Stałe fragmenty gry przesądziły o losach spotkania, w którym mierzyły się drużyny Śląska Wrocław oraz Ruchu Chorzów. Lepsi okazali się gospodarze, którym prezent w postaci bramki samobójczej podarował Grzyb. Wynik podwyższył Celeban, a gola kontaktowego dla gości zdobył Komac.
Mimo iż oba zespoły atakowały w pierwszej połowie z dużą determinacją, nie umiały stworzyć sobie klarownych sytuacji. Po 45 minutach na tablicy świetlnej widniał bezbramkowy remis, z czego nie mogła być zadowolona żadna z drużyn.

Więcej z gry mieli jednak piłkarze Ruchu, którzy często wychodzili z kontratakami. Próbowali również zdominować rywala atakiem pozycyjnym. Niestety nieskutecznie – nie stworzyli sobie żadnej godnej odnotowania sytuacji. Zupełnym przeciwieństwem byli zawodnicy Śląska, którzy nie mieli optycznej przewagi, ale przeprowadzili kilka ciekawych akcji.
Najlepszą sytuację na zmianę rezultatu mieli w 24. minucie, kiedy doszło do zamieszania w polu karnym Ruchu. Oddalić zagrożenie próbował Nykiel, jednak tylko je spotęgował, interweniując ręką. Sędzia wskazał na „wapno”, a do jedenastki podszedł Przemysław Kazimierczak. Doświadczony zawodnik Śląska źle ułożył stopę i posłał piłkę obok słupka bramki. Spore zagrożenie sprawił również Vuk Sotirović, który z bliskiej odległości trafił wprost w golkipera. Dobre zawody rozgrywał Łukasz Gikiewicz – na odnotowanie zasługuje jego niecelny strzał głową w 9. minucie.

Drugą połowę śmielszymi atakami zaczęli piłkarze Ruchu. W 48. minucie efektownym, lecz niecelnym strzałem popisał się Jankowski. W miarę upływu czasu inicjatywę przejmowali wrocławianie. W 62. minucie do rzutu wolnego podszedł Sebastian Mila. Były reprezentant Polski dośrodkował w pole karne, ale futbolówka odbiła się po drodze od głowy Grzyba. Doświadczony zawodnik Ruchu pokonał tym samym swojego bramkarza. Stałe fragmenty gry były mocną stroną gospodarzy w tym spotkaniu. Dziewięć minut później do rzutu wolnego ponownie podszedł Sebastian Mila. Precyzyjne dośrodkowanie trafiło wprost pod nogi Celebana, który zmienił tor lotu piłki, kompletnie zaskakując Perdjicia.











