za to po nagrodę.

Czy w niedzielę padnie myśl: co by było gdyby Kosta Runjaić został?

Trener Runjaić to naprawdę porządny fachowiec, który jako trener stanowi wartość dodaną dla polskiej ekstraklasy. O jego nieocenionym wkładzie w budowę Pogoni a teraz Legii już pisaliśmy. W Szczecinie nie powinni zapominać o wkładzie Niemca w sukcesy byłego klubu, co próbował podważyć w grudniu zeszłego roku prezes Pogoni. Takie uwagi były nie na miejscu, zważywszy na ogrom pracy wykonanej przez szkoleniowca. Lecz jest tu ziarno prawdy. Pomimo długiego stażu w Pogoni i ogromnego wpływu jako trener na dobór piłkarzy do klubu, maksimum dla niego stanowiło zdobycie trzeciego miejsce ze sporą stratą do pozostałej dwójki. Zaś z Legią już w pierwszym sezonie włożył zdobycz do gabloty. Natomiast w Pogoni półka na trofea pierwszej drużyny dalej zionie pustką. Kibice mają prawo czuć się rozczarowani.

W nadchodzącym starciu, gdzieś przez głowę kibiców przejdzie zapewne taka myśl: a co by było, gdyby Kosta Runjaić został w Pogoni? Może wreszcie przerwałby tę 75-letnią posuchę? W odpowiedzi na to pytanie mogą wyłącznie snuć fantazje. Lecz fani powinni spojrzeć także od tej optymistycznej strony. Na razie Jens Gustafsson wykonuje dobrą pracę, więc być może za niedługo rozważania o sukcesie z Runjaiciem odejdą jak zły sen i zastąpi je widok Mistrzostwa bądź Pucharu Polski. W niedzielę będzie okazja, aby Szwed odciął się od mitu Runjaicia, który odżył po wtorkowej wiktorii Niemca na Stadionie Narodowym.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze