Korona Kielce po dogrywce pokonała Chrobrego Głogów 3:2 w finale baraży o ekstraklasę i powróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zespół ze stolicy województwa świętokrzyskiego wykazał się wielkim charakterem, odwracając losy arcyważnego meczu – w mieście „Scyzorów” z pewnością będzie przez ten tydzień gorąco.
Kielczanie zajęli czwarte miejsce na koniec sezonu Fortuna 1. Ligi, ale nie przeszkodziło im to zostać trzecim beniaminkiem przyszłego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Korona w play-offach najpierw pewnie pokonała Odrę 3:0, a potem, ponownie dostając okazję wykorzystania atutu własnego obiektu, nie bez problemów zwyciężyła Chrobrego.
Awans owiany symbolami – Ojrzyński i Kiełb
Bramkę dającą upragniony powrót do ekstraklasy dał Koronie Kielce w 119. minucie spotkania po wejściu z ławki Jacek Kiełb, czyli niekwestionowana legenda klubu. Piłkarz, który mimo wielu zakrętów w karierze spędził dotychczas w tym miejscu łącznie 11 lat.
Kapitan „Żółto-czerwonych” sporą część obecnego sezonu stracił przez kontuzję więzadeł, ale w najważniejszym momencie to on wykazał się największym hartem ducha i zamknął piękną klamrą okres nieobecności kielczan na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.
Niesamowity rozdział w historii drużyny z ulicy Ściegiennego napisał również szkoleniowiec koroniarzy Leszek Ojrzyński. Trener, który zastępując na tym stanowisku Dominika Nowaka, wrócił do Kielc po dekadzie, wiedział, jak przygotować zespół na kluczowe momenty, mimo że od początku nie wszystko układało się idealnie.
Ojrzyński w ostatnich latach nie dość, że przeżywał życiowe dramaty, to zwykle nie mógł odnaleźć się na rynku trenerskim i nie spełniał się zawodowo, a w miejscach pracy zazwyczaj nie udawało mu się rozbudować w szerszej perspektywie swojego projektu. Ale to właśnie dwa dni przed swoimi 50. urodzinami i rok przed 50-leciem istnienia Korony Kielce wprowadził sentymentalny dla siebie klub do elity.
Kielce spragnione wielkiego futbolu
W meczu z Chrobrym bez wątpienia wielkim wsparciem dla gospodarzy byli kibice, którzy żywiołowo zagrzewali swoich ulubieńców od początku do samego końca, w lepszych i w gorszych fragmentach gry. Dla postronnych obserwatorów otoczka wokół pojedynku wielkiej wagi musiała robić wrażenie. Trybuny podgrzewały emocje i wszystko łączyło się w wybitne kino akcji.











