W Kielcach dosyć długo zanosiło się na remis, jednak sprawy w swoje ręce wziął Camilo Mena. Kolumbijczyk znowu wpisał się na listę strzelców, a Korona pokonała na własnym stadionie GKS Katowice 1:0. Był to zatem udany debiut Roberta Kolendowicza, a podopieczni Rafała Góraka ponieśli drugą porażkę z rzędu.
W drugim sobotnim spotkaniu PKO BP Ekstraklasy przenieśliśmy się do Kielc, gdzie Korona podejmowała GKS Katowice. Był to szczególny mecz dla gospodarzy, którzy po zmianie na stanowisku trenera liczyli na nowy impuls. Robert Kolendowicz miał poprowadzić zespół do lepszej gry i pomóc mu odbudować się po dotkliwej porażce w Poznaniu. Z kolei GKS Katowice przyjechał do Kielc z zamiarem powrotu na zwycięską ścieżkę. Drużyna z Katowic chciała zrehabilitować się za ostatnią porażkę przed własną publicznością z Pogonią Szczecin. Obie ekipy miały więc o co walczyć, a kibice mogli oczekiwać spotkania pełnego emocji i walki o ligowe punkty.
Remis w pierwszej połowie w Kielcach
Pierwsze 20 minut spotkania na stadionie w Kielcach upłynęło pod znakiem ofensywnej gry obu zespołów. Zarówno Korona, jak i GKS Katowice od początku szukały okazji do zdobycia szybkiej bramki. Gospodarze pod wodzą nowego szkoleniowca pokazali pomysł na grę – oddawali inicjatywę rywalom, cierpliwie czekając na możliwość wyprowadzenia groźnych kontrataków. Pierwszą niebezpieczną sytuację Korona stworzyła w 10. minucie. Prawym skrzydłem dynamicznie ruszył Camilo Mena, który posłał piłkę w pole karne. Tam na dobrej pozycji znalazł się Stępiński, jednak nie zdołał zamienić tej okazji na bramkę.
W 36. minucie swoją szansę miał GKS Katowice. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i zamieszaniu w polu karnym sędzia odgwizdał faul Długosza, który otrzymał żółtą kartkę. GKS Katowice otrzymał rzut karny. Strzał oddał Bartosz Nowak, ale przepiękną interwencją popisał się Dziekoński, który utrzymał tym samym swoją drużynę przy bezbramkowym remisie.
Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek.
Zwycięska Korona Kielce u siebie
Po zmianie stron obie drużyny wróciły na murawę z nadzieją na przełamanie impasu. Początkowo gra była dość wyrównana, a żadna ze stron nie chciała zbyt mocno odsłonić się w defensywie. Z biegiem minut coraz bardziej widoczna była jednak nerwowość, ponieważ każda kolejna akcja mogła przesądzić o losach spotkania. Korona próbowała wykorzystać atut własnego boiska i szukała okazji do zaskoczenia defensywy GKS-u. Goście również nie zamierzali ograniczać się wyłącznie do obrony. Mimo prób konstruowania ataków brakowało jednak dokładności w decydujących momentach. Dopiero w 70. minucie Kobylaka pokonał Camilo Mena i wyprowadził Koronę na prowadzenie 1:0.
GKS Katowice musiał teraz ruszyć do odrabiania strat, natomiast Korona stanęła przed szansą na dowiezienie cennego zwycięstwa do ostatniego gwizdka sędziego. Korona Kielce przejęła inicjatywę w spotkaniu i kontrolowała przebieg gry, nie dając szans GKS-owi na odrobienie strat. W doliczonym czasie gry kapitalną sytuację miały obydwie drużyny, jednak bramkarze popisali się świetnymi interwencjami. Mecz zakończył się wynikiem 1:0.
Sytuacja w tabeli obydwu drużyn
Korona Kielce po zwycięstwie nad GKS-em Katowice dopisała do swojego konta trzy punkty i awansowała na 9. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy, mając na koncie 18 punktów. Dla Kielczan był to udany debiut nowego trenera Roberta Kolendowicza. Zespół zmazał plamę po porażce w Poznaniu, choć jego gra wciąż wymaga poprawy. Koronie brakuje przede wszystkim skuteczności i szybkości w rozgrywaniu akcji. Najważniejsze jednak, że trzy punkty zostały w Kielcach, a nowy szkoleniowiec rozpoczął pracę od zwycięstwa. Przed Koroną pucharowe spotkanie z Polonią Warszawa, a następnie ligowy mecz z Zagłębiem Lubin.
GKS Katowice za to opuszcza Kielce bez punktów. Podopieczni Rafała Góraka przegrali drugi mecz z rzędu, ponownie 0:1. Katowiczanie wciąż przeplatają zwycięstwa porażkami, a brak punktów w wyrównanych spotkaniach może okazać się kosztowny w końcowym rozrachunku. Trener Górak ma więc nad czym pracować. GKS już we wtorek zmierzy się w Pucharze Polski z Górnikiem Łęczna, a kolejnym ligowym rywalem Katowiczan będzie Widzew Łódź.











