Słońce świeciło, żar lał się z nieba, generalnie pogoda nie była odpowiednia do gry w piłkę – parafrazując klasyka. W wywiadzie w przerwie typowym ćwielongowaniem popisał się Paweł Golański, a jego koledzy na boisku sprawiali wrażenie, jakby spotkali się na pikniku, a nie meczu piłkarskim.Abstrahując jednak od wypowiedzi kapitana Korony, był on jednym z najlepszych na boisku w pierwszej, beznadziejnej połowie. Golański wykonał w niej jedenaście wrzutek i oddał groźny strzał z rzutu wolnego, co jest niezłym bilansem jak na bocznego obrońcę. Z drugiej strony starał się odpowiadać Petasz. To po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego było najgroźniej w polu karnym Korony, gdy piłkę trącił jeszcze jeden z obrońców gości. Szkoda, że za ich przykładem nie poszli inni na boisku. Piłkarze obu drużyn wyszli ewidentnie z nastawieniem, aby bramki przede wszystkim nie stracić i przy tym za bardzo nie namęczyć się przy wysokiej temperaturze. Na murawie było tak nudno, że aż nieliczni zgromadzeni na trybunach kibice postanowili zabawić się w doping, a najlepszym podsumowaniem pierwszych 45 minut niech będzie fakt, że najaktywniejszą osobą był Jorge Paixao.
O ile na początku meczu wyraźnie przeważała Korona, to wraz z upływem czasu coraz wyraźniej do głosu dochodził Zawisza i w drugiej połowie to on był drużyną lepszą. Napisałbym nawet, że zdecydowanie, gdyby nie fakt, że przez długie minuty nie wiązało się to z żadnymi efektami. Środek pola w ogóle nie istniał, a skrzydłowi nie robili tyle wiatru, ile po nich oczekiwano. Po drugiej stronie wcale nie było lepiej, a w dodatku boisko musiał opuścić Golański. Od tego momentu zaczęły się problemy kielczan. Na drugim skrzydle kręcić obrońcami zaczął wprowadzony Carlos, a w 68. minucie lewą nogę uruchomił Petasz. Obrońca Zawiszy błyszczał długimi przerzutami w meczu o Superpuchar, ale wtedy dopiero po raz pierwszy w tym spotkaniu zdecydował się na takie zagranie. Fatalny błąd popełnił rozgrywający naprawdę dobry mecz Outtara, który niecelnie zgrał piłkę klatką piersiową, a wykorzystał to Kadu, który wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Ożywili się kibice, ożywili się też gospodarze, którzy tylko się rozpędzali i kompletnie stłamsili piłkarzy Korony. Drugiego gola też zdobyli jednak po błędzie rywali. Tym razem po kiepskim podaniu Wójcickiego pomylił się Sylwestrzak, który zmienił Golańskiego, a przy strzale nie pomylił się Carlos. Ostatecznie wyrównany mecz zakończył się zwycięstwem Zawiszy, który przede wszystkim nie mylił się w obronie. Bardzo dobrze zaprezentował się nowy nabytek bydgoszczan, Samuel. To dobry prognostyk przed czwartkowym meczem z Zulte Waregem.











